Na rynku warszawskim mimo trudności ze sprzedażą mieszkań zdarzają się transakcje zawierane w ciągu kilku dni od wystawienia oferty. – W takich wypadkach czynnikiem decydującym jest cena, która jest na tyle niska, że często stawka ofertowa niewiele różni się od transakcyjnej – mówi Piotr Wieszczyk z biura Maxon Nieruchomości. Czasem nawet cena transakcyjna jest wyższa od ofertowej, bo jeśli trafia się prawdziwa okazja, klienci zaczynają się licytować.

Szybka transakcja zwykle wiąże się z wymuszoną sprzedażą – np. właściciel ma świadomość, że za chwilę jego nieruchomość zajmie komornik. Wówczas zaoferuje znacznie niższą cenę, byleby tylko znaleźć kupca.

– Jednak na takie okazje polują inwestorzy, którzy mają tę przewagę nad zwykłym klientem, że dysponują gotówką – mówi Marcin Jańczuk z agencji nieruchomości Metrohouse & Partnerzy.

Edyta Krakowiak z Warszawskiej Giełdy Lokali i Nieruchomości (WGLiN) dodaje, że nawet w czasach boomu szybkie transakcje nie zdarzały się zbyt często. Zwraca uwagę, że duża obniżka ceny nie zawsze skusi nabywcę.

– Lokum powinno być w miarę dobrej lokalizacji, rozkładowe i ciekawie zaaranżowane. Jeżeli oferta ma dużo mankamentów, to nawet niska cena nie pomoże w szybkiej sprzedaży – zapewnia Krakowiak.

Pośrednicy Metrohouse & Partnerzy twierdzą, że w tym roku wśród wszystkich transakcji ok. 10 proc. mieszkań udało się sprzedać w ciągu dwóch tygodni, natomiast ok. 21 proc. w ciągu miesiąca od daty pojawienia się oferty na rynku.

– W takich sytuacjach negocjacje zakończyły się co najwyżej 5- proc. upustem. Niektórzy właściciele okazali się jednak niezłomni i kupujący nie wynegocjował nawet złotówki – opowiada Marcin Jańczuk.

Agenci Maxon Nieruchomości ostatnio uczestniczyli w transakcji, w której mieszkanie zostało sprzedane w ciągu jednego dnia od pojawienia się na rynku. Była to niewielka kawalerka w Śródmieściu. Ponieważ na lokum było więcej chętnych, doszło nawet do licytacji.

Cena mieszkania wzrosła z 200 do 220 tys. zł. Klientom nie przeszkodził nawet fakt, że w budynku nie ma windy, a lokum jest na drugim piętrze.

– Ostatnio trafiło też do nas 60-metrowe mieszkanie na Kabatach. Znalazło nabywcę w ciągu dwóch dni. O podpisaniu umowy zadecydowała cena – ok. 7 tys. zł za metr, podczas gdy za lokale o tym metrażu i podobnym standardzie w tej okolicy trzeba zapłacić średnio ok. 9 tys. zł za metr – opowiada Piotr Wieszczyk.

Do bazy WGLiN zgłoszono w marcu kawalerkę z 1938 r. o pow. 37 mkw. na Grochowie. Lokum sprzedano za 305 tys. zł w ciągu dziesięciu dni. W końcu jednocześnie pojawiło się dwóch klientów zdecydowanych na kupno, dlatego umowa przedwstępna została zawarta jeszcze w dniu oglądania oferty z ceną wyższą od stawki wyjściowej o 5 tys. zł. Jednak w tym wypadku, ze względu na kredyt, transakcja została sfinalizowana po ponad miesiącu.

– Cena tego mieszkania była adekwatna do jego wartości rynkowej, a samo lokum było bardzo ładnie zaaranżowane, po kapitalnym remoncie, a przy tym nieduże. Jednak na szybką decyzję i podbicie ceny miał wpływ czynnik psychologiczny, jakim był drugi klient zdecydowany na kupno – opowiada Edyta Krakowiak.

Spółce WGLiN udało się także w marcu sprzedać dwupokojowe lokum w inwestycji Marina Mokotów w ciągu dwóch tygodniu. Był to lokal o pow. 63 mkw., z 17-metrowym tarasem i miejscem garażowym. Na początku cena wyniosła 850 tys. zł. Mieszkanie sprzedano ostatecznie za 700 tys. zł, co daje obniżkę o 18 proc.

– Właścicielom zależało na szybkiej transakcji z powodu wyjazdu na stałe za granicę – wyjaśnia Edyta Krakowiak.