Richemont, właściciel marek Cartier, Montblanc, Van Cleef & Arpels, Piaget czy odzieżowej Chloe, ponownie wraca pod kierownictwo rodziny Rupert posiadającej kontrolny pakiet udziałów.

Grupę założył w 1988 r. ojciec nowego prezesa, który obejmie stanowisko 1 kwietnia 2010 r. To nadal perła w koronie rodzinnego imperium, choć zawirowania na rynkach mocno obniżyły jej wartość.

Jak podaje Forbes, w tym roku wartość majątku Johanna Ruperta to 1,2 mld dol., podczas gdy trzy lata temu wyceniany był na 3,3 mld dol. Składał się na niego nie tylko pakiet akcji Richemont, ale także udziały w British American Tobacco.

Urodzony i ciągle mieszkający w RPA miliarder jest także właścicielem dwóch bardzo znanych winnic Rupert & Rothschild i L’Ormarins oraz znanego klubu golfowego. Zresztą znany jest z zamiłowania do tego sportu, wcześniej prze wiele lat uprawiał także krykieta. Nie zmienia to faktu, że na większości zdjęć widać go właśnie z kijem golfowym. Na swoim ulubionym polu pewnie nie będzie mógł grać tak często jak dotąd – centrala Richemont mieści się bowiem w Genewie i z racji zajmowanego stanowiska będzie tam musiał bywać dosyć często. Już raz, w 2003 r., kierował grupą bezpośrednio przed przyjściem do firmy obecnego prezesa Niemca Norberta Platta, wieloletniego szefa Montblanc. W piątek Johann Rupert zapowiadał, że tym razem zostanie nim przynajmniej przez dwa lata.

Ma 59 lat, jest najstarszym dzieckiem założyciela Richemont. Urodził się w RPA w mieście Stellenbosch, w którym spędził niemal całe życie. Skończył także ekonomię na lokalnym uniwersytecie, który w 2004 r. nadał mu honorowy doktorat. Cztery lata później otrzymał takie samo wyróżnienie od Uniwersytetu Nelsona Mandeli.

Karierę biznesową zaczął od bankowości inwestycyjnej w Nowym Jorku. W latach 70. pracował m.in. dwa lata w Chase Manhattan i trzy w Lazard Freres. W 1979 r. zdecydował się na powrót do RPA i założenie Rand Merchant Bank, którego został prezesem.

Po starcie działalności Richemont i przejmowaniu kolejnych, głównie szwajcarskich renomowanych marek skoncentrował się na pracy dla tej firmy. Nie ominęły go też nietrafione decyzje. Gdy w 2005 r. prestiżowy magazyn wnętrzarski „Wallpaper” określił język afrykanerski jako najbrzydszy na świecie, Rupert rozpętał ogromną awanturę i wypowiadał się, nie unikając obelg. Od razu wycofał z pisma reklamy wszystkich swoich marek, ale i tak to jego wypowiedzi krytykowano znacznie bardziej, niż ranking „Wallpaper”, a sprzedaż jego koncernu spadła.