Co tak naprawdę kryło się w rozporządzeniu, które wywołało burzę polityczną, budząc lęki przed zalewem migrantów z państw Trzeciego Świata? Rozporządzenie, a właściwie jego nowelizacja, jest aktem wykonawczym do ustawy o cudzoziemcach, która obowiązuje od 2013 r. Daje ona szefowi MSZ możliwość wydania przepisów szczegółowych. Z możliwości tej już skorzystano wobec obywateli Białorusi, tworząc nowe ścieżki wizowe. Nowe rozporządzenie powielało je względem 21 państw.
To techniczna zmiana, która nie obniża wymagań dla ubiegających się o pobyt w Polsce, ale sprawia, że starający się o wjazd (i oczekujący na nich pracodawcy) nie są trzymani w niepewności, czasem miesiącami.
Przepisy miały odciążyć konsulaty i teraz to nie konsul, ale urzędnik MSZ miał weryfikować wnioski i podejmować decyzję, pośrednictwem miałyby się natomiast zająć zewnętrzne podmioty obsługi wizowej.
Czytaj więcej
Ministerstwo Spraw Zagranicznych chce dopuścić kolejne kraje do możliwości ubiegania się o wizę bezpośrednio w polskim MSZ, a nie w konsulacie.
Za takim rozwiązaniem przemawiała pragmatyka. Jeżeli w niektórych krajach liczba wniosków wizowych przekraczała 100 tys. miesięcznie, np. w Indiach, szybkie wydanie wizy było niemożliwe. Aby sprawnie obsłużyć wszystkich chętnych, potrzebne byłyby potężne wzmocnienia kadrowe i nakłady finansowe. Przekazanie tych zadań pośrednikom zewnętrznym, a następnie urzędnikom w kraju było tańsze.
Był to ukłon w stronę biznesu, agencji zatrudnienia i uczelni w Polsce, gdyż stwarzał szanse, że na wizę będzie czekało się krócej.
Problem jest większy. Inwazja na Ukrainę zmieniła strukturę siły roboczej z państw obcych. Nagle liczba pracowników znad Dniepru spadła. W 2022 r. liczba cudzoziemców na budowach zmalała o 43 proc.
Brakuje nam specjalistów nie tylko z branży budowlanej, ale też inżynierów, informatyków, lekarzy oraz tych nisko wykwalifikowanych. Azjatyckie czy bliskowschodnie rynki pomagały nam te luki zapełnić.
Być może rozporządzenie miało wady: brak precyzyjnych rozwiązań czy zbyt długa i chyba nieprzemyślana liczba państw, które obejmowało. Ale to wymagało dopracowania, a nie wyrzucenia wszystkiego do kosza pod wpływem lęku, jak to może wpłynąć na kampanię wyborczą PiS.
Te przepisy były rozwiązaniem prorynkowym, a ich wpływ na bezpieczeństwo był iluzoryczny. Tym bardziej że wiza do UE wiąże się zawsze z weryfikacją w systemie Schengen, a także przez krajowe służby specjalne. Tu nic się nie zmieniło. Zwyciężył populizm pomieszany z uległością i głupotą.
Czytaj więcej
Prawo i Sprawiedliwość ma zrezygnować z forsowania projektu rozporządzenia dotyczącego rozpatrywania wniosków wizowych obywateli niektórych państw...