Władysław Bartoszewski narzekając na nasze narodowe przywary (zły stosunek do samego siebie, podejrzliwość, kłótliwość, swarliwość, nienawiść, kompleksy etc.), kończył tę wyliczankę smutną konstatacją, że „aby jeden drugiemu mógł dojechać dobrze, gotów jest przy okazji popełnić samobójstwo”. Diagnoza, jak wiele innych bon motów nieżyjącego już byłego szefa MSZ, niestety wciąż jest aktualna.
Wniosek do TK w sprawie wyboru sędziów Trybunału. Co kwestionują posłowie PiS?
Przykładem jest ostatni wniosek posłów Prawa i Sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego. Domagają się stwierdzenia niezgodności z konstytucją niektórych przepisów ustawy o statusie sędziów TK. Kwestionowane jest m.in. to, że tryb wyboru sędziów sądu konstytucyjnego określa Regulamin Sejmu.
„Wybór sędziów do jednego z najważniejszych organów państwa powinien być regulowany wyłącznie ustawą – tak nakazuje art. 197 konstytucji – a nie wewnętrznymi aktami jednej izby parlamentu, bo to narusza zasadę podziału władz i niezależności Trybunału. Taka ustawa musi precyzyjnie regulować wybór sędziów z zachowaniem zasady ciągłości działania TK i indywidualnego charakteru kadencji sędziów” – napisał w mediach społecznościowych prof. Marcin Warchoł, jeden z posłów wnioskodawców.
Czytaj więcej
W marcu Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygnąć skargę PiS dotyczącą procedury wyboru sędziów Tryb...
Zapewne przez roztargnienie nie dodał przy tym, że ustawa, która „narusza zasadę podziału władz i niezależność TK”, jest autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Przez lata nie przeszkadzało nic tej partii – w oparciu o kwestionowane teraz przepisy – powoływać sędziów TK. Mało tego, dr Marcin Szwed z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zadał sobie trud sięgnięcia do stenogramu prac sejmowych nad tą regulacją. I znów, przykra sprawa – czarno na białym stoi w nich, że posłowie PiS: Stanisław Piotrowicz i Krystyna Pawłowicz przekonywali, że określenie kwestii wyboru sędziów w Regulaminie Sejmu, a nie w ustawie jest z punktu widzenia podziału władz jak najbardziej właściwe.