Obie „Lalki” – przepisana, serialowa oraz kinowa – bardziej tradycyjna, w swoich konwencjach są bardzo udane. Udowadniają, że można się różnić i koegzystować, poszerzając pole odbioru i debaty.
W czasie premiery w Teatrze Wielkim czułem się trochę jak Wokulski. Całym tym splendorem i zainteresowaniem przytłoczony. Bardzo wszystko przeżywałem. Dlatego mam wrażenie, że w Wokulskim jest 100 procent mnie - mówi Marcin Dorociński Barbarze Hollender.