Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie zagrożenia niesie nowa Narodowa Strategia Bezpieczeństwa USA dla Europy?
- W jaki sposób wizja Donalda Trumpa wpływa na stosunki z Unią Europejską?
- Jaki jest wpływ integracji europejskiej na demokrację i wolność w krajach postdyktatorskich?
- Jakie konsekwencje ma polityka USA dla Ukrainy i poszerzenia NATO?
- W jaki sposób zmieniają się priorytety strategiczne USA pod rządami Trumpa?
- Jakie są potencjalne skutki zapowiadanej polityki USA względem Ameryki Łacińskiej i Azji?
Aleksander Kwaśniewski już ćwierć wieku temu ostrzegał przed układem, w którym nasz kraj będzie musiał wybrać między „ojcem czy matką”, czyli między Europą i Ameryką. Dziś to prezydenckie ostrzeżenie być może staje się rzeczywistością.
Strategia USA stawia w każdym razie sprawę jasno: Donald Trump nie tylko widzi w Unii Europejskiej wroga, ale chce też, aby władzę w kluczowych krajach Wspólnoty przejęły ugrupowania skrajnej prawicy, często z sięgającymi czasów nazistowskich korzeniami.
– Wyzwania, przed którymi staje Europa, to działania UE (i innych struktur ponadnarodowych), które podważają wolność polityczną i suwerenność; polityka migracyjna, która przekształca kontynent i tworzy napięcia; eliminacja wolności wypowiedzi i likwidacja opozycji politycznej; torpedowanie przyrostu naturalnego; utrata tożsamości narodowej i pewności siebie – czytamy w dokumencie.
Na półtora roku przed wyborami we Francji Trump wspiera skrajną prawicę
Od Hiszpanii po Grecję czy Polskę: jeśli integracja odniosła w czymś sukces, to właśnie w umocnieniu demokracji i wolności w krajach, które świeżo otrząsnęły się z dyktatury. Zapewniła też w ciągu jednego pokolenia bezprecedensowy awans naszego kraju. To także dzięki integracji zjednoczona Europa mogła przynajmniej w sprawach gospodarczych negocjować jak równy z równym z Ameryką czy Chinami. I to jej atrakcyjność skłoniła Ukrainę do rzucenia otwartego wyzwania rosyjskiemu imperializmowi. Jednym słowem, integracja europejska wpisuje się w rację stanu Polski.
Czytaj więcej
Donald Trump zapowiada przejęcie zamrożonych w Belgii rosyjskich rezerw walutowych. Kanclerz chce go uprzedzić i przekazać je Ukraińcom.
Trump idzie dalej. Na półtora roku przed możliwym przejęciem Pałacu Elizejskiego przez kandydata lub kandydatkę Zjednoczenia Narodowego i w sytuacji, gdy sondaże w Niemczech otwiera AfD, autorzy NSS piszą: „Ameryka zachęca swoich politycznych sojuszników w Europie do działania na rzecz odrodzenia ducha, zaś coraz większy wpływ europejskich ugrupowań patriotycznych napawa optymizmem”. I dalej: „administracja Trumpa weszła w konflikt z europejskimi politykami, którzy żywią nierealistyczne oczekiwania odnośnie do wojny oparte na niestabilnych rządach mniejszościowych, z których wiele depcze podstawowe zasady demokracji, aby wyeliminować opozycję”.
Zdaniem NSS to więc opór ugrupowań głównego nurtu w Europie, które nie zgadzają się na kapitulację Ukrainy przed żądaniami Putina, stanowi główną przeszkodę dla pokoju. Nic dziwnego, że dokument wzbudził zachwyt Kremla. Także dlatego, że nie ma w nim krytyki brutalnego reżimu, jaki zbudowała Moskwa.
