Czy muzyka operowa dodaje coś Szekspirowi czy też ujmuje?
Nigdy nie powiedziałabym, że w operze muzyka coś ujmuje, kiedy jednak podstawę dzieła stanowi dobra literatura, mocny tekst dramatyczny, wyzwanie dla kompozytora jest ogromne. Zdarza się, że libretto bardzo odbiega od oryginału, że skupia się na jednym wątku z pominięciem pozostałych, lub że muzyka oddaje tematy dosłownie lub wybiórczo.
Czym się różni Charles Gounod od Szekspira
Jak jest w przypadku „Romea i Julii”? Jakie Gounod wyciąga wątki, gdzie wzmacnia akcenty, co dla niego było najważniejsze i inspirujące w dramacie Szekspira?
Mówi się, że ta opera powstała wokół duetów Romea i Julii, że od nich Gounod zaczął pracę nad swoim dziełem – bardzo skupił się na wątku miłosnym i to czuje się w jego muzyce. Natomiast dla mnie najciekawsza u Szekspira jest ciemna strona opowieści, strona przemocy, walki, konfliktu i odrzucenia tej miłości przez świat, który trwa w wojnie od tak dawna, że obie strony nie pamiętają już, dlaczego walczą.
Dramat Szekspira jest właściwie w całości oparty na takich ostrych kontrastach.
Jest taka kwestia Romea: „Love is heavy and light, bright and dark, hot and cold, sick and healthy, /asleep and awake – it’s everything/except what it is!”. To piękny i bardzo prawdziwy opis miłości – trudnej, bolesnej, takiej, która musi pokonać przeszkody. To miłość, która wymyka się definicjom, miłość, która wymaga poświęcenia – wspaniała, ale też okrutna, piękna, ale bolesna, jasna i ciemna, dobra i zła. To miłość, która zderza się z brutalnością świata wokół i jego opresyjnością. Tej ciemnej strony szukam też w muzyce Gounoda – w uwerturze, w prologu chóru, we fragmentach instrumentalnych między scenami, w partiach Julii, kiedy muzyka nagle zmienia charakter, dając nam dostęp do prawdziwych emocji bohaterki. Te fragmenty to swego rodzaju monolog wewnętrzny Julii, jej przeczucie, jej prawdziwy głos.
Nieoczywistą jak na XIX-wieczną operę rolę Gounod przypisał też chórowi.
W tej operze chór pełni rolę niczym w tragedii antycznej, jest komentatorem, świadkiem i uczestnikiem wydarzeń, już w prologu zwraca się do widza i opowiada całą fabułę. Wszyscy wiemy, jak ta historia się skończy i przez trzy godziny będziemy świadkami wiwisekcji dramatu, będziemy obserwować bohaterów nieuchronnie zdążających do śmierci. Chór ma ogromną siłę w tej operze – jako społeczność, która dopuszcza do przemocy, nie potrafi problemu przemocy rozwiązać – wreszcie jako społeczność domagająca się sprawiedliwości, kiedy na bruku pozostają martwe ciała.
Rogoletto
„Rigoletto” w reż. Barbary Wysiockiej, Staatoper w Monachium
Pani inscenizacje klasycznych oper rozgrywają się w czasie bliżej niesprecyzowanym, choć wiadomo, że nie jest to czas akcji opisany w libretcie. Bohaterów zawsze przenosi pani bliżej naszej współczesności. Tak było choćby w „Rigoletcie”, którego wyreżyserowała pani w marcu tego roku w Staatsoper w Monachium. Tak będzie i tym razem?
Tak, zwykle inscenizacje przenoszę w XX, XXIwiek -często szukam konkretnej sytuacji politycznej – tak było w przypadku „Toski” w Warszawie czy Łucji z Lammermooru w Monachium i Barcelonie. W „Romeo i Julii” kostiumy są współczesne, a scenografia inspirowana architekturą włoskiego faszyzmu, brutalistyczna, monumentalna. Ta przestrzeń ma charakter opresyjny, człowiek jest w niej mały, zagubiony, przytłoczony, walczy o przetrwanie. Sama inscenizacja jest bardzo wycofana, skupiamy się na postaciach i ich relacjach, to one mają wypełnić tę ogromną scenę.
Nie ma w tym świecie miejsca na naturę, która bywa bardziej przyjazna człowiekowi?
Natura może być też dzika i groźna, jak woda w „Katii Kabanowej” Janáčka, wciągająca bohaterów w śmierć. W „Romeo i Julii” natury nie ma, jest człowiek uwięziony w zimnych murach.
Romeo i Julia to bohaterowie współcześni
Znowu losy Romea i Julii brzmią bardzo współcześnie. To zresztą już niemal reguła dzisiejszego teatru, reżyserzy nie chcą ubierać tych kochanków w historyczne kostiumy.
To historia o miłości, na którą nie ma miejsca w dzisiejszym świecie, bo jesteśmy zmuszeni funkcjonować w przerażającym tempie, przeciążeni wydarzeniami, bodźcami, informacjami, których nie jesteśmy w stanie sobie uporządkować. Miłość stała się kolejnym bodźcem, na który nie mamy ani czasu, ani siły reagować. To jeszcze jedno obciążenie, które nas dotyka. Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość zwolnienia na moment, by utrzymać kontakt z drugim człowiekiem. To wszystko w pewnym sensie znajduje odzwierciedlenie w historii Romea i Julii.
Geniusz Szekspira polegał także na tym, że umiał wielką tragedię łączyć z elementami komediowym, wzniosłość z plebejskością. Opera Gounoda jest zdecydowanie bardziej w tonie serio.
Elementy komediowe to nieodłączna i niezbędna część tragedii, staramy się wydobyć wszystkie motywy komiczne zapisane przez Szekspira, nawet te, których Gounod nie zachował. Komizm pojawia się w postaciach, w ich wypowiedziach, w sytuacjach – podkreśla to tragizm całości. Ciekawe natomiast jest to, że u Gounoda została kompletnie pominięta matka Julii – usunięta, wykreślona – na potrzeby francuskiej opery lirycznej, dla skupienia na parze kochanków i doskonałego zbalansowania muzycznego. O matce Julii nawet się nie wspomina. Umarła? Nigdy jej nie było? Dla mnie to ingerencja idąca zbyt daleko i niewybaczalna. Julia pozostaje całkowicie we władzy ojca. W spektaklu chcemy to zaznaczyć, bo z tego, jak ojciec ją traktuje, rodzi się w niej bunt, co wypowiada w swojej pierwszej arii.
Ten słynny walc Julii to operowy przebój, ale wiele wykonawczyń jednak go nie lubi, uważając, że popularność zabiła jej prawdziwy sens.
Bo też ta aria wykonywana jest przez soprany na tysiącach przesłuchań i konkursów jako rodzaj popisu. Jest interpretowana jako poemat o radosnym i dość naiwnym marzeniu, a przecież to tekst o zupełnie innym zabarwieniu, jest tam bunt, siła, wyzwolenie tłumionego głosu, przebudzeniegirl powerJulia już w tym momencie zaczyna się zmieniać i proces ten będzie postępować w kolejnych aktach. Odkrywa w sobie ogromną siłę. Nie cofnie się przed niczym.
Nina Minasyan
Nina Minasyan jako Julia w Operze Narodowej
Opera jest dziełem Gounoda, ale podobno wprowadza pani w akcję cytaty z tragedii Szekspira.
Są w projekcjach cytaty z Szekspira – słowa, które podkreślają temat danej sceny lub dodają im kontekst. Dotyczą przemocy, władzy, ale też zagubionej, wypartej miłości. Krótkie hasła, często kontrastujące z muzyką, a pozostające w pamięci wzrokowej.
Cztery miłosne wyznania Romea i Julii
O tragicznej historii Romea i Julii w wersji operowej mówi się jednak, że każdy akt to przede wszystkim wielki duet miłosny. Każdy jest piękny, ale każdy bardzo długi. Co może więc zrobić reżyser z dwójką samotnych śpiewaków na scenie?
Błagać dyrygenta o skróty. Żartuję. Nigdy na to nie nalegam. Choć tu dyryguje Robert Houssart – człowiek niezwykle otwarty i wyjątkowy w swoim podejściu do pracy. Praca z dyrygentem, który rozumie teatr, scenę, a co więcej ma poczucie humoru, jest rzadkością. A duety rzeczywiście są długie, ale czy w życiu spotkania miłosne oraz rozmowy o miłości nie są długie i trudne i piękne? I czy mamy czas, żeby je prowadzić? Czy miłość nie umiera w dzisiejszym świecie z braku czasu? Opera pozwala w takich momentach na zwolnienie, zatrzymanie na chwilę. W życiu często tej chwili brak.
Romeo i Julia
„Romeo i Julia” w Operze Narodowej, reż. Barbara Wysocka
Ta inscenizacja miała premierę rok temu w Semperoper w Dreźnie. Teraz trafia do Opery Narodowej. Chyba łatwiej dokonuje się takiego przeniesienia niż budowanie wszystkiego od nowa.
W tym przypadku jest to budowanie od nowa, bo nie mówimy o widowisku z licznymi zmianami dekoracji i mnóstwem rekwizytów, to spektakl tworzony przede wszystkim na ludziach. W Warszawie wystąpią zaś zupełnie inni wykonawcy. Konflikty między bohaterami pozostają te same, ale nabierają innego kształtu. Każda postać jest budowana od nowa.
Unikalne „Matki Chersonia”
Ostatni rok ma pani operowo bardzo pracowity. W marcu była premiera w Monachium, za chwilę premiera „Romeo i Julia”, a już pani musi zacząć myśleć o „Matkach Chersonia”, które będą miały prapremierę w październiku.
O „Matkach Chersonia” myślę już co najmniej od dwóch lat. Przygotowanie tego absolutnie unikalnego projektu jest dla mnie niesłychanie ważne. Kompozytor Maxim Kolomieiits tworzy muzykę, wszyscy pracujemy na żywym organizmie rzeczywistości, to jest coś więcej niż opera dokumentalna, ona dotyczy sytuacji, która cały czas trwa, wręcz się nasila i możemy mieć na nią realny wpływ. Ukraińskich dzieci uprowadzonych przez Rosję jest coraz więcej. W czerwcu 2026 r. oficjalne źródła podają 20 570 udokumentowanych przypadków uprowadzenia. To dzieci o potwierdzonej tożsamości, natomiast szacunkowe liczby dochodzą do 35 tysięcy. I trzeba o tym nie tylko głośno mówić, ale krzyczeć i zrobić wszystko, żeby pomóc te dzieci odzyskać. Opera Maxima Kolomieiitsa może przyczynić się do nagłośnienia tej sprawy, do zdobycia funduszy, jest to niezwykle ważne. Mam nadzieję, że tak się stanie zwłaszcza w Stanach, kiedy nasz spektakl trafi z Opery Narodowej do Metropolitan. Pierwszy raz w życiu mam szansę zrealizować operę, która może realnie wpłynąć na naszą rzeczywistość.
Czytaj więcej
Dyrektor Boris Kudlička wraz z zastępcami przedstawił długo oczekiwany, szczegółowy program nowego sezonu Opery Narodowej. Widać jakościową i ilośc...
W teatrze dramatycznym lubiła pani podejmować takie tematy, robić spektakle, które wprost odnoszą do tego, co dzieje się tu i teraz.
Sztuka zawsze odnosi się do tego, co tu i teraz, przez sam fakt odbioru przez społeczeństwo. Trzeba być głupim człowiekiem lub bardzo niekompetentnym politykiem, żeby tej funkcji sztuki nie dostrzegać. Funkcji formującej społeczeństwo, nie tylko jego kulturę, ale jego odpowiedzialność, poczucie sprawiedliwości i sprawczość. Sztuka może ingerować w rzeczywistość, może ją kształtować. Wymaga to odwagi i siły. W „Matkach Chersonia” chodzi o rzecz najwyższej wagi. Szykuje się spektakl diametralnie różny od „Romea i Julii”, ale również traktujący o sprawach uniwersalnych – o miłości, walce o władzę, o przemocy, o walce o wolność. To sprawy najważniejsze. Zajmowała się nimi grecka tragedia, zajmujemy się nimi dziś.