Aram, Maciek, Sławek, Nurek. Jak mi was brakuje. Jak często o was myślę. Z jakim wciąż trudem co dzień na nowo oswajam się z myślą, że to się zdarzyło. To dla was chodzę co roku na Powązki. To dla was kładę świeże róże, nie przejmując się, że i tak zwiędną.
I wciąż widzę to samo. Jakież tańce nad waszymi grobami, jakie szalone korowody, ile złych emocji, żółci, zgryzoty, nienawiści. A wy wszyscy, nie mam wątpliwości, buntujecie się przeciwko temu w niebie. Krew was zalewa, że bez pytania, bez uszanowania waszego stanowiska uczyniono was osią narodowego sporu. Gdybyście mogli powiedzieć, co o tym sądzicie! Gdybyście mogli zaprotestować! Gdybyście...