Słowo deregulacja pojawiło się w przemówieniu Donalda Tuska, o ile dobrze policzyłam, 11 razy. Choć szef rządu sam stwierdził, że czas przejść od sloganów do konkretów, te w zasadzie z jego ust nie padły. Ich zrąb mają wypracować sami zainteresowani, czyli przedsiębiorcy.

Donald Tusk prosi przedsiębiorców o pomoc w przeprowadzeniu deregulacji

Wywołanie przez Tuska „do tablicy” siedzącego w zasięgu jego wzroku Rafała Brzoski, twórcy InPostu, nawet jeśli być może wyreżyserowane (tego nie wiem, chodzą słuchy, że nie), wypadło znakomicie i było zręcznym chwytem. Oto premier zapowiada, że nie chce uszczęśliwiać na siłę biznesu, nie chce, by to urzędnicy urządzali im otoczenie do działania i wymyślali, czego potrzebują, prosi o pomoc przedstawicieli środowiska (skąd my to znamy?), a ci „akceptują wyzwanie”.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Biznes umie liczyć, niech liczy na siebie

Przy okazji Donald Tusk pięknie zneutralizował Brzoskę, o którego ambicjach politycznych mówi się od dawna, choć on sam zdecydowanie zaprzecza. Miliarder, miast więc budować swoje zaplecze, chcąc nie chcąc, będzie musiał zając się kompletowaniem listy skarg i wniosków przedsiębiorców, choćby po to, by nikt mu nie zarzucił, że nie skorzystał z okazji i dojścia do ucha premiera.

Zapewne przyjdzie mu też pełnić rolę zwornika z zapowiedzianą przez szefa rządu Radą Gospodarczą. Tu kolejny punkt dla Tuska, który pokazał, że dialog z partnerami społecznymi leży mu na sercu. Jak jest naprawdę, widzą wszyscy obserwujący prace Rady Dialogu Społecznego, ciała w praktyce w zaniku.

Sęk w tym, że biurokratyczne, w tym głównie prawne, przeszkody do inwestowania czy rozwijania firm są zdiagnozowane od dawna – i nie jest tu niezbędny ani Rafał Brzoska, ani Rada Gospodarcza czy inny nowy byt.

Czytaj więcej:

ABC Firmy Jacek Tomczak: Deregulacja? Zapewniam, że jesteśmy zdeterminowani

Pro

Wystarczy poczytać kolejne raporty branżowe, apele organizacji biznesowych czy uwagi do procedowanych nowelizacji. W tym do tkwiącego w rządowych szufladach projektu ustawy „o zmianie niektórych ustaw w celu deregulacji prawa gospodarczego i administracyjnego oraz doskonalenia zasad opracowywania prawa gospodarczego”. Brzmi znajomo? To propozycja ogłoszona z pompą w kwietniu 2024 r., powielająca zresztą cała masę „deregulacyjnych” pomysłów poprzedniej ekipy rządzącej, które nie doczekały się przekucia w obowiązujące prawo.

Co zawiera deregulacyjny projekt, który w 2024 r. przedstawiło Ministerstwo Rozwoju i Technologii

Projekt opracowany w Ministerstwie Rozwoju i Technologii od ponad dziesięciu miesięcy czeka, by pochyliła się nad nim cała Rada Ministrów. Przewiduje m.in. digitalizację procedur, likwidację wielu istniejących absurdów, skrócenie dopuszczalnego czasu trwania kontroli w firmach, ułatwienia w rozpoczynaniu działalności gospodarczej, odejście od wymogu stosowania w wielu sytuacjach pieczątek. Mamy tam też przepis, na który pewnie najbardziej czeka biznes, a który ma wybić zęby skarbówce, dziś tak żonglującej wszczynanymi postępowaniami, by sztucznie wydłużać pięcioletni okres przedawnienia podatków. Obietnica zerwania z tą praktyką znalazła się zresztą w przemówieniu ministra finansów, który wystąpił na GPW tuż po premierze. No właśnie, obietnica. Najwyższy czas, byśmy przeszli do fazy realizacji.

Czytaj więcej:

ABC Firmy Pieczątki, kontrole, wezwania. Rząd ujawnił, jak chce zmniejszyć biurokrację

Pro

Prawo w firmie Biznes bez pieczątek i agresywnych kontroli. Rząd pokazał projekt ustawy deregulacyjnej

Pro