"Sport": Jak zapamięta pan swój setny mecz w narodowych barwach? 

Kamil Glik: Odpowiem tak: w swoim trzecim występie w finałach mistrzostw świata nie straciłem bramki. To dla mnie taki mały bonus, mała satysfakcja. Co do setki gier w kadrze, to wiadomo, kawał czasu. Jak kiedyś zakończę karierę, na pewno będzie co wspominać. Ale w trakcie meczu nie myśli się o takich rzeczach. Przed spotkaniem z Meksykiem też w ogóle o tym nie myślałem. Oczywiście tyle lat gry w narodowych barwach to coś szczególnego, były po drodze wzloty i upadki, mecze dobre i bardzo dobre, ale i gorsze, co jest normalne. To na pewno fajny jubileusz, ale mógł być jeszcze lepszy.

Jak ocenia pan mecz z Meksykiem? 

Skończyło się na 0:0 i trochę szkoda, bo można było pokusić się o coś więcej. Na nieszczęście nie strzeliliśmy karnego, ale absolutnie to nie jest wina Roberta. Wszyscy jedziemy na jednym wózku, jesteśmy jedną drużyną i w sobotę przed nami kolejne spotkanie. 

Czytaj więcej

Michniewicz zadowolony z gry w meczu Polska-Meksyk. "Wody w wino nie zmienię"

Zagraliście w innym ustawieniu w defensywie niż to było wcześniej, bo nie trójką, a czwórką zawodników. Jak panu grało się w tym systemie? 

Trener tak zdecydował ze względu na rywala. Co do mnie, to zawsze mówiłem, że jest mi obojętne, czy gramy trójką środkowych obrońców, czy jest nas czterech. Pół kariery grałem w czwórce w obronie, pół w trójce, więc nie robi mi to żadnej różnicy. 

Z Meksykanami zagrał pan bardzo solidne spotkanie. Jak się wypracowuje taką formę nie grając w klubie? 

Nie zagrałem raptem czterech spotkań. To nie jest tak, że nie było mnie przez pół roku, w moim przypadku ta przerwa była bardzo krótka, więc bez przesady. To nie był długi rozbrat z futbolem.

Czytaj więcej

Polska - Meksyk 0:0. Zawiódł nawet kapitan

W szatni był niedosyt po tym niewykorzystanym karnym? 

Wiadomo, że niedosyt jest, trudno żeby było inaczej, ale w sobotę przed nami kolejna szansa i będziemy ją chcieli wykorzystać. Co do Meksykanów, to na pewno byli częściej przy piłce niż my, ale w większości działo się to na środku boiska, tam tych podań wymieniali najwięcej. 

Pocieszaliście Roberta Lewandowskiego?

Robert jest na tyle doświadczonym piłkarzem, że nie potrzebuje pocieszania. Nikt nie odważyłby się powiedzieć, że meczu z Meksykiem nie wygraliśmy przez Roberta. Absolutnie tak nie jest. Jesteśmy jedną drużyną, jeśli ktoś popełni błąd, to jesteśmy z nim i tak to powinno wyglądać. 

Po tym niestrzelonym karnym mieliście trudny moment. Wsparcie Meksyku z trybun, wrzawa, nie bał się pan, że wtedy może się coś złego wydarzyć?

Jasne, jak ma się karnego i tego się nie wykorzystuje, to pierwsze chwile w takim momencie nie należą do najłatwiejszych. Tak było pewnie i dla Roberta i dla całej drużyny. Co do wsparcia z trybun to też można powiedzieć, że w trzech czwartych były wypełnione kibicami z Meksyku, ale jak mówię, podnieśliśmy się, przezwyciężyliśmy trudny moment i to też jest ważne.

Te mocne wsparcie dla rywala z widowni było dla was jakoś odczuwalne?

W trakcie meczu, to niespecjalnie. Gwizdy, buczenie na nas? Każdy z nas gra w klubie, są podobne sytuacje, nie miało to znaczenia.

Nikt nie odważyłby się powiedzieć, że meczu z Meksykiem nie wygraliśmy przez Roberta

Kamil Glik, obrońca reprezentacji Polski

W pana przypadku znów można powiedzieć, że głowa jest jak ze stali... 

Dostałem mocno i w pierwszej i w drugiej połowie, ale dało się przeżyć. Nie było tak źle (śmiech). 

Po meczu z Meksykiem można już mówić o sposobie gry jaki preferuje selekcjoner Czesław Michniewicz. Co pan na to? 

Wiem, że wszyscy chcieliby, aby to ładnie wyglądało, ale przypomnę, że za trenera Adama Nawałki graliśmy podobnie, czyli dużo skrzydłami. Wtedy nasze spotkania też nie były porywające. To było czekanie na dośrodkowanie w wykonaniu Kuby Błaszczykowskiego czy Kamila Grosickiego. Nie była to „tiki-taka” w naszym wykonaniu, ale futbol pragmatyczny. Wygrywaliśmy 2:1 czy 1:0, podobnie jest i teraz.

Czy w końcówce nie zabrakło impulsu w postaci zmian? 

Nie mnie to oceniać. Selekcjoner na pewno przeprowadza spokojniejszą analizę niż my. Z boiska to wygląda często zupełnie inaczej niż z ławki, czy z trybun. Jeśli trener uznał, że zmian ma być mniej, to znaczy, że tak właśnie miało być.

Wydarzeniem pierwszej fazy mistrzostw jest wygrana Arabii Saudyjskiej z Argentyną. Oglądał pan to spotkanie?

Jednym okiem. Na pewno jedenastka Arabii Saudyjskiej zaskoczyła wszystkich. Trzeba powiedzieć, że mieli jednak furę szczęścia, bo Argentyńczycy zdobyli kilka bramek, które nie zostały uznane. Na dziesięć takich spotkań dziewięć Saudyjczycy przegrają, ale oczywiście nie umniejszam ich sukcesu, chwała im za taką wygraną, z tak silnym przeciwnikiem. Było widać, że strasznie walczyli, wybijali piłkę, robili wślizgi, brawa dla nich.

Czytaj więcej

Herve Renard. Człowiek w białej koszuli, który popsuł „ostatni taniec” Messiego

Taka gra Arabii Saudyjskiej jest zaskoczeniem? 

Wygląda to widowiskowo, ale jest bardzo ryzykowne. Argentyńczycy kiedy zdobywali bramki byli na minimalnych spalonych. To były takie spalone można powiedzieć o paznokieć. 

Nasza taktyka na sobotnie spotkanie z Arabią Saudyjską będzie zapewne zupełnie inna niż w starciu z Meksykiem?

To już trenera Michniewicza trzeba pytać. Teraz najważniejsze jest, żeby trochę odpocząć i dojść do siebie. Są dwa dni na przygotowania, no i wracamy na kolejne ważne spotkanie. 

Jak się panu podoba mundial w Katarze? 

Ciężko coś powiedzieć, bo wszystko co widzimy, to hotel i boisko podczas sesji treningowych oraz stadion w trakcie naszych gier. Nigdzie nie byliśmy. 

Po remisie z Meksykiem jedno jest pewne: nie będzie meczu otwarcia, meczu o wszystko i gry o honor, a będzie walka do ostatniej minuty... 

Tak to wygląda. Mamy wszystko w naszych rękach. Gramy z Arabią Saudyjską i trzeba zrobić wszystko, żeby wygrać.