Obniżki stóp towarzyszą pierwszym fazom spowolnienia w gospodarce realnej, gdyż powinny powodować wzrost jej aktywności. Na światowych rynkach cięcia stóp miały miejsce w połowie 2007 r.
Te decyzje znalazły odzwierciedlenie w silnych zwyżkach cen na rynku instrumentów dłużnych. W USA cena dziesięcioletniej obligacji skarbowej wzrosła w 2008 r. o kilkanaście procent. Polskie fundusze inwestycyjne, które postawiły na inwestycje w długoterminowe obligacje, zarobiły kilkanaście procent, a niektóre nawet ponad 20.
Wszystko wskazuje na to, że w USA kończy się czas instrumentów dłużnych. Ich rentowności są na bardzo niskich poziomach. Realna stopa zwrotu z inwestycji w amerykańskie obligacje skarbowe może okazać się ujemna. Na 2009 r. rządy wielu krajów szykują ogromne emisje obligacji na kwotę około 3 bln dolarów, z czego około 70 proc. to emisja rządu USA.
W zdrowej gospodarce powinno to spowodować zwyżki rentowności długu, bo emitenci, aby sprzedać tak ogromną ilość obligacji, muszą oferować atrakcyjniejsze warunki.
Obecnie jest zatem dobry moment, aby sprzedawać papiery dłużne rządu amerykańskiego i nie będzie nadinterpretacją powiedzenie, że hossa na amerykańskim rynku może się zbliżać ku końcowi.W Polsce mamy nieco inną sytuację, bowiem RPP później przystąpiła do cięcia stóp procentowych i ciągle istnieje potencjał zwyżek. W minionym roku inwestując w dług, można było zarobić ponad 20 proc., a 2009 rok może dołożyć kolejne 5 – 10 proc.
W tym roku stopy obniżą się o kolejne 1,5 pkt proc. Cięcie o 0,5 pkt procentowego powinno nastąpić podczas styczniowego posiedzenia RPP. To powinno wywołać dalszy wzrost cen długu. Po kilkumiesięcznych silnych zwyżkach najprawdopodobniej w dalszej kolejności pojawi się korekta, a potem znów zwyżki, ale już o mniejszej skali niż dotychczas. Nie jesteśmy jednak samotną wyspą i prędzej czy później również znajdziemy się w tym punkcie co USA, kiedy najlepszym wyjściem będzie rozważenie bardziej ryzykownych inwestycji.