Gdy rzecz dotyczyła publicznych pieniędzy, Angela Merkel udowadniała zawsze, że trzeba się z nimi obchodzić tak, jak czyni to „oszczędna gospodyni domowa".

Takie myślenie towarzyszyło pani kanclerz, gdy ponad dziesięć lat temu doprowadziła do wprowadzenie do konstytucji zapisu o hamulcu budżetowym. – Hamulca zadłużenia nie da się utrzymać w nadchodzących latach, nawet przy surowej dyscyplinie wydatków – ogłosił właśnie szef Urzędu Kanclerskiego Helge Braun (CDU), postulując zmianę konstytucji tak, by można było zwiększyć zadłużenie i tym sposobem pokryć niespodziewane wydatki budżetu w czasach pandemii. Taka deklaracja zaufanego współpracownika pani kanclerz wywołała konsternację.

Nowy szef CDU Armin Laschet od razu zapowiedział, że nie może być mowy o żadnych zamianach ustawy zasadniczej. W podobnym tonie wypowiedziało się kilku ważnych polityków CDU.

– Pomysł zmiany konstytucji w sprawie rozluźnienia rygorów budżetowych nie jest obcy SPD oraz Zielonym, czemu CDU/CSU była przeciwna, strzegąc zapisu o hamulcu budżetowym jako symbolu swej stabilnej oraz solidnej polityki finansowej – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Josef Janning, ekspert rządowego think tanku DGAP.

W tym kontekście propozycja Helge Brauna zakrawa na kapitulację w jednej z najważniejszych spraw wizerunkowych partii, i to w czasie trwającej już de facto kampanii wyborczej przez wrześniowymi wyborami do Bundestagu, poprzedzonymi elekcjami w kilku landach.

W gruncie rzeczy Bundestag zawiesił już hamulec budżetowy, uchwalając przed rokiem budżet na ten rok i powołując się na stan wyższej konieczności z powodu pandemii. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby uczynić tak i w tym roku przy układaniu budżetu na 2022 r. Oznaczałoby to jednak powolną i trwałą erozję zapisu konstytucyjnego. Pragnął tego uniknąć Helge Braun, a w zasadzie Angela Merkel. Wyszło niezręcznie.

Jednak miliardy na ekstrawydatki w czasie pandemii muszą się znaleźć. Od listopada ubiegłego roku do czerwca tego rząd przeznaczy na pomoc dla gospodarki dodatkowe 50 mld euro. W sumie do tej pory suma pomocy wynosi 80 mld euro plus 23 mld na wypłatę dla pracobiorców i 130 mld z pakietu na podtrzymanie koniunktury. Mimo to niemiecka gospodarka skurczyła się w ub.r. o 5 proc. Jest to mniej niż w rekordowym do tej pory roku 2009, kiedy to spadek PKB wyniósł 5,7 proc. Ocenia się, że w tym roku spadek nie przekroczy 3 proc., a dopiero w 2022 r. nastąpi powrót do poziomu sprzed pandemii.

Wirus nie zmienił zasadniczo preferencji wyborczych obywateli. CDU pod nowym kierownictwem Armina Lascheta zanotowała nawet pewien wzrost notowań, do 37 proc. To dwa razy więcej niż kolejna partia w hierarchii preferencji obywateli. Jest nim ugrupowanie Zielonych z poparciem 18 proc. SPD może liczyć na 15 proc., a AfD, tworząca obecnie najliczniejszą frakcję opozycyjną w Bundestagu, na jedynie 9 proc. Po 7 proc. mają postkomuniści z Die Linke i FDP.

Taki układ sił zapewnia we wrześniu zwycięstwo chadeckiej CDU/CSU, której lider otrzyma zapewne misję utworzenia rządu. Nie wiadomo jednak, kto będzie wspólnym kandydatem na kanclerza. Konkurentem Lascheta jest Markus Söder, premier Bawarii i szef CSU. Jak wynika z sondażu instytutu Forsa, gdyby Niemcy wybierali kanclerza w wyborach bezpośrednich, Söder wygrałby z Laschetem 37 do 27 proc. Ten ostatni znalazł się w trudnej sytuacji, sprzeciwiając się uchyleniu konstytucyjnego hamulca budżetowego. Wbrew jego zapewnieniom może to zostać odczytane tak, że jest przeciwnikiem dodatkowych środków pomocowych w czasie pandemii.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