Tabu drukowania pieniędzy w Europie pęka

Europejski Bank Centralny mógłby skupić część długu peryferii i zakończyć kryzys finansowy strefy euro. I to bez wywoływania inflacji.

Publikacja: 17.08.2013 11:44

Tabu drukowania pieniędzy w Europie pęka

Foto: ROL

To nie jest moja teza, tylko opinia jednego z bardziej rozpoznawalnych europejskich ekonomistów Charlesa Wyplosza. Opublikował on na portalu voxeu.org artykuł, w którym przekonuje, że z wielu metod rozwiązania kryzysu zadłużenia w strefie euro, monetyzacja długu jest relatywnie najmniej kosztowna. Tabu, że bank centralny nie może finansować rządu, pęka i to w dość spektakularnej formie. Wyplosz nie pierwszy pisze o finansowaniu rządów przez EBC, ale jego propozycja jest dość radykalna.

Czy Wyplosz ma rację? Naturalnie nie ma na takie pytanie prostej odpowiedzi, jak na żadne pytanie dotyczące obecnego kryzysu. Jestem skłonny twierdzić, że przekonanie o możliwej monetyzacji długu to jedna z przyczyn uspokojenia turbulencji finansowych w strefie euro. O tajemniczym uspokojeniu pisałem przed dwoma tygodniami, dziś temat rozwijam.

Argumentacja zwolenników takiego rozwiązania jest następująca. Niektóre kraje strefy euro, przy swoim potencjale wzrostu gospodarczego i poziomie zadłużenia, mogą być niewypłacalne. Reformy strukturalne tego nie zmienią. Utrzymywanie ich w takim stanie stwarza zaś ryzyko dużego kryzysu finansowego, politycznego i społecznego. W takiej sytuacji można albo zrestrukturyzować dług, albo go zmonetyzować. Pierwsza opcja doprowadziłaby do kryzysu finansowego, lepiej więc wybrać drugą. Bank centralny miałby więc skupić dużą część długu zagrożonych krajów, a następnie zamienić ten dług na zobowiązanie bezodsetkowe i bezterminowe – czyli de facto go umorzyć. Skup odbyłby się poprzez zwiększenie tzw. bazy monetarnej (gotówka w obiegu lub rezerwy banków w banku centralnym). Pojawiłoby się więc ryzyko wysokiej inflacji. Byłoby jednak to ryzyko bardzo ograniczone w okresie, kiedy podaż pieniądza i tak jest niska ze względu na niewydolność systemu bankowego.

Oczywiście operacja nie przebiegłaby bez kosztów. Ewentualne straty EBC nałożyłyby na rządy strefy euro koszty fiskalne. A rosnąca pokusa nadużycia wymagałaby istotnego umocnienia regulacji dotyczących zadłużania rządów i banków. Główne pytanie brzmi, czy te koszty są wyższe niż koszty innych rozwiązań?

Ja nie jestem przekonany. Nie jestem też przekonany, że kraje peryferyjne – oprócz Grecji – są niewypłacalne. Jednak monetyzacja długu w wersji Wyplosza byłaby ostatecznie lepszym rozwiązaniem niż chaotyczne bankructwo któregoś z krajów. I bardzo możliwe, że uczestnicy obrotu gospodarczego mają to w tyle głowy – dostrzegają, że ryzyka najbardziej skrajnych scenariuszy są zminimalizowane. Możliwe, że panuje przekonanie, iż w ostateczności Niemcy będą musieli się zgodzić na zmianę traktatów umożliwiającą działanie EBC. To wywołuje umiarkowany optymizm wobec perspektyw strefy euro, co z kolei może przełożyć się na szybszy wzrost gospodarczy i propozycje Wyplosza ... unieważnić. Zobaczymy.

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości, publicysta

To nie jest moja teza, tylko opinia jednego z bardziej rozpoznawalnych europejskich ekonomistów Charlesa Wyplosza. Opublikował on na portalu voxeu.org artykuł, w którym przekonuje, że z wielu metod rozwiązania kryzysu zadłużenia w strefie euro, monetyzacja długu jest relatywnie najmniej kosztowna. Tabu, że bank centralny nie może finansować rządu, pęka i to w dość spektakularnej formie. Wyplosz nie pierwszy pisze o finansowaniu rządów przez EBC, ale jego propozycja jest dość radykalna.

Pozostało 83% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację