Paweł Łepkowski: Bitwa pancerna pod Awdijiwką pokazała wielką słabość rosyjskiej taktyki

Rosja nadal hołduje strategii ofensywnej zastosowanej w czasie II wojny światowej. Tymczasem bitwa pod Awdijiwką w obwodzie donieckim w Ukrainie pokazuje, że frontalny klin pancerny rodem z bitwy pod Kurskiem nie spełnia już swojego zadania na współczesnym polu bitwy.

Publikacja: 02.04.2024 17:06

Paweł Łepkowski: Bitwa pancerna pod Awdijiwką pokazała wielką słabość rosyjskiej taktyki

Foto: Sztab Generalny Ukrainy

Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 769

Historia dziwnych wyznacza sobie bohaterów. Niewielkie miasteczko we wschodniej Ukrainie o melodyjnej, kresowej nazwie Awdijiwka zasłużyło na pamięć potomnych. Od lutego 2022 roku trwają tam nieustannie walki z rosyjskim agresorem o każdy metr ziemi ukraińskiej. Ta licząca do niedawna zaledwie 32 tys. mieszkańców senna ukraińska miejscowość, której nazwa była nieznana na świecie, jest dzisiaj wymieniane w różnych odmianach fonetycznych we wszystkich językach. Trudno się temu dziwić, skoro Rosjanie uważają Awdijiwkę za kluczowy punkt do dalszej ekspansji, której generalnym celem jest zdobycie i przyłączenie do Federacji Rosyjskiej całego Donieckiego Zagłębia Węglowego.  

Cel Ukrainy: odbić Awdijiwkę

W lutym tego roku wydawało się, że Awdijiwka została bezpowrotnie utracona. Po dwóch latach zaciętych walk dowódca zgrupowania Tauryda generał Ołeksandr Tarnawski, w trosce o życie swoich żołnierzy, wydał rozkaz wycofania wojsk ukraińskich broniących tego miasta. „Podejmujemy działania, aby ustabilizować sytuację i utrzymać nasze stanowiska. I tak odzyskamy Awdijiwkę” – pocieszał ukraińską opinię publiczną. Czy uda mu się dotrzymać słowa? Pierwszy prognostyk jest bardzo obiecujący.

Czytaj więcej

Rosjanie przeprowadzili jeden z większych od początku wojny ataków pancernych. Ukraińcy go powstrzymali

W Wielką Sobotę, kiedy my, chrześcijanie zachodni szykowaliśmy się do świąt Wielkiej Nocy, niedaleko Awdijiwki doszło do największej bitwy pancernej w tej wojnie. 36 czołgów i 12 wozów bojowych BMP z 6. pułku czołgów armii rosyjskiej, wchodzącej w skład 90. dywizji próbowało wbić się pancernym klinem z okupowanej przez Rosjan wsi Toneke w kierunku zajętej przez ukraińskich obrońców wioski Umańske. Ta strategia okazała się jednak dla agresora fatalna w skutkach. Rosyjskie pojazdy zostały dosłownie zasypanie ukraińskimi pociskami artyleryjskimi. Dla Rosjan było to tym bardziej zaskakujące, że w ostatnich dniach zewsząd płynęły wieści, że Ukraińcom wyczerpały się już zapasy amunicji. Tymczasem obrońcy z ukraińskiej 25. brygady umiejętnie wykorzystali to, czym jeszcze dysponują. Zastosowali obronę z użyciem pocisków artyleryjskich, min i dronów. Ukraińskie Centrum Strategii Obronnych poinformowało, że obrońcom udało się zlikwidować dwanaście czołgów i osiem BMP.

Najedź myszką (stuknij w ekran) na mapę/diagram, by wyświetlić interesujące Cię informacje.

rp.pl/Weronika Porębska

To nie ta wojna, to nie ta skala

W mediach od razu pojawiły się porównania tej bitwy do wielkich batalii pancernych z czasów innych konfliktów zbrojnych, w tym z II wojny światowej. Niestety to porównania dość chybione. Choć ukraiński heroizm bez wątpienia przejdzie do historii wojskowości, a sobotnia bitwa jest prawdopodobnie największą tego typu bitwą w XXI wieku, to nie sposób porównać jej do wielkich bitew pancernych XX wieku.

