Jest pani artystką światowego formatu, ale także producentką płyt i wydarzeń muzycznych, wydaje pani książki. Po co pani te wszystkie zajęcia przy bardzo napiętym kalendarzu występów?
To wszystko przez covid. Kiedy w czasach całkowitego lockdownu człowiek siedział w domu bez kontaktu ze światem zewnętrznym, mózg zaczynał wtedy pracować i pojawiły mi się różne pomysły. Bardzo chciałam dać koncert w rodzinnym Płowdiw, ale oczywiście, nie było to możliwe. I nagle pojawiła się propozycja, że koncert mógłby się odbyć w rzymskim amfiteatrze w naszym mieście, tylko musiałabym mieć do tego firmę. W ciągu dwóch miesięcy nie tylko stworzyłam firmę SY11, ale zajęłam się też całą organizacją tego koncertu dla 8 tysięcy widzów. Bardzo mi się to spodobało, zwłaszcza że zgromadziłam wokół siebie kreatywnych ludzi. Potem był kolejny koncert i stwierdzenie, że powinnam bardziej zaangażować się w życie kulturalne w mojej ojczyźnie. Działamy więc nadal, realizujemy także inne projekty – oprócz recitali wydajemy płyty, książki czy magazyn poświęcony sztuce Bułgarii. Chcę być wolna, mieć niezależność w tym, co sama robię. Myślę, że nasza działalność pomogła w dyskusji na temat przyszłości kultury jako biznesu i przemysłu w moim kraju.