Rząd nowelizacją kilku ustaw chce zagwarantować górnikom z kopalni siarki i węgla brunatnego górnicze przywileje emerytalne, które mają pracownicy kopalń węgla kamiennego. Projekt ustawy wpłynął do Sejmu.

Kluczowa jest część uzasadnienia do projektu, w którym rząd tłumaczy gwarancje praw nabytych wynikających z Konstytucji RP. „Nowelizacja ustawy umożliwi pracownikom zatrudnionym w kopalniach siarki lub węgla brunatnego przewidywalność działań organów państwa, a także prognozowanie działań własnych, tym samym wypełniając postulat pewności prawa i realizując zasadę zapewnienia zaufania obywatela do państwa i prawa. (...) Zasada pewności prawa jest jedną z fundamentalnych zasad, która została uregulowana w art. 8 § 2 KPA, jak również wypływa z zasady demokratycznego państwa prawa ustanowionej w art. 2 Konstytucji RP”.

Gwarancja państwa praw nabytych, a więc wypracowanych rent i emerytur, jest koronnym argumentem skarżących przed sądami

Tyle tylko, że praktycznie ten sam rząd (premierem była wtedy Beata Szydło) ponad pięć lat temu ustawą dezubekizacyjną odebrał prawa nabyte – wypracowane emerytury i renty – blisko 50 tys. funkcjonariuszy z PRL lub ich rodzinom, które mają prawo do renty po nich. Nawet za jeden dzień służby „na rzecz totalitarnego państwa” ustawa autorstwa Mariusza Błaszczaka, b. szefa MSWiA, kasowała dziesiątki lat pracy, także tym, którzy kontynuowali pracę w wolnej Polsce. Otrzymują dziś głodowe świadczenia w wysokości 850 zł bez względu na staż.

Za służbę na rzecz totalitarnego państwa uznaje się czas od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r. w cywilnych i wojskowych instytucjach i formacjach. Ale kontrowersyjna ustawa objęła nie tylko funkcjonariuszy SB, ale także maszynistki pracujące np. w MSW, urzędników bazy PESEL czy kierowców BOR. Krzywdzi także tych, którzy już w wolnej Polsce ścigali przestępców po 1990 r.

W grupie objętych są dziś tysiące policjantów, BOR-owców, agentów wywiadu PRL, jak chociażby gen. Gromosław Czempiński (niedawno wygrał w sądzie sprawę z MSWiA).

Właśnie gwarancja państwa praw nabytych, a więc wypracowanych rent i emerytur, jest koronnym argumentem skarżących przed sądami. – To podwójna moralność rządu, to samo prawo stosuje się tylko tam, gdzie jest im wygodnie. Argumentacja rządu jest identyczna jak we wnioskach skarżących, których objęła ustawa o obniżeniu emerytury. To przecież kuriozalne – mówi Jan Gaładyk ze Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych.

Walka o przywrócenie emerytur toczy się w sądach w całej Polsce. Ale tylko część sędziów zdecydowała się na procedowanie takich spraw. Orzecznictwo jest zablokowane od czterech lat przez brak wyroku Trybunału Konstytucyjnego (przewodniczącą składu jest Julia Przyłębska), do którego w styczniu 2018 r. sąd wysłał pytania, czy ustawa z 2016 r. jest zgodna z konstytucją. Terminy wydania wyroku były już wielokrotnie przesuwane. – Główny problem to nadal około 13 tys. spraw zawieszonych, prawie 4000 osób zmarłych i przypadki niekorzystnych wyroków w sądach apelacyjnych, gdzie niektórzy sędziowie zmieniają wyroki sądów okręgowych, nie wnikając w to, co kto robił w służbie – dodaje Gaładyk, podkreślając, że tam, gdzie wyroki w sprawie zdezubekizowanych zapadają, w 90 proc. są dla emerytów korzystne.

Miesięcznie w budżecie Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA zostaje, dzięki dezubekizacji, co najmniej 60 mln zł. Finansuje się z nich m.in. policyjne etaty.