Do niedawana większość liczących się ośrodków analitycznych oceniała siły pancerne Federacji Rosyjskiej jako najliczebniejsze na świecie i porównywalne ilościowo jedynie z siłami pancernymi wszystkich państw NAT

Do największego starcia pancernego w historii doszło latem 1943 roku w okolicach miasta Kursk w południowo-zachodniej Rosji. Przez ponad półtora miesiąca, od 5 lipca do 23 sierpnia, trwało starcie, które nie ma sobie równych w dziejach. W każdych innych okolicznościach siły niemieckie wydawałyby się potęgą nie do powstrzymania. Wehrmacht dysponował  przecież 900 tys. żołnierzy, 2700 czołgami i działami szturmowymi oraz 2050 samolotami. Wszędzie indziej była to potęga nie do zatrzymania. Ale pod Kurskiem trafiła kosa na kamień. Przewaga sowiecka okazała się miażdżąca. Armia Czerwona dysponowała niewyobrażalną siłą 1 mln 900 tys. żołnierzy, 4995 czołgami i działami samobieżnymi oraz 2900 samolotami bojowymi. Skali tego starcia nie sposób porównać do jakiejkolwiek innej bitwy. I mimo ogromnego uznania dla ukraińskiego heroizmu wszelkie nawet próby przyrównywania  wydarzeń Wielkiej Soboty do wielkiej bitwy pancernej na łukiem kurskim nie mają żadnego sensu.

Czy dobrze oceniamy sytuację?

Szef Sztabu Generalnego Armii Czerwonej, marszałek Gieorgij Żukow opisał skalę tych starć pod Kurskiem w prostych żołnierskich słowach: „6 lipca na kierunku obojańskim rozgorzała najkrwawsza bitwa. Z obu stron brało w niej jednocześnie udział wiele setek samolotów, czołgów i dział pancernych. Ale wróg nie był w stanie złamać stalowej obrony naszych wojsk. Czołgiści i artylerzyści oraz wszyscy ci, którzy wycofali się z przedniego skraju, mężnie odpierali niezliczone ataki nieprzyjaciela. Tylko w dniu 6 lipca Niemcy stracili tutaj dziesiątki tysięcy żołnierzy, ponad dwieście czołgów i sto samolotów”.

Dlaczego warto się zastanowić nad tymi wspomnieniami szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej? Ponieważ one opisują wojnę pełnoskalową. Być może zatem popełniamy błąd, oceniając możliwości militarne Rosjan z perspektywy starć, które obserwujemy za naszą południowo-wschodnią granicą od trzech lat. W lipcu 2022 roku Władimir Putin w dość sardonicznym tonie oświadczył, że „Rosja jeszcze niczego na poważnie nie zaczęła w Ukrainie”. Media i zachodnie elity polityczne potraktowały tę wypowiedź jedynie w kategoriach pokazowo-agitacyjnych. Czy to błąd? Nigdy nie należy takich sygnałów lekceważyć, niezależnie, że są one także elementem wojny propagandowej i próbą zacierania własnych błędów.

Czytaj więcej

Strategia i taktyka: bitwa pancerna

Do niedawana większość liczących się ośrodków analitycznych oceniała siły pancerne Federacji Rosyjskiej jako najliczebniejsze na świecie i porównywalne ilościowo jedynie z siłami pancernymi wszystkich państw NATO. Natomiast w świetle doświadczeń ukraińskich sprawą dyskusyjną pozostaje ich skuteczność.

W Wielką Sobotę Ukraińcy po raz kolejny udowodnili bowiem, że strategia frontalnego, żelaznego uderzenia pancernego nie spełnia już tej roli, co w czasie II wojny światowej. Zresztą Rosjanie o tym doskonale wiedzą. Przekonali się o tym już wiele lat temu w Afganistanie i w Czeczeni. A mimo to nadal bezkrytycznie hołdują w swoich akademiach wojskowych strategii Żukowa, Koniewa i Rokossowskiego. W Ukrainie ta taktyka przynosi mizerne efekty. Podobnie jak niegdyś zawiodła w Finlandii. Ale czy to oznacza także, że zawiodłaby podczas gigantycznej ofensywy w kierunku Europy Zachodniej? To pytanie jest dla nas dzisiaj kluczowe.

Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Rada Ministrów Plus, czyli „Bezpieczeństwo, głupcze”
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Pan Trump staje przed sądem. Pokaz siły państwa prawa
Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Janik: Twarz, mobilizacja, legitymacja, eskalacja
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Śląsk najskuteczniej walczy ze smogiem
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: My, stare solidaruchy