Dorota Brejza: Pegasus. Nie pozwólmy rozmydlić prawdy

Pegasus sam w sobie był złem, został zakupiony przez PiS po to, żeby niszczyć ludzi niechętnych władzy, i nie ma żadnego usprawiedliwienia dla jego stosowania. Trzeba to głośno powiedzieć w przeddzień przesłuchania przez sejmową komisję śledczą Jarosława Kaczyńskiego, żeby przestrzec nas wszystkich przed próbami rozmydlenia prawdy – pisze adwokatka Dorota Brejza.

Aktualizacja: 20.03.2024 06:36 Publikacja: 10.03.2024 11:24

Dorota Brejza: Pegasus. Nie pozwólmy rozmydlić prawdy

Foto: AdobeStock

Na łamach „Rzeczpospolitej” ukazał się 8 marca 2024 r. tekst Izabeli Kacprzak i Grażyny Zawadki pt. „Cała prawda o Pegasusie”. Czytałam z uwagą, jednak z każdym akapitem coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że prawda o Pegasusie leży zupełnie gdzie indziej.

Do czego służył Pegasus. Dał służbom specjalnym władzę, o jakiej wcześniej nie śniły

W 2019 roku, przez sześć miesięcy, mój mąż Krzysztof Brejza był nielegalnie inwigilowany Pegasusem. Jestem jego adwokatką. Od lat badam historię i okoliczności użycia Pegasusa, występuję w sprawach sądowych, złożyłam zawiadomienie do prokuratury o przestępstwie. Przede wszystkim jestem jednak bezpośrednią obserwatorką wielkiej krzywdy, jaką państwo PiS cynicznie wyrządziło moim najbliższym oraz mnie samej. Pegasus to inwazyjne narzędzie szpiegowskie, które wykorzystano do celów politycznych, bezpośrednio przed wyborami. To Pegasus dał władzę, o jakiej służby specjalne nigdy wcześniej nawet nie śniły. Ponieważ wiedza o przeciwnikach politycznych to władza.

Nie przemilczę tego tematu. Mamy prawo do pełnej wiedzy o Pegasusie. My jako pokrzywdzeni i my jako obywatelki i obywatele. Mamy prawo do całej prawdy, ale też do przestrzeni publicznej wolnej od dezinformacji. Tekst z 8 marca nie jest, jak stwierdzają autorki w tytule, „całą prawdą o Pegasusie”. Ostatecznie poznamy ją po ustaleniach sejmowej komisji śledczej. W swojej polemice skupię się na aspektach znakomicie mi znanych przez wieloletnie badanie tej sprawy. Oto moje argumenty.

Odpowiedzialność karna osób kluczowych dla bezpieczeństwa państwa za rządów PiS. System Pegasus nigdy nie dostał akredytacji ABW lub SKW

Po pierwsze, z niedowierzaniem odnotowałam próbę przekonania czytelników, że Pegasus jest narzędziem bezpiecznym. Jak dowodzą autorki, używano go „w najbardziej chronionej strefie”, a pomieszczenie, gdzie znajdował się system, „zostało przygotowane według wymogów ochrony informacji niejawnych” i było „certyfikowane przez ABW”. W historii Pegasusa nie chodzi jednak o certyfikację pomieszczeń, tylko o akredytację systemu. 

Akredytacja jest obowiązkiem prawnym, który wynika z ustawy o ochronie informacji niejawnych i oznacza dopuszczenie systemu teleinformatycznego do przetwarzania informacji niejawnych, czyli m.in. do gromadzenia danych z kontroli operacyjnej. Akredytacji udziela ABW albo SKW, tylko wtedy, gdy system teleinformatyczny gwarantuje zachowanie w tajemnicy wszelkich przetwarzanych w nim informacji niejawnych. 

Wiemy, że system Pegasus nigdy takiej akredytacji nie uzyskał. Jest to okoliczność o kluczowym znaczeniu, gdy myślimy o odpowiedzialności karnej tych, którzy zdecydowali o zakupie i używaniu Pegasusa. Za pośrednictwem systemu nieakredytowanego nie można bowiem przeprowadzić legalnej kontroli operacyjnej, nawet jeśli zarządził ją sąd. Zatem osoby kluczowe dla bezpieczeństwa państwa za rządów PiS mają bardzo duży problem. 

Czy Pegasus mógł wysyłać fałszywe wiadomości? Mógł! Służby zaingerowały w telefon Krzysztofa Brejzy

Po drugie, ze zdziwieniem przeczytałam, że to mit, iż „Pegasus może zmieniać treści zawarte w inwigilowanym telefonie”. To nie jest mit, tylko prawda! Konkretne przykłady znajdziemy w telefonie Krzysztofa Brejzy. 11 lipca 2019 roku służby specjalne bezpośrednio zaingerowały w jego telefon, zmieniając jego treść. Za pomocą tego systemu wgrano wiadomość, rzekomo napisaną przez pracownicę klubu PO, rzekomo kierowaną także do Jana Grabca. Były to fałszywe analizy wyborcze związane z toczącą się wówczas kampanią parlamentarną. 

Służby swobodnie zaciągały komunikaty wstecz, i to tak bardzo wstecz, jak tylko się dało. W ten sposób pozyskane informacje służyły prokuraturze do prowadzenia tzw. śledztw trałowych, czyli do szukania podkładki pod jakikolwiek zarzut

Przykładów takich fałszywych wiadomości jest więcej. Łącznie przy pomocy Pegasusa na telefon mojego męża wgrano ponad 1 GB danych, co potwierdziła przeprowadzona przez Citizen Lab analiza kryminalistyczna. Wróćmy do wątku akredytacji. Nie ma możliwości akredytowania systemu, który nie zapewnia integralności danych, a zatem nie gwarantuje, że nie będą one przez użytkownika modyfikowane. 

Przez Pegasusa dostęp do całego naszego życia. Wiadomości tekstowe, historia wyszukiwania w internecie, hasła do serwisów…

Po trzecie, tekst uspokaja czytelnika, że system Pegasus wprawdzie miał obszerne możliwości ingerowania w prywatność, ale wprowadzono ograniczenia, tak by nie pozyskiwać informacji nadmiarowych. Polecam autorom tego nieprawdziwego stwierdzenia opublikowany równo rok temu przez dziennikarzy „Superwizjera” TVN materiał, w którym ujawnili skalę inwigilacji Krzysztofa Brejzy. Opublikowali dokumenty, z których wynika, że z jego telefonu pobrano 85 tys. wiadomości tekstowych, pozyskano historię wyszukiwań w internecie, zawartość kalendarza, kontakty z książki telefonicznej, hasła do wielu serwisów, dane lokalizacji. Wiem, że mieli w swoich rękach całe nasze życie, również to najbardziej prywatne.  

Kiedy czytam o rzekomych ograniczeniach, to nie wiem, czy bardziej czuję złość, bezradność, czy jednak zdumienie, że można tak nieprawdziwie opisywać rzeczywistość.

Jak legitymizowano stosowanie Pegasusa. Służby we wnioskach o kontrolę operacyjną kłamały. Ale sędziom zarządzającym kontrolę nie zapaliły się czerwone lampki, chociaż powinny

Po czwarte, muszę się odnieść do zaklęcia powtarzanego jak mantra, że „sądy o wszystkim wiedziały”, a to miałoby legitymizować stosowanie Pegasusa. Bezspornie wiemy, że sądy wprowadzano w błąd w obszarze zasadności samej kontroli, co nazywamy „wyłudzaniem zgody na kontrolę operacyjną”. 

Czytaj więcej

Sędzia Igor Tuleya: Możliwe, że zgodziłem się na Pegasusa

We wniosku o kontrolę operacyjną zwyczajnie kłamano. Korzystano przy tym z faktu, że nadzór sądowy nad kontrolą operacyjną jest iluzoryczny. Sędziowie orzekają w pośpiechu, pracują w zaufaniu do służb i prokuratury, zazwyczaj nie zwracają się o komplet akt. Dodatkowo, łatwiej zarządzić kontrolę, niż jej odmówić, odmowa wymaga bowiem uzasadnienia na piśmie, a zarządzenie kontroli operacyjnej już nie. 

Nie usprawiedliwiam sędziów, uważam, że zabrakło im wnikliwości, a czerwone lampki wielokrotnie powinny były się zapalić. Mam o to żal. Mam żal i o to, że konsekwentnie nie realizowano zaleceń płynących z wyroku Trybunału Konstytucyjnego (30 lipca 2014 r., sygn. akt K 23/11), z którego wynika, że każdorazowo sąd winien oceniać, nie tylko jaki rodzaj informacji ma być pozyskiwany podczas trwania kontroli operacyjnej, ale także w jaki sposób będzie to czynione i z użyciem jakich środków technicznych. Zarówno w przygotowanym przez służby wniosku o kontrolę, jak i w samym postanowieniu sądu o zarządzeniu kontroli należy wskazywać rodzaj środka technicznego, za pomocą którego będą pozyskiwane informacje i dowody. Ignorowanie tego zalecenia obciąża dziś tak samo upolitycznione służby specjalne, jak i orzekające o kontroli operacyjnej sądy.

Hulaj dusza, piekła nie ma. Służby używające Pegasusa zaciągały dane wstecz. Posłużyły kampanii hejtu w TVP

Po piąte, autorki sprytnie zneutralizowały zarzut, że Pegasus „może sięgać po dane historyczne”, a więc te pochodzące sprzed zarządzonej kontroli operacyjnej. Argumentują, że zwykle „do procesu nie załącza się wiedzy uzyskanej przed datą wydania przez sąd zgody na inwigilację”.

Być może czytelnik powinien w tym miejscu doświadczyć uczucia ulgi, ale nie bądźmy naiwni. Kontrola operacyjna zawsze ma swoje ramy czasowe i liczy się w przód, a więc od dnia zarządzenia do dnia zakończenia. Tymczasem służby, hulaj dusza, piekła nie ma, swobodnie zaciągały komunikaty wstecz, i to tak bardzo wstecz, jak tylko się dało. W ten sposób pozyskane informacje służyły prokuraturze do prowadzenia tzw. śledztw trałowych, czyli do szukania podkładki pod jakikolwiek zarzut. 

W takich śledztwach dochodziło też do wycieków materiałów operacyjnych do mediów rządowych. Materiały pozyskane nielegalnie od mojego męża opublikowano w zmanipulowanej formie i stały się przyczynkiem do wielomiesięcznej kampanii hejtu na antenie TVP. Wszystkie opublikowane materiały pochodziły z czasu sprzed zarządzenia kontroli operacyjnej, najstarsze z 2014 roku. Wiemy, że pozyskiwano materiały sięgające nawet dziesięciu lat wstecz!

Pegasus to największa afera ostatnich lat. Ofiary nielegalnej inwigilacji potrzebują prawdy

To nie jest jeszcze cała prawda o Pegasusie, odkrywamy wierzchołek góry lodowej. 

Historia wykorzystania Pegasusa do celów politycznych to największa afera ostatnich lat. Obnażyła stan państwa za rządów PiS, rozkład instytucji publicznych, pokazała, co zdegenerowana, niegodziwa władza może uczynić człowiekowi, który stanął jej na drodze.

Prawda potrzebna jest ofiarom nielegalnej inwigilacji, ale i całemu społeczeństwu, bo tylko prawda będzie punktem wyjścia do prawdziwej zmiany. Nie dajmy złapać się w pułapki i manipulacje sączone przez tych, którzy boją się prawdy o Pegasusie. Całej prawdy.

Na łamach „Rzeczpospolitej” ukazał się 8 marca 2024 r. tekst Izabeli Kacprzak i Grażyny Zawadki pt. „Cała prawda o Pegasusie”. Czytałam z uwagą, jednak z każdym akapitem coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że prawda o Pegasusie leży zupełnie gdzie indziej.

Do czego służył Pegasus. Dał służbom specjalnym władzę, o jakiej wcześniej nie śniły

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Tusk wygrał z Kaczyńskim, ograł koalicjantów. Czy zmotywuje elektorat na wybory do PE?
Materiał Promocyjny
Co czeka zarządców budynków w regulacjach elektromobilności?
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Wybory do PE. PiS w cylindrze eurosceptycznego magika
Opinie polityczno - społeczne
Maciej Strzembosz: Czego chcemy od Europy?
Opinie polityczno - społeczne
Łukasz Warzecha: Co Ostatnie Pokolenie ma wspólnego z obywatelskim nieposłuszeństwem
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Tusk musi w końcu wziąć się za odbudowę demokracji