RZ: Skąd pomysł, żeby wybudować pole golfowe pod Warszawą?
Jan Wejchert:
Pomysł zrodził się w mojej głowie wiele lat temu, bo sam gram w golfa i się nim interesuję. Przez ostatnie lata liczyłem, że ktoś wreszcie wybuduje w okolicach Warszawy pole golfowe z prawdziwego zdarzenia, bo to w Rajszewie jest daleko od miasta i nie jest najwyższych lotów, a i temu pod Modlinem daleko do światowych standardów.
Kiedy będzie gotowe pana pole?
Mam nadzieję, że w połowie 2010 r. W tym miesiącu zaczną się prace ziemne, potem trzeba założyć systemy drenażowe i wodne. To długotrwałe i skomplikowane, ale głównym czynnikiem, który wyznacza czas budowy pola, jest czas wzrostu trawy, która musi nabrać siły i odporności. Potem trzeba to wszystko uruchomić, posadzić ogromną ilość krzewów i drzew, wybudować dom klubowy i drogi dojazdowe. Dwa lata na taki projekt to bardzo dobry czas.
Ile to będzie kosztować?
Największych nakładów wymaga zakup ziemi. Projekt powstaje na 115 hektarach, z czego na pole golfowe i akademię golfa, gdzie będzie się można uczyć grać, planujemy przeznaczyć 95 hektarów. Ziemia znajduje się w Brześcach, kilka kilometrów od Góry Kalwarii, gdzie grunty są szalenie drogie. 10 – 12 mln euro kosztuje sama budowa pola, a my chcemy jeszcze wybudować dom klubowy oraz centrum jogi i relaksu. Koszt całości to około 60 mln euro.
Jak szybko taki projekt może być w Polsce rentowny?
Nie można o nim myśleć krótkofalowo. Tego rodzaju inwestycje zwracają się po kilkunastu latach. W takim kształcie, w jakim planuję swoje pole, w ciągu pięciu – sześciu lat ma ono szansę być rentowne. A kiedy zwrócą się włożone w nie pieniądze, trudno powiedzieć.