Proces toczył się od 2002 r., kiedy to najpierw został on odwołany z funkcji prezesa spółki Elektrim, a następnie stracił miejsce w radzie nadzorczej.

Wystąpił wówczas o wypłatę rekompensaty przewidzianej w umowie o zarządzanie, zapłatę zaległej części nagrody i wypłatę odszkodowania za niepodejmowanie działalności konkurencyjnej po rozstaniu się z tą firmą.

Spółka, a po ogłoszeniu jej upadłości syndyk konsekwentnie odmawiali wypłaty tych pieniędzy. Biorąc pod uwagę, że pensja prezesa Siwaka wynosiła 25 tys. dolarów miesięcznie, były to znaczne kwoty.

Podstawą do odmowy było to, że rada nadzorcza w uchwale ustaliła podstawowe warunki zatrudnienia prezesa, które zostały później rozszerzone przez szefa rady nadzorczej zawierającego umowę z Siwakiem. Dodano wówczas sporne odszkodowania za rozwiązanie umowy i niepodejmowanie działalności konkurencyjnej.

Kiedy sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, argumenty pełnomocników byłego prezesa zmierzały do rozszerzenia interpretacji art. 379 § 1 i 390 § 1 kodeksu spółek handlowych.

[b]Sąd Najwyższy uznał jednak 4 grudnia 2008 r. (sygn. II PK 134/08)[/b], że treść tych przepisów nie budzi wątpliwości. Zgodnie z nimi umowę z członkiem zarządu (tu jej prezesem) albo podpisują wszyscy członkowie rady, albo podejmują uchwałę określającą warunki tego zatrudnienia. Podpisanie umowy przez upoważnionego członka rady ma jedynie charakter techniczny. Dodatkowe uprawnienia dopisane wtedy do umowy są więc nieważne.