Respondenci mają bowiem kłopot ze wskazaniem kompromisowo nastawionego do innych polityka opozycji: ponad połowa nie jest w stanie wymienić takiej osoby. Sytuację może zmienić wyznaczone na wtorek spotkanie opozycji z okazji 25. rocznicy rozpoczęcia negocjacji Polski z NATO.

Liderzy opozycji spotkają się wówczas na zaproszenie dwóch byłych prezydentów – Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego. Po raz pierwszy partie aspirujące do odebrania władzy PiS pokażą się razem, by zadbać o wizerunek i zamanifestować jedność.

Rzeczpospolita

– Uprzejmie wszystkich informuję, całą Polskę, że opozycja jest dogadana, że opozycja wspólnie planuje przyszłość, że opozycja wspólnie stworzy rząd i opozycja się nie da skłócić – zapowiedział Włodzimierz Czarzasty, jeden z liderów Nowej Lewicy, ujawniając wtorkowe plany. Obecni (oprócz byłych prezydentów) mają by: Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg.

Czytaj więcej

PiS chce przesunąć wybory samorządowe. Złożono projekt ustawy

Nie ma wątpliwości, że spotkanie ma charakter symboliczny i wpisuje się w kampanię wyborczą. Podkreśla to zapowiadana obecność ambasadora USA Marka Brzezińskiego, która jednoznacznie wskazuje, jaką orientację przyjmą USA w roku przedwyborczym.

Najważniejsza jednak jest wspólna obecność polityków (trudno nie zauważyć, że to wciąż sami mężczyźni) na wybiegu przed fotoreporterami i newsowymi dziennikarzami. Dlaczego to takie ważne? Pokazuje to sondaż IBRiS przeprowadzony na zlecenie „Rzeczpospolitej”, w którym zapytaliśmy, „który z liderów opozycji wykazuje największą wolę porozumienia z innymi partiami politycznymi z opozycji”. Ponad 50 proc. respondentów nie potrafiło wskazać nikogo. A wyniki najbardziej znanych liderów nie przekroczyły 15 proc. Warto podkreślić, że badani przez IBRiS sami wskazywali nazwiska polityków.

W grupie wyborców niezdecydowanych kompromisowo nastawionego polityka opozycji nie umie wskazać 42 proc. pytanych.

Zapewne nie powinno dziwić, że aż 85 proc. wyborców popierających obecną władzę nie umiało odpowiedzieć na to pytanie. W elektoracie opozycji była to grupa 28 proc., co też jest wysokim wynikiem, zważywszy, że są to osoby o zdecydowanych poglądach. W tej grupie zresztą, inaczej niż w statystyce ogólnej, za najbardziej skłonnych do kompromisu oprócz Donalda Tuska (23 proc. wskazań) uważany jest Rafał Trzaskowski (17 proc.).

Czytaj więcej

Tusk w Poczdamie: Nie ma powodu, by Niemcy mniej pomagały Ukrainie niż Polska

Za to w grupie wyborców niezdecydowanych kompromisowo nastawionego polityka opozycji nie umie wskazać 42 proc. pytanych, a ranking wygrywa Szymon Hołownia (32 proc.).

Te wyniki to dzwonek alarmowy dla opozycji. Niezależnie bowiem od liczby bloków, w których partie pójdą do wyborów, prezentowanie jednego frontu w najważniejszych sprawach, takich jak gospodarka, w tym ochrona najuboższych obywateli, praworządność i Unia Europejska, może stanowić o przyszłym zwycięstwie. Jeśli bowiem partie nie potrafią wspólnie przedstawić planu minimum, to nie będzie tego umiał zrobić także przyszły rząd. A to może powstrzymać osoby niezdecydowane od głosowania w ogóle.