Przypadająca na Polskę kwota, do której – jak rozumiem – zobowiązaliśmy się na szczycie, to ok.
6 mld euro w postaci średnioterminowej pożyczki udzielonej MFW. To zobowiązanie mające na celu z jednej strony wzmocnienie MFW, a z drugiej solidarne wsparcie strefy euro wzbudziło zaskakująco wielkie emocje i wręcz wściekłość części opozycji, co gorsza wskazującą na kompletne niezrozumienie istoty dofinansowania MFW i kroków mających na celu stabilizację w strefie euro.
Opozycja – i niestety część mediów – uporczywie powtarza „prawdy" o „dawaniu" miliardów bogatszym krajom, o tym, że nie obchodzi nas strefa euro, bo do niej nie należymy, lub że „nie będziemy dawać pieniędzy leniwym obywatelom południa Europy"!
Mimo wysiłków przedstawicieli rządu w czasie specjalnej debaty w Sejmie i wystąpienia na posiedzeniu komisji sejmowej prezesa NBP społeczeństwo czerpiące wiedzę z telewizji czy z tabloidów, jak się wydaje, nie otrzymało jednoznacznego przekazu, dlaczego Polska nie może i nie powinna stać z boku kryzysu strefy euro.
Po pierwsze, kryzys ten pośrednio może się rozlać i na Polskę (tak jak kryzys finansowy w USA rozlał się na Europę w 2008 r.). Po drugie, 70 proc., jeśli nie więcej, naszych obrotów handlowych przypada na strefę euro i kryzys tam równa się kryzysowi u nas (może to nastąpić z poślizgiem). Po trzecie, skoro otrzymujemy z Unii – w tym ze strefy euro – potężne środki na wyrównanie różnic m.in. w poziomie życia i rozwoju, to po prostu nie wypada nie wspomóc tych krajów w potrzebie.
Po czwarte, Polska była biorcą potężnej pomocy, np. w 1995 r. otrzymaliśmy 3,8 mld dol., w 1996 r. 1,2 mld, w 1999 r. 1,19 mld, w latach 1995 – 2002 łącznie 11,5 mld dol. (nie ujęto tu środków z UE i pomocy z lat 1980 – 1994). Po piąte, poziom naszej pomocy dla krajów trzecich jest bardzo niski i wynosił w 2000 r. 29 mln dol., w 2001 r. 36 mln, by po akcesji do UE wzrosnąć w 2004 r. do 118 mln dol., a w 2008 r. do 372 mln, co wynika z naszych zobowiązań akcesyjnych; do osiągnięcia celu 0,33 proc. PKB w 2015 r. ciągle sporo brakuje.
Jest więc oczywiste, że istnieje wielka dysproporcja między środkami pomocowymi otrzymywanymi przez nasz kraj i tymi, jakie wydajemy na pomoc innym. I dlatego awantura z powodu pożyczki dla MFW jest co najmniej niestosowna. Szkoda, że rząd nie przedstawia pełnej informacji o otrzymywanych i wydatkowanych kwotach pomocy, bo taka wiedza pozwoliłaby inaczej spojrzeć na rzeczywisty poziom naszej solidarności z innymi krajami.
I wreszcie powinniśmy pamiętać, że kto szybko daje, ten dwa razy daje...