Ale rosyjscy przywódcy muszą się cieszyć z jeszcze jednego powodu. Dokument Białego Domu jest tak naprawdę deklaracją porażki Ameryki. Stwierdza, że porządek powstały po zakończeniu zimnej wojny, gdy Stany były jedyną superpotęgą odpowiedzialną za pokój na świecie i promującą wolność oraz demokrację, nie tylko odchodzi w przeszłość, ale w ogóle był błędem. Jego miejsce ma zająć „elastyczny realizm”: układ, w którym Ameryka wyznacza własną strefę wpływów i uznaje też strefę wpływów innych potęg. Mało tego: Waszyngton deklaruje, że nie będzie podważał autorytarnych czy wręcz totalitarnych rządów w takich krajach, jak Rosja czy Chiny, skoro taka była ich historia. Jak tę deklarację Trump może łączyć z zapowiedzią „duchowego odrodzenia” Ameryki i projekcją przez nią „soft power”, to już on sam musiałby wytłumaczyć.
Czytaj więcej
Popularność Donalda Trumpa pikuje, więc nie da się wykluczyć, że nawet nudny kandydat demokratyczny może wygrać wybory prezydenckie w 2028 r. Jeśli...
Polska miała w każdym razie sporo szczęścia, że upadek komunizmu przypadł na rządy prezydenta zbudowanego z innej gliny: Ronalda Reagana. Inaczej być może zostalibyśmy uznani za kraj, którego „historia” predestynuje do pozostania w kręgu wpływów Moskwy. Powody do niepokoju ma teraz Ukraina. Nie tylko dlatego, że NSS zapowiada koniec poszerzenia NATO, ale w ogóle przestrzega przed negatywnym wpływem organizacji międzynarodowych ograniczającym działania rządów narodowych. Czy Strategia jest więc zapowiedzią decyzji o wycofaniu części amerykańskich wojsk z Europy? A może w ogóle trwałego osłabienia Sojuszu Atlantyckiego?
Dla Ameryki Wenezuela jest ważniejsza od Ukrainy
Przede wszystkim jednak nie tylko Ukraina, ale w ogóle sprawy europejskie spadły na odległe, trzecie miejsce na liście priorytetów strategicznych.
– Wenezuela jest ważniejsza dla Trumpa od Ukrainy – mówił w minionym tygodniu „Rz” wybijający się politolog Iwan Krastew.
Pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajmuje teraz Zachodnia Półkula, czyli Ameryka Łacińska. To ma być powrót do Doktryny Monroe w 1823, która zapowiadała, że Waszyngton zdecydowanie przeciwstawi się próbom wejścia potęgom spoza kontynentu na to, co później nazywano „tylnym podwórkiem” (patio trasero) USA. I teraz ekipa Trumpa zapowiada ostrą kampanię na tym obszarze przeciw Chinom i Rosji. Ale to tak naprawdę jeszcze jedno zaproszenie do budowy przez Pekin i Moskwę własnych sfer wpływów złożonych z „satelickich” państw. Autorzy NSS domagają się od krajów latynoskich całkowitego podporządkowania woli USA i w domyśle na to samo pozwalają Chinom czy Rosji w ich strefie wpływów. Na ile znajdzie to przełożenie na realne życie, pokaże w najbliższych tygodniach i miesiącach los prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro.
Czytaj więcej
Polska prawica liczy, że przede wszystkim zabezpieczy ją Ameryka. Problem polega na tym, że dla takich czołowych postaci ruchu MAGA, jak Tucker Car...
Autorzy dokumentu Chinom zapowiadają także odejście od polityki zapoczątkowanej przed przeszło 50 laty przez Richarda Nixona i Henry Kissengera. Za błąd NSS uznaje otwarcie dla Chińczyków amerykańskiego rynku i masowe inwestycje amerykańskich koncernów w ChRL. To jest więc ostateczny koniec globalizacji, jaką do tej pory znaliśmy. Jednocześnie Biały Dom zapowiada bezwzględną obronę Tajwanu.
NSS ma otworzyć nowy „złoty wiek” Ameryki. O ile Trump, znany z impulsywnego działania, w ogóle będzie kierował jakąś strategią.