To nie tak miało być, przyjaciele – śpiewała niegdyś zapomniana już piosenkarka Anja Orthodox w wyborczym songu lewicy. Te słowa powinny się przypomnieć dziś Grzegorzowi Napieralskiemu. Od dłuższego czasu przestał zaskakiwać nas swoimi sukcesami, zaś sam jest zaskakiwany wydarzeniami na scenie politycznej: ucieczką Bartosza Arłukowicza do PO czy ultimatum Ryszarda Kalisza w sprawie jedynki na liście wyborczej w Warszawie.
Dochodzą do tego – jak dotychczas – brak ciekawego pomysłu na kampanię, słabe wyniki w sondażach, a wreszcie demonstracyjne lekceważenie lidera SLD przez Platformę. Nie tak miał wyglądać tryumfalny marsz Sojuszu do władzy. Młody szef SLD nie zdołał uzyskać pozycji równorzędnego gracza w politycznych szachach.