Nazwiska niesłusznie zapomniane. Nowa książka Jonathana Wilsona, numeru jeden wśród pisarzy zajmujących się piłką

Jonathan Wilson napisał kolejną książkę: „Nazwiska dawno niesłyszane”, która może być z punktu widzenia mieszkańca Europy Środkowej najważniejszą w jego dorobku. Stefan Szczepłek

Publikacja: 04.09.2023 03:00

Nazwiska niesłusznie zapomniane. Nowa książka Jonathana Wilsona, numeru jeden wśród pisarzy zajmujących się piłką

Foto: „Nazwiska dawno niesłyszane. Jak złoty wiek węgierskiej piłki ukształtował współczesny futbol”. Wydawnictwo SQN, Kraków, 2023

Angielski autor od kilkunastu lat jest przecież numerem jeden wśród pisarzy – tak, to jest właściwe słowo dla jego twórczości – zajmujących się piłką nożną.

Wiemy z jego poprzednich książek, że ma jednocześnie unikalny dar taktycznej analizy gry oraz opowiadania historii o futbolu w różnych częściach świata. Ta książka pokazuje, że jest także prawdziwym archeologiem na miarę Howarda Cartera i Heinricha Schliemanna.

„Nazwiska dawno niesłyszane”. Zaczyna się jak film grozy

Właśnie w Budapeszcie wykopał nazwiska dawno niesłyszane, udowadniając, że gdyby nie kilka osób, które przyszły na świat nad Dunajem jeszcze w XIX wieku, trenerzy z Wysp Brytyjskich nie trafiliby wcale do Budapesztu, nie byłoby węgierskiej „Złotej jedenastki”, a piłka w Ameryce Południowej na pewno nie rozwijałaby się tak prężnie.

Czytaj więcej

Pójdźmy razem na ten mecz. Recenzja książki Stefana Szczepłka

Książka zaczyna się jak film grozy. Wilson zabiera nas bowiem na cmentarz w Budapeszcie, żeby w jego zarośniętych bluszczem zakamarkach szukać śladów życia Imre Hirschla, jednego z tych, których nazwiska zostały niesłusznie zapomniane.

Hirschl, węgierski Żyd, którego biografię trudno zweryfikować, został w latach 30. jednym z najsłynniejszych trenerów w Ameryce Południowej.

Co nazwisko to smakowite opowiadania Wilsona

Znany był tam jako Emerico Hirschl – z River Plate wywalczył mistrzostwo Argentyny, a z Penarolem wygrał mistrzostwa Urugwaju. Prowadzona przez niego drużyna Gimnasia y Esgrima La Plata nazywana była El Expreso Platense, bo żadna inna w Argentynie nie potrafiła tak szybko przechodzić z obrony do ataku, kończonym zwykle celnym strzałem.

Hirschl, Bela Guttmann, Austriak Hugo Meisl (twórca Wunderteamu, najlepszej reprezentacji świata początku lat 30.), brytyjscy urzędnicy, trenerzy lub piłkarze urodzili się lub znaleźli pracę nad Dunajem.

Sprzedawca maszyn do pisania Edward Shires, który zarządzając MTK, sprowadził do Budapesztu Jimmy’ego Hogana, uważanego za jednego z najwybitniejszych trenerów angielskich wszech czasów, napastnicy MTK Dori Kurschner (później utytułowany trener) i Alfred Schaeffer (ulubiony piłkarz kanclerza Austrii Bruno Kreisky’go), Ferenc Hirzer (z Makabi Brno przeszedł do Juventusu, został mistrzem Włoch i królem strzelców rozgrywek) oraz dziesiątki innych są bohaterami tej książki.

Kto ich dziś pamięta? A co nazwisko to smakowite opowiadania Wilsona, w których piłka nożna stanowi tło dla historii Austro-Węgier czy obu tych państw, rozdzielonych po upadku monarchii Habsburgów.

Mnóstwo w niej interesujących wątków politycznych – dotyczących m.in. pozycji Żydów – obyczajowych oraz kulturowych. W tamtych czasach naddunajska szkoła futbolu wyznaczała przecież kierunki w Europie.

„Nazwiska dawno niesłyszane”. Atutem tłumaczenie Michała Okońskiego

Bela Guttmann zbudował Benfikę z Eusebio i Mario Coluną, przez dwa lata najlepszy klub Europy. Hogan stawiał zaś fundamenty pod węgierską „Złotą jedenastkę”. Jej formalny twórca Gustav Szebes zawsze to podkreślał.

Kiedy w roku 1953, w „meczu stulecia”, Węgrzy gromili na Wembley Anglię 6:3 – dziś jest w Budapeszcie nawet bar noszący właśnie taką nazwę – Hogan siedział w loży jako gość honorowy. Ale czyj? To stwierdzić niełatwo. Może swojej ojczyzny Anglii, a może Węgier, których reprezentanci grali już z czerwoną gwiazdą na koszulkach.

Czytaj więcej

„Historia mundiali”, „Operacja mundial” i „Czerwona kartka”. O miłości do piłki, Katarze i korupcji

Historia futbolu to wszak nie tylko to, co widać na boisku. I nie zaczyna się wtedy, kiedy my się urodziliśmy. Uwielbiam takie książki.

Jej atutem jest też tłumaczenie Michała Okońskiego. Zdarzało mi się recenzować książki jeszcze przed ich wydaniem. Czasami sugerowałem wydawcy, żeby zatrudnili tłumacza znającego się na tym, czego dotyczy treść. Bo jeśli czytałem, że wygrali Zjednoczeni Manchester, to muszę wysilić umysł, aby domyślić się, że chodzi o Manchester United.

Tutaj tego nie ma, bo w trudnej książce, wymagającej znajomości nie tylko futbolu, ale też historii, tłumacz jest partnerem autora.

A ponieważ to nie pierwsza ich książka wydana przez SQN (wcześniej „Aniołowie o brudnych twarzach” o piłce argentyńskiej), można śmiało powiedzieć, że Michał Okoński jest tym dla Wilsona, kim był Bronisław Zieliński dla Ernesta Hemingwaya.

Angielski autor od kilkunastu lat jest przecież numerem jeden wśród pisarzy – tak, to jest właściwe słowo dla jego twórczości – zajmujących się piłką nożną.

Wiemy z jego poprzednich książek, że ma jednocześnie unikalny dar taktycznej analizy gry oraz opowiadania historii o futbolu w różnych częściach świata. Ta książka pokazuje, że jest także prawdziwym archeologiem na miarę Howarda Cartera i Heinricha Schliemanna.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Literatura
Nagroda im. Wisławy Szymborskiej dla Magdaleny Bielskiej
Literatura
Festiwal i Rok Czesława Miłosza. Jakich spodziewać się premier?
Literatura
Miłosz Festival startuje 30 czerwca w Krakowie
Literatura
Barbara Nowacka wyrzuciła z lektur pisarza, który przestrzegał przed modelem PiS. I sobą
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Literatura
Pośmiertne gry z Marquezem, czyli czego nie przegapić na Big Book Festivalu