To nie jest lekka książka, zwłaszcza gdy zmienia się często w tren na cześć bliskich Patti osób, które odeszły przedwcześnie. Często jest też zapisem chorób i smutków. Są w niej jednak także historie, które świadczą o szczęściu, bez którego jej kariera – choć zdecydowała się na los artystki niezależnej – nie potoczyłaby się tak spektakularnie jak to się stało.

Patti Smith i „Because the Night” do muzyki Bruce’a Springsteena

Taką właśnie historią jest m.in. opowieść o perypetiach związanych z hitem „Because the Night” do muzyki Bruce’a Springsteena, który piosenki nie dokończył, brakowało mu bowiem odpowiedniego tekstu. Wtedy zaś jego inżynier dźwięku Jimmy Iovine, czując wielki potencjał nagrania, przekazał je na kasecie właśnie Patti. Padła na kolana od razu? A skąd! Była wierna myśleniu kategoriami płyty autorskiej i zmagała się z poczuciem winy, ponieważ do repertuaru trzeciego albumu, nad którym pracowała, włączyła cover „Set Me Free” z filmu „Przywilej”.

„Chleb aniołów", Patti Smith, Wydawnictwo Czarne, 2026

„Chleb aniołów", Patti Smith, Wydawnictwo Czarne, 2026

Foto: Mat. Pra./Wyd. Czarne

Kasetę z nagraniem Bruce’a odłożyła więc na parapet i omijała szerokim łukiem. Iovine był na szczęście nieustępliwy, zaś Patti, by zrobić mu przyjemność w końcu sięgnęła po kasetę. „Natychmiast zauważyłam potencjał tego utworu. Był dokładnie w moim kluczu, zmysłowy, niespokojny, bezpośredni. Przecież to hit, pomyślałam” – pisze w „Chlebie aniołów”. Czekając na telefon od swojego ukochanego Freda, słuchając muzyki Bruce’a, szybko napisała m.in. i te słowa: „Czy ogarnia mnie niepewność, kiedy jestem sama? Miłość to dzwonek, dźwięk telefonu”. Tak powstała miłosna piosenka dla Freda, który się spóźniał. Ukazała się na płycie „Easter” w marcu 1978 r.

Patti Smith i jej mąż Fred „Sonic” Smith

Gitarzysta Fred „Sonic” Smith – jego nazwisko to dodatkowy aspekt spotkania i małżeństwa – był największą miłością Patti. Gdy się poznali w 1979 r., wieloletni partner wokalistki Allen Lanier, który miał nadzieję na długie życie u boku Smith, natychmiast zrozumiał, co się dzieje (miłość Smithów wybuchła od pierwszego wejrzenia!) i pożegnał się z artystką.

Jak wspomina Patti, przez czternaście lat od ślubu z Fredem nie rozstawała się z nim poza kilkunastoma godzinami spędzonymi w szpitalu położniczym, gdy urodziła ich dwoje dzieci. „Zamieszkiwaliśmy pod zegarem bez wskazówek, żyliśmy w tej samej skórze i żeglowaliśmy tą samą łodzią, która nigdy nie odbiła od brzegu”. Fred, także jej muzyczny partner, był dla Patti przykładem delikatnego twardziela – bokserem, baseballistą. Jako dorosły mężczyzna spełnił swoje marzenie o zostaniu pilotem. Nigdy nie opowiadał żonie o przyczynach swojej życiowej udręki, wiedziała jednak, że miał trudne dzieciństwo i jako nastolatek zaczął brać narkotyki, co trwało dekadę. Kiedy poznała go jako dwudziestosześcioletniego mężczyznę, podupadł już nieodwracalnie na zdrowiu.

Czytaj więcej

Wspaniały koncert Patti Smith w Dolinie Charlotty

Razem zdecydowali o założeniu rodziny i zamieszkaniu na uboczu wielkich muzycznych szlaków, w Michigan. Po Fredzie pozostało wspomnienie wielkiej miłości i zachęta do pisania, spointowana m.in. w „Poniedziałkowych dzieciach”, wzmacniana przykładem Rimbauda – „rimbaudowski” to największy komplement Patti, i pocztówka z Albertem Camusem niedaleko pisarskiego stanowiska. Swoje credo wyraziła tak: „Artysta szuka nieskończoności, ale tworzy na ziemi. Próbuje uchwycić boskie mgnienie, po czym wraca do tworzenia w materii”.

Patti Smith z pomocą przyjaciół

Po śmierci męża w 1994 r. w powrocie na scenę pomógł Patti Michael Stipe z R.E.M., Bruce Springsteen, który m.in. zabrał syna Patti na urodzinową motocyklową przejażdżkę i młody poeta Oliver Ray, który pomógł nagrać kolejną płytę, zaplanowaną jeszcze z Fredem o zmienionym tytule z „Going West” na „Gone Again”. Z myślą o