Anna Kamińska w pełnej pasji biografii pt. „Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja. Opowieść o legendarnym twórcy Monaru" pokazuje, że już za życia był wielki, rozpędzony i przez wielu nierozumiany. Kamińska po raz kolejny udowadnia, że potrafi oddać wielobarwność swoich bohaterów, a ocenę pozostawia czytelnikom. Jest autorką kobiecych biografii, m.in. himalaistki Wandy Rutkiewicz i biolożki Simony Kossak. Jej opowieść o Kotańskim to obszerna analiza dokumentów, rozmowy z bliskimi i podopiecznymi, a także mnóstwo archiwalnych fotografii.
Czytaj więcej
Oliwia z mężem ciągle słyszała: „A wy kiedy?". Zwracano im uwagę, że już najwyższy czas, aby mieli dzieci. Gdy ludzie zaczęli wypytywać, dlaczego „...
Wychowany przez pedantyczną matkę, buntował się i zgrywał od najmłodszych lat. Niezwykle koleżeński, od zawsze lubił być w centrum wydarzeń. Nie przywiązywał zbytniej wagi do nauki, wolał pojechać po wymarzone dżinsy, niż przystąpić do matury. Ojciec, wybitny profesor japonistyki, zachęcał go, by budował porozumienie z ludźmi niezależnie od ich koloru skóry czy pochodzenia. Przypadkowe zdarzenie na ulicy zadecydowało o wyborze jego drogi życiowej. Czuwając przy umierającym mężczyźnie potrąconym przez tramwaj, postanowił, że będzie pomagał innym. Miał dużo kompleksów, a po latach przyznał, że pokonywał je, wspierając potrzebujących.
W latach 70. w PRL oficjalnie nie było ludzi uzależnionych od narkotyków. Propaganda utrzymywała, że narkomania to problem krajów kapitalistycznych. Tymczasem już młodzież szkolna zaczynała tworzyć subkulturę lekową. Młodzi szabrowali apteki, sięgali po halucynogeny i odurzali się środkami chemicznymi. Najpopularniejszym narkotykiem był mak. To z niego produkowano polską heroinę, czyli kompot, który uzależniał ekspresowo. System ochrony zdrowia nie radził sobie z rosnącymi statystykami uzależnień.
Czytaj więcej
O tym, jak świat kuchni i polityki wzajemnie się przenika, Witold Szabłowski pisał już w książce „Jak nakarmić dyktatora?". Dziennikarz i reportaży...
W 1978 r. Kotański założył pierwszy ośrodek Monaru, gdzie zajmowano się terapią i leczeniem uzależnień. „Mówiliśmy nie szarej rzeczywistości, w której nie chcieliśmy żyć w PRL-u, i uciekaliśmy od niej w narkotyki. Podobało nam się, że Kotan też był rebel" – wspomina jeden z podopiecznych. Pacjenci czekali na jego dyżury w napięciu. Rozmawiał z nimi o kłopotach i codziennych sprawach. Nie faszerował lekami, tylko wzmacniał poczucie wartości. Urządzał różne prowokacje, by ich pobudzić i wstrząsnąć.
W latach 90. zajął się problemem bezdomności. Do ośrodków Markot zgłaszały się kobiety z dziećmi, chorzy na AIDS, więźniowie oraz ludzie odtrąceni. Każdy mógł liczyć na pomoc. Z kolei Kotański czuł się coraz bardziej osamotniony w swojej działalności. Dźwigał na sobie cały ciężar prowadzenia ośrodków. Ludzie często wykorzystywali go i oszukiwali.
Czytaj więcej
Klucz do zrozumienia kultury danego kraju można odnaleźć w jego metropoliach. To one często są poligonami doświadczalnymi, w których ścierają się u...
W drugiej połowie lat 90. stało się głośno o kłopotach ośrodków Markot. Wybuchały afery, najczęściej związane z pieniędzmi czy warunkami życia. Organizacja tonęła w długach. Pozycja i autorytet Kotana znacznie osłabły. „Owsiaki go gryzą" – opowiadał jego współpracownik. Pojawiły się nowe, profesjonalne i lepiej zorganizowane organizacje, którym przewodzili choćby Janina Ochojska, ks. Arkadiusz Nowak czy Jurek Owsiak. Kotański dalej tkwił w czasach komuny, kiedy wiele spraw się po prostu „załatwiało". Nie chciał działać zgodnie z przepisami. Uważał, że ważny jest człowiek, a nie dokumenty. Wszyscy chcieli w nim widzieć mocarza, a mnóstwo sytuacji go przerastało.
„Kotański. Bóg Ojciec. Konfrontacja", Anna Kamińska, Wydawnictwo Literackie