Nie jest cudotwórcą ani „Białym Czarodziejem”, jak nazywano go swego czasu w Afryce. Nie wszystko, czego się dotknie, zamienia się w złoto, chociaż można by tak pomyśleć.

Z niedocenianymi i, co tu dużo mówić, przeciętnymi piłkarzami Zambii wygrał Puchar Narodów Afryki (PNA), czyli turniej, gdzie stężenie talentu i fantastycznych warunków fizycznych na metr kwadratowy boiska jest może najwyższe na świecie. Jego biała koszula, którą zakładał na każdy mecz, stała się jednym z symboli tamtego turnieju.

Czytaj więcej

Po zwycięstwie nad Argentyną król Arabii Saudyjskiej ogłosił święto

Później powtórzył ten rezultat z zespołem Wybrzeża Kości Słoniowej. W tej reprezentacji zawodników utalentowanych, a nawet gwiazd światowego formatu, jak choćby Yaya Toure, nie brakowało, tylko nikt przez wiele lat nie potrafił złożyć ich w zgraną drużynę. Renardowi to się udało i wygrał Puchar Narodów Afryki w 2015 r.

Messi ma kłopot

Teraz z Arabią Saudyjską, która jeszcze 20 lat temu przegrywała z Niemcami 0:8, ograł Argentynę, czyli jednego z faworytów mundialu. Być może już na samym starcie popsuł „ostatni taniec” Lionela Messiego, który bardzo chciałby w Katarze podnieść w górę puchar za mistrzostwo świata. Jeśli drużyna Herve Renarda tak zagrała z Argentyną, to i Polsce może dać radę, chociaż kibice nad Wisłą przed turniejem dopisywali już polskiej reprezentacji trzy punkty, bo jeśli nie z Arabią Saudyjską, to z kim?

To ciekawe, że im dalej od centrum światowego futbolu, tym Francuzowi idzie lepiej. Piłkarzem był przeciętnym, nie zdołał zaoszczędzić tyle, żeby ustawić się na życie po karierze, więc zarabiał jako właściciel firmy śmieciarskiej. Przez kilka lat wstawał o trzeciej rano, więc – jak sam wspominał po finale PNA z 2012 r. – pokonanie reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej nie było najtrudniejszym zadaniem w jego życiu.

Dla Renarda to już drugie podejście do mistrzostw świata. Cztery lata temu prowadził Maroko - odpadł z turnieju po fazie grupowej

Dzięki takiemu CV Francuza na pewno nikt nie ma wątpliwości, że docenia on ciężką pracę i – co najważniejsze – potrafi do tego przekonać piłkarzy. Po zwycięstwie nad Argentyną w pierwszym meczu mistrzostw świata został bohaterem już drugiego kontynentu. Na szczyty musiał się wdrapywać z samego dołu. Zaczynał jako trener francuskiego SC Draugignan, gdzie kończył też karierę piłkarską. Po dwóch z rzędu awansach dostrzegł go doświadczony Claude Le Roy i zaproponował posadę asystenta w reprezentacji Ghany i tak Renard trafił do Afryki. Takich propozycji się nie odrzuca, w końcu Le Roy w 1988 roku wywalczył z Kamerunem Puchar Narodów Afryki, a we Francji też był uznanym szkoleniowcem. Potem razem polecieli do pracy w Szanghaj Cosco i razem stamtąd wrócili do Europy. Mieli uratować przed spadkiem grający wtedy w angielskiej League Three Cambridge United.

Misję udało się wykonać, Le Roy odszedł do pracy w Demokratycznej Republice Konga, a Renard pełen optymizmu zaczął w Cambridge nowy sezon. Wyniki były dalekie od oczekiwań i został zwolniony po kilku miesiącach, ale w Cambridge United wspominają go bardzo dobrze. Niektórzy mówią, że w tym czasie zdołał ten klub zmienić i odcisnąć swój stempel na całej organizacji.

Już wtedy zwracał wielką uwagę na przygotowanie fizyczne, dbał o dietę i odpowiednią suplementację, czyli coś, co dzisiaj jest podstawą w profesjonalnej piłce, ale wtedy nie było takie oczywiste. Reprezentant Walii Jermaine Easter (m.in. Crystal Palace, Millwall) z takim podejściem spotkał się dopiero kilka lat później.

Renard dbał też o przygotowanie fizyczne. John Ruddy, bramkarz m.in. Norwich City, wspomina, że obóz przygotowawczy przed sezonem pod wodzą Renarda był najtrudniejszy w jego karierze. Piłkarze przez dwie minuty mieli wykonywać tzw. deski planka, a kiedy trzęśli się ze zmęczenia, to trener tylko się śmiał, ale sam dawał dobry przykład i ćwiczył razem z innymi. Do dzisiaj zresztą utrzymuje świetną formę fizyczną.

Też lubi drony

Do przygotowania fizycznego przywiązuje wielką wagę także dzisiaj. Intensywność i szybkość działania to jego zdaniem jeden z kluczy do dobrego występu w mistrzostwach świata, chociaż selekcjoner Arabii Saudyjskiej podkreśla też wagę dobrej atmosfery w kadrze. To samo spostrzeżenie miał z czasów prowadzenia reprezentacji Zambii, gdzie zebrał grupę młodych piłkarzy, którzy posłusznie wykonywali to, co im polecił, i byli pełni zapału.

Czytaj więcej

Mundial w Katarze: Messi zapisuje się w historii

Na walory fizyczne postawił też w przygotowaniach Saudyjczyków do mundialu w Katarze. Nie ma w reprezentacji wielkich nazwisk, jego piłkarze grają w miejscowej lidze, więc wymógł na federacji szybkie zakończenie rozgrywek. W tej sytuacji przypomina Guusa Hiddinka, który w 2002 roku z reprezentacją Korei Południowej pracował niemal przez pół roku bez przerwy i zajął czwarte miejsce na świecie (choć warto pamiętać, że w kilku momentach gospodarzom pomogły decyzje sędziów). Chce iść z duchem czasu i podczas treningów korzysta z pomocy dronów – tutaj mają wspólne zamiłowania z selekcjonerem reprezentacji Polski Czesławem Michniewiczem. Na mecz z Polską jego piłkarze wyjdą na pewno podbudowani zwycięstwem nad Argentyną, a dla samego Renarda będzie to wydarzenie szczególne. Jego dziadkowie uciekli z Polski w 1939 r., a panieńskie nazwisko jego mamy brzmiało Cybulski.

Dla Renarda to już drugie podejście do mistrzostw świata. Cztery lata temu prowadził Maroko i chociaż odpadł z turnieju po fazie grupowej, to jego drużyna została dobrze zapamiętana. Z Portugalią przegrał tylko 0:1, a Hiszpanii zdołał urwać punkt. Teraz, już po pierwszym meczu, poprawił tamten wynik i ma za sobą teoretycznie najsilniejszego rywala. Biała koszula znowu przynosi mu szczęście, a on mu pomaga ze wszystkich sił.