Reklama

Bartosz Pilitowski: Wybory sędziów do KRS to nie „rocket science”, lecz test na powagę państwa

Aby tzw. plan B dotyczący wyborów do KRS nie stał się zarzewiem kolejnego kryzysu, musi spełnić trzy fundamentalne warunki: Sejm musi złożyć jasną deklarację, zasady wyłaniania kandydatów muszą być uznane za uczciwe przez samych sędziów, a finał procesu musi być wierny złożonej obietnicy.
Bartosz Pilitowski: Wybory sędziów do KRS to nie „rocket science”, lecz test na powagę państwa

Warszawa, 21.03.2025. Siedziba Krajowej Rady Sądownictwa

Foto: Leszek Szymański/PAP

Miesiąc temu na portalu X zaproponowałem, by politycy – chcąc oprzeć wybór sędziowskiej części Krajowej Rady Sądownictwa na rekomendacjach środowiska – dokonali klarownej autolimitacji w formie uchwały Sejmu. Z satysfakcją odnotowuję, że koalicja rządząca zamierza przyjąć uchwałę, w której zobowiąże się do uszanowania woli sędziów. To krok w dobrą stronę, ale diabeł, jak zawsze w polskim sporze o wymiar sprawiedliwości, tkwi w procedurach. Aby ten tzw. plan B nie stał się zarzewiem kolejnego kryzysu, musi on spełnić trzy fundamentalne warunki: Sejm musi złożyć jasną deklarację, zasady wyłaniania kandydatów muszą być uznane za uczciwe przez samych sędziów, a finał procesu musi być wierny złożonej obietnicy.

Czytaj więcej

Tak koalicja chce zalegalizować prawybory do KRS. PiS idzie do Trybunału

Między prawem a umową społeczną

Sytuacja jest karkołomna. W mocy pozostaje ustawa o KRS w brzmieniu z grudnia 2017 r., która ostateczny głos w procesie wyboru 15 sędziów-członków Rady przyznaje Sejmowi. Koalicja, której nie udało się zmienić tego prawa, szuka drogi pośredniej. Chce, by to sędziowie wskazali posłom, kogo ci powinni poprzeć.

Tu pojawia się kluczowy spór o nazewnictwo i formę, który nie jest jedynie semantyką. W wezwaniu dziesięciu z jedenastu prezesów sądów apelacyjnych mowa jest o „opiniowaniu”. W projektach politycznych częściej słyszymy o „wyborach”. Ta druga nazwa jest prawnie ryzykowna i politycznie nieroztropna. W świetle prawa wyboru sędziów do KRS dokonuje Sejm. Każda próba nadania procedurze zbierania głosów sędziowskich pozorów „wyborów”, narazi proces na zarzut nielegalności i da argument Prezydentowi RP do kwestionowania nominacji. Rozwiązaniem jest rzetelne, powszechne opiniowanie kandydatów przez sędziów, o które zadba Sejm – jako suwerenny dysponent procesu.

Czytaj więcej

Mateusz Mikowski: Podwójne zaprzeczenie w sprawie KRS
Reklama
Reklama

Pułapka braku jednolitości

Na razie do zorganizowania „wyborów” zgłaszają się przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości. Niektórzy prezesi sądów gotowi są zwołać zgromadzenia sędziów, na których ci mieliby wyrazić swoje zdanie o kandydatach. Tylko co się stanie, jeśli różne zgromadzenia sędziowskie przyjmą odmienne zasady wyłaniania swoich faworytów? Historia zna przypadki, gdy różne zgromadzenia sędziów stosowały różne metody wyrażania opinii o kandydatach na wolne stanowiska sędziowskie.

Dziś pod ostrzałem krytyki jest pomysł, by każdy sędzia mógł poprzeć aż 15 osób. A co, jeśli część zgromadzeń uzna, że uczciwszy i bardziej reprezentatywny jest system „jeden sędzia – jeden głos” (lub maksymalnie trzy wskazania)? Jak w takim chaosie porównać wyniki? Co zrobić, gdy część prezesów odmówi zwołania zgromadzeń? Nie ma jednolitego samorządu sędziowskiego, a zgromadzeń sędziów jest w Polsce ponad 400. Dlatego Sejm, przerzucając odpowiedzialność za dostarczenie opinii na sędziów, zamawia sobie kłopoty. Sejm nie musi w uchwale dekretować każdego technicznego detalu, ale musi wskazać jeden, neutralny ośrodek koordynujący, który dostarczy sędziom jasną „mapę drogową”. Bez tego plan B utonie w proceduralnym bałaganie.

Czytaj więcej

Prezydent zawetował ustawę o KRS. Oto jakie zapisy się w niej znalazły

Logistyka to nie polityka

Żeby opiniowanie spełniło swoją funkcję, musi w nim wziąć udział większość sędziów. Legitymacja tego procesu zależy od zaufania. Jeśli organizacja procesu zostanie powierzona Ministerstwu Sprawiedliwości i nominowanym przez resort prezesom, wynik zawsze będzie obarczony cieniem podejrzeń o sterowalność.

Z punktu widzenia operacyjnego, zebranie rzetelnych, anonimowych opinii od blisko dziesięciu tysięcy sędziów to zadanie porównywalne do badań ankietowych. It’s not rocket science. Wymaga jednak doświadczenia w realizacji takich przedsięwzięć, którego – przy całym szacunku – ani resort sprawiedliwości, ani prezesi sądów nie posiadają. Na razie na stole mamy przepis na frekwencyjną i merytoryczną katastrofę. O jej skali posłowie przekonają się za jakiś miesiąc, gdy będzie już za późno. Ale być może komuś zależy, aby przeprowadzić cały proces w taki sposób, że wezmą w nim udział wyłącznie sędziowie sympatyzujący z ministrem Żurkiem?

Sejm jako gospodarz, a nie fasada

Politycy partii tworzących „Koalicję 15 października” obiecywali „oddanie KRS sędziom”, więc to oni potrzebują rzetelnych „prawyborów”, a nie ministerstwo lub liderzy sędziowskich organizacji. Krytycy z prawej strony podnoszą alarm, że to próba obejścia ustawy. Niekoniecznie. Marszałek Sejmu, zgodnie z art. 11a ust. 6 ustawy o KRS (uchwalonej nota bene przez Zjednoczoną Prawicę), jest nawet zobowiązany do zasięgania informacji o kandydatach.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jak zorganizować prawybory do KRS? Prezesi sądów apelacyjnych ujawniają

Nic nie stoi na przeszkodzie, by Sejm, działając w duchu ustawy, zlecił zbadanie opinii środowiska sędziowskiego. Marszałek lub Prezydium Sejmu mogliby powołać zespół neutralnych ekspertów – osób potrafiących zarządzać badaniami społecznymi i znających sądownictwo – którzy skoordynowaliby proces w całym kraju. Taki zespół dawałby sędziom poczucie bezpieczeństwa i pewność, że ich głos nie zostanie zmarnowany.

Tylko procedura uznana za poufną, uczciwą i reprezentatywną pozwoli na wybór członków KRS, który zyska powszechne uznanie. Każda inna droga – zwłaszcza ta „na rympał”, z ordynacją premiującą środowiska sprzyjające aktualnej władzy – skończy się bojkotem, brakiem legitymacji i kolejną dekadą podważania ważności najważniejszego organu stojącego na straży niezależności sądów. Czas na profesjonalizm, nie na partyjną improwizację.

Autor jest założycielem i prezesem zarządu Fundacji Court Watch Polska

Opinie Prawne
Michał Bieniak: Deregulacja, deregulacja i po deregulacji
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Kto naprawdę ponosi konsekwencje sporu o sędziów
Opinie Prawne
Stępkowski: Uczniowie mędrca Kalego, czyli rzecz o „legalnych” sędziach SN
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Prawne
Aneta Wiewiórowska-Domagalska: Franki a WIBOR
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama