Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego wystawienie „Walkirii” Wagnera w Operze Leśnej jest wydarzeniem bez precedensu na polskiej scenie.
  • Jak wygląda współczesna inscenizacja dramatu Wagnera w której bóg Wotan przypomina Steve’a Jobsa.
  • Kim był Józef Beer, nazywany „polskim Gershwinem”, i dlaczego jego zapomniana operetka może stać się sensacją.
  • Jaką rolę w powstaniu Baltic Opera Festival odegrali Elżbieta i Krzysztof Pendereccy.

W tym roku wypada 150. rocznica powstania największego dramatu muzycznego w dziejach – czteroczęściowego „Pierścienia Nibelunga” Richarda Wagnera. – Cały świat sięga teraz po to dzieło, ale w Polsce nic się nie dzieje, więc wystawienie jednej z jego części, jaką jest „Walkiria”, wydawało mi się czymś naturalnym i obowiązkowym – mówi Tomasz Konieczny, twórca i dyrektor artystyczny Baltic Opera Festival.

Reklama
Reklama

Tomasz Konieczny spełnia marzenia

Dla tego artysty tegoroczna premiera festiwalowa jest spełnieniem osobistych zamiarów. Kiedy cztery lata temu po przezwyciężeniu licznych trudności udało mu się stworzyć festiwal odwołujący się do dawnych tradycji Opery Leśnej, bardzo chciał, by można było tam wystawić choćby jedną część „Pierścienia Nibelunga”. Bóg Wotan w tym dramacie to rola-wizytówka Tomasza Koniecznego. Kreował go na wielu scenach, w Sopocie nie mógł jednak tego zrobić ze względu na podpisane wcześniej kontrakty m.in. w Bayreuth. Wreszcie udało mu się dostosować własne plany artystyczne do programu Baltic Opera Festival.

Stanislas de Babeyrac, nazwisko do zapamiętania

Występ Tomasza Koniecznego nie będzie jedyną atrakcją „Walkirii” w Operze Leśnej. W powojennej historii polskiego teatru żadna inscenizacja opery Wagnera nie miała bowiem tak znakomitej obsady. W roli Hundinga wystąpi legendarny artysta niemieckiej i światowej wokalistyki, bas René Pape. Koniecznie trzeba też zwrócić uwagę na Stanislasa de Babeyraca nie tylko dlatego, że jego dziadek był żołnierzem armii gen. Andersa. Francuski tenor uchodzi obecnie za najlepszego odtwórcę partii Zygmunda w „Walkirii”.

Małgorzata Walewska jako Fricka, zdjęcie z próby „Walkirii”

Małgorzata Walewska, Fricka

Małgorzata Walewska jako Fricka, zdjęcie z próby „Walkirii”

Foto: Krzysztof Mystkowski

Trzem wagnerowskim bohaterom towarzyszyć będą trzy świetne kobiety. Małgorzata Walewska do swoich licznych kreacji doda obecnie żonę Wotana, Frickę. W roli Zyglindy, ukochanej Zygmunda wystąpi bardzo ceniona przez polską publiczność Izabela Matuła. Natomiast Brunhildą będzie Stéphanie Müther występująca w tej partii nie tylko na scenach niemieckich.

Walkirie, osiem córek boga Wotana

Jest jeszcze w dramacie Wagnera osiem tytułowych Walkirii, córek boga Wotana. Ich słynne cwałowanie na rumakach przeniknęło do kultury masowej, m.in. za sprawą filmu „Czas Apokalipsy” Coppoli. Widzów, którzy będą czekać na tę przebojową muzykę, należy jednak uprzedzić, że zabrzmi ona dopiero w trzecim akcie przedstawienia, które od 17.30  będzie trwać prawie pięć godzin.

Teatralnych niespodzianek ma jednak nie zabraknąć. Reżyserem jest John Fulljames. – Ta inscenizacja, pierwotnie zrealizowana w Operze w Kopenhadze, a dla nas przemodelowana, nie wymaga kontekstu pozostałych części „Pierścienia Nibelunga”, można grać ją osobno. Jest to spektakl współczesny, osadzony wśród możnych tego świata sterujących naszą rzeczywistością. Wotan jest tu kimś w rodzaju Steve’a Jobsa, pragnie władzy i pieniędzy, ale jednocześnie to kreator, człowiek twórczy – wyjaśnia Tomasz Konieczny i dodaje: – Walkirie nie przybędą w Sopocie wprost z lasu, ale las będzie odgrywać istotną rolę w spektaklu.

Józef Beer i zapomniane „Polskie wesele”

 O ile „Walkiria” będzie z pewnością festiwalowym wydarzeniem, to „Polskie wesele” Józefa Beera może okazać się nawet sensacją. Wychowany we Lwowie kompozytor był u progu międzynarodowej kariery, gdy w 1937 r. w Zurychu odbyła się premiera jego operetki. Po tym sukcesie szykowano następne wystawienia w Wiedniu czy w Paryżu, chciał ją włączyć do repertuaru Jan Kiepura, ale wszystkie plany zniweczyła wojna.

Józef Beer wojnę przeżywał, ukrywając się we Francji, po Zagładzie, w której zginęła jego rodzina, komponował dalej, ale nie chciał wracać do dawnej twórczości. „Polskie wesele” wciąż jednak jest w Europie czasami wykonywane i nawet nagrywane, ale w Polsce o nim zapomniano.

Czytaj więcej

Tomasz Konieczny: W kraju inni często patrzą na nas ze zdziwieniem

„Polskie wesele” o uczestniku powstania listopadowego, który wraca z wygnania do kraju, by odzyskać ukochaną, nie jest typową operetką. Nieprzypadkowo o Beerze mówiono, że był polskim Gershwinem, otwierającym naszą muzykę na musical.

– Zaangażowaliśmy trio Andrzeja Jagodzińskiego, które stworzyło jazzowe interpretacje fragmentów „Polskiego wesela”. Będą grane w trakcie dialogowych scen, uzupełniając oryginalną muzykę Beera – mówi Tomasz Konieczny. – A reżyseruje Paweł Miśkiewicz, bo bardzo zależało mi, żeby „Polskim weselem” zajął się ktoś, kto spojrzy na nie teatralnie i współcześnie. To może być utwór naprawdę aktualny, choćby za sprawą tematu kontroli uczuć czy powrotu z emigracji, co zresztą było problemem samego Józefa Beera.

Spektakl będzie można oglądać podczas festiwalu w Operze Bałtyckiej, a powstał w koprodukcji z Operą Wrocławską. Ma świetną obsadę, m.in. z Piotrem Buszewskim i Hubertem Zapiórem – młodymi śpiewakami, odnoszącymi sukcesy za granicą.

W hołdzie Elżbiecie i Krzysztofowi Pendereckim

6 lipca Opera Bałtycka będzie też gościć specjalny festiwalowy wieczór „Muzeum człowieka – Penderecki in memoriam” przygotowany przez Sinfoniettę Cracovia. – To jest nasz hołd dla państwa Pendereckich, którzy odegrali fundamentalną rolę w powstaniu naszego zespołu objętego patronatem Krakowa – mówi dyrektor Sinfonietty Cracovii i dyrektor Baltic Opera Festival, Rafał Kokot. – Wielokrotnie wykonywaliśmy muzykę Krzysztofa Pendereckiego, a pani Elżbieta mnie i Tomasza Koniecznego mocno wspierała w pracach nad festiwalem, przekonując w chwilach naszych zmagań z trudnościami, że nie wolno nam się poddawać.

Sinfonietta Cracovia

Sinfonietta Cracovia

Foto: Karpati&Zarewicz

Sinfonietta Cracovia zagra utwory Pendereckiego, a kulminacją będzie balet „Muzeum człowieka” do Partity na klawesyn i orkiestrę smyczkową, który Marian Żak stworzył w latach 80. za zgodą kompozytora. Na zaproszenie festiwalu choreograf działający obecnie w Stanach odtworzy „Muzeum człowieka” z tancerzami Opery Krakowskiej.

Swoistą klamrą Baltic Opera Festival będzie w Operze Leśnej „Złoto Renu” – pierwsza część „Pierścienia Nibelunga” w wersji dla dzieci (1 i 2 lipca) oraz 7 lipca wieczór poetycko-muzyczny w Europejskim Centrum Solidarności, na którym wystąpią Anette Frisch (sopran) i Sven Erich-Bechtolf (recytacje) z towarzyszeniem pianisty Floriana Krumpöcka.