Krzysztof Adam Kowalczyk: Nie palcie bankierów na stosie

Rekordowe zyski banków w czasie kryzysu irytują. Ale banki to u nas główny mechanizm finansowania gospodarki. Jeśli go popsujemy, stracą i one, i my.

Publikacja: 15.05.2023 03:00

Krzysztof Adam Kowalczyk: Nie palcie bankierów na stosie

Foto: Bloomberg

Dłużnik, gdy już pożyczy pieniądze, często zwraca się przeciwko wierzycielowi, a wręcz dąży do jego unicestwienia – tak logikę zadłużania się państw przedstawia w książce „Zachód. 10 lat przed totalnym bankructwem” Jacques Attali, pierwszy prezes EBOR. Zadłużony po uszy u templariuszy król Francji Filip Piękny pozbył się długu wraz z wierzycielami – paląc na stosie ich mistrza Jakuba de Molaya. Historia ta w różnych wariantach powtarza się od stuleci i dotyczy też długów prywatnych.

W Polsce frankowicze upuszczają właśnie krwi bankom, bo zmiana kursu franka zamieniła idyllę taniego kredytu w koszmar. Gdy wraz ze stopami procentowymi NBP poszły w górę odsetki kredytów złotowych, do gardła bankom zaczynają rzucać się złotówkowicze. Generalnie banki mają w Polsce mocno pod górkę i wielu Polaków chętnie spaliłoby ich menedżerów na stosie, na szczęście w przenośni.

Tym większą ich irytację wzbudzą wieści, że banki liczą rekordowe zyski – w tym samym czasie, gdy przeciętny dłużnik ledwo wiąże koniec z końcem. Owe zyski biorą się głównie ze wzrostu oprocentowania kredytów, za którym już tak ochoczo nie podążają odsetki od lokat. A i w windowaniu prowizji banki osiągnęły maestrię, zwłaszcza po wprowadzeniu przez PiS podatku bankowego, po którym się odkuły.

Tę irytację mogą wykorzystać walczący o reelekcję politycy. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to np. wydłużenie wakacji kredytowych dla złotówkowiczów. Tylko pozornie darmowy prezent, bo w ostatecznym rozrachunku banki przerzucą jego koszt na posiadaczy kont i lokat.

Traktowanie instytucji finansowych jak dojnych krów może się polskiej gospodarce nie opłacić. Po pierwsze, to główne źródło zasilania jej w kapitał na rozwój – poprzez kredyt i leasing. W USA równoprawnym źródłem są giełda i fundusze. W Europie środek ciężkości przesunięty jest na mocno regulowane banki, a w Polsce to właściwie jedyne źródło. Giełda usycha przecież w efekcie nacjonalizacyjnej strategii rządzących i utrącenia OFE przez ich poprzedników. Prywatne krajowe fundusze niezbyt się u nas rozwinęły, a zasilanie przez państwo właśnie się kompromituje w wyniku afer z dotacjami dla krewnych i znajomych królika.

Po drugie, słabe perspektywy rozwoju w naszej branży finansowej powodują odpływ kapitału zagranicznego. W jego miejsce wchodzi wprawdzie krajowy, ale państwowy, oznacza to poddanie banków wpływom politycznym. Efektem jest rosnąca nieefektywność, która obciąży klientów. Udział Skarbu Państwa w branży bankowej zbliża się do 50 proc. i konkurencja stopniowo obumiera. Gdyby traktować państwo jako grupę kapitałową, należałoby uznać, że ma pozycję dominującą w sektorze (ponad 40 proc.) – ze wszelkimi konsekwencjami wynikającymi z prawa antymonopolowego.

To wszystko efekt traktowania przez polityków banków jak dojnej krowy. Więc choć i one traktują w podobny sposób nas, klientów, nie spieszmy się z paleniem bankierów na stosie. Banki to w polskich warunkach główny mechanizm finansowania gospodarki. Jeśli go popsujemy, stracą i one, i my – nie tylko jako przedsiębiorcy, ale i konsumenci.

Czytaj więcej

6 mld w 3 miesiące. Rekordowe zyski banków

Dłużnik, gdy już pożyczy pieniądze, często zwraca się przeciwko wierzycielowi, a wręcz dąży do jego unicestwienia – tak logikę zadłużania się państw przedstawia w książce „Zachód. 10 lat przed totalnym bankructwem” Jacques Attali, pierwszy prezes EBOR. Zadłużony po uszy u templariuszy król Francji Filip Piękny pozbył się długu wraz z wierzycielami – paląc na stosie ich mistrza Jakuba de Molaya. Historia ta w różnych wariantach powtarza się od stuleci i dotyczy też długów prywatnych.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą