Proszę wyobrazić sobie, że w czasie wtorkowego meczu piłkarskiego trener Szwedów (albo nasz) wystawia nie tylko zawodników, ale także sędziów, a na dodatek decyduje o regulaminie gry, zmieniając go w trakcie spotkania. Absurd? Oczywiście. Ale tak właśnie działa nasze państwo w gospodarce: w wielu branżach jest jednocześnie ustawodawcą, regulatorem, właścicielem firm i coachem obsadzającym ich zarządy.

Piszę o tym teraz, bo rząd właśnie konsoliduje państwowe firmy sektora żywnościowego, tworząc z nich Krajową Grupę Spożywczą. Samo w sobie to nie musi być naganne, jeśli spółki zacieśnią współpracę i – likwidując np. dublujące się struktury – osiągną oszczędności i zwiększą zyski. Pod warunkiem jednak, że państwo nie będzie tego podmiotu faworyzowało, zmierzając do jakieś formy – uchowaj Boże – monopolu czy oligopolu na konkurencyjnym dzisiaj rynku. A sama grupa nie stanie się zasobem dobrze płatnych stanowisk dla towarzyszy partyjnych i ich rodzin.

Zagrożeń dla takiej konsolidacji jest mnóstwo, co pokazuje przykład Polskiej Grupy Zbrojeniowej, gdzie często zmieniają się prezesi, a państwowe firmy raczej nie widzą nadmiaru zamówień, mimo że rząd wydaje miliardy na zbrojenia. W energetyce monopol państwa i posiadanie kluczowych spółek tej branży nie ułatwiło mu, a wręcz utrudniło prowadzenie takiej polityki energetycznej, która zapewniłaby tani prąd polskim rodzinom i firmom. Rządzące ugrupowanie nie jest nawet w stanie wycofać się z własnej ustawy odległościowej, która od sześciu lat sabotuje rozwój taniej energetyki wiatrowej na lądzie. Faworyzowanie posiadanych przez państwo elektrowni prowadzi do jego klęski jako decydenta wyznaczającego kierunki rozwoju i regulatora.

Powiedzenie, że nie trzeba kupować browaru, by napić się piwa, jest aktualne w wielu dziedzinach. Pentagon nie musi być właścicielem fabryk broni, by być tej broni wielkim nabywcą i zarządzać potężną armią. Nawet NASA, która jako pierwsza posłała człowieka na Księżyc, stawia dzisiaj na rakiety nośne dostarczane przez prywatne firmy.

Generalnie rządy są atrakcyjnymi klientami, dlatego sprawdza się partnerstwo publiczno-prywatne, a państwo wchodzi tylko tam, gdzie ryzyko jest dla biznesu prywatnego zbyt wysokie. I nie rywalizuje z nim tam, gdzie prywatne firmy sobie radzą, a konkurencja działa.

Mieszanie przez rządy funkcji regulatora, właściciela i zarządcy zwykle kończy się źle. Gdyby tak wyglądał futbol czy inne gry drużynowe, zamiast nimi pasjonowalibyśmy się szachami.

Czytaj więcej

Krystalizuje się kształt Krajowej Grupy Spożywczej