Nie chodzi o nieszczęsną datę 22 lipca, kiedy wreszcie zrekonstruowany rząd ma wyłonić się z chaosu politycznych kłótni. Kto ma zresztą bez guglowania wiedzieć, o co chodzi? Krnąbrny koalicjant i jednocześnie Marszałek Sejmu? Wicepremier Gawkowski albo ministra edukacji? Przecież te szczeniaki ledwie wyskoczyły z krótkich majtek, a już PRL-u nie było. Dobrze, że przynajmniej mamy premiera w wieku przedemerytalnym i on pamięta na własnej skórze.
Kogo obchodzi rekonstrukcja rządu
Również koalicjant lewicowy jest w wieku emerytalnym, ale w czasach PRL-u nie on nadstawiał skórę do bicia, tylko wręcz przeciwnie, więc nic dziwnego, że przezornie milczy. Bo jeszcze trochę, a trzeba byłoby pytać postemerytalnych, jak niżej podpisany, ale oni mogą wiedzieć za dużo. Na przykład to, że w tamtych słusznie minionych czasach powiadano: „Dlaczego polska gospodarka jest taka marna? Bo opiera się na cynie”. Dopiero gdy zdezorientowany interlokutor rozdziawiał gębę, dopowiadano: „Na czynie lipcowym i czynie pierwszomajowym!”. No i wróciło za Tuska i Czarzastego.
Czytaj więcej
Widmo rządu mniejszościowego zaczyna krążyć po Warszawie. Donald Tusk grozi publicznie jednemu z koalicjantów, a w stolicy nikt nie wierzy, że odkł...
Polska – obojętnie czy ludowa, czy euroatlantycka – widziała już niejedną rekonstrukcję niejednego rządu. Zawsze obchodziło to partyjną „górę”, lecz było obojętne zwykłym ludziom. Ale to pamiętają tylko postemerytalni. Naród dobrze wie, że od liczby wicepremierów nie przybędzie mieszkań i nie wzrosną płace, a jeśli coś się zmieni, to tylko na gorsze.
Zaprzestać pokazuch, odłożyć sondaże partyjne i wziąć się do pracy
Naród bowiem – doświadczony na zakrętach historii – na własnej skórze pojął, że jeśli za dużo pary idzie w gwizdek, to braknie jej gdzie indziej. Dlatego tak miernie interesuje się karuzelą stanowisk ministerialnych, a tak bardzo rozśmieszają go pokazuchy, jakich nie szczędzi nam rząd z okazji rekonstrukcji albo innych klęsk żywiołowych.
Gdy jesienią ubiegłego roku wylała Odra i jej górskie dopływy, to codziennie przed kamerami telewizji premier instruował wyprężonych omal na baczność ministrów oraz umundurowanych policjantów i strażaków. Było to niezbędne, bo – mimo mrowia funkcjonariuszy – nie przewidziano zwiększonej aktywności niżu genueńskiego oraz kiepskiej wytrzymałości pamiętającej pruskie czasy zapory.
Czytaj więcej
Premier nie popełnia błędów przeszłości i dmucha na zimne, przygotowując kraj na najgorszy scenariusz, który może nie nadejść. Kiedy Donald Tusk za...
Przed tygodniem z tegorocznego niżu tylko trochę popadało nam na głowy, więc pokazucha była jedynie śmieszna, ale do odbierania raportów wydelegowano wicepremiera, który jeszcze biegał po Krakowie w krótkich majtkach, gdy walił się PRL. Całe szczęście, że nie latał tam Hołownia, bo mógłby z racji starszeństwa wysłać go do kiosku po fajki. A może zaprzestać pokazuch, odłożyć sondaże partyjne i wziąć się do pracy?