Z premedytacją otwarto drzwi więzień, aby bandyci mogli wyjść na wolność. Prezydent Hosni Mubarak zakłada, że zwykli Egipcjanie pod wpływem rabunków sami zaczną błagać o powrót dawnej dyktatury. A demonstracje w centrum Kairu stłumi wierny lud wspierany przez tajną policję.
W czasach PRL rolę zwolenników Mubaraka wyrażających spontaniczny gniew pełnił robotniczy aktyw wywijający kawałkami kabla. Metoda obrzydliwa, ale skuteczna. Gdzieś zniknął klimat narodowego przebudzenia – zastąpiły go obrazki z krwawych zajść. A wojsko egipskie czeka na moment, aby samemu przejąć całą władzę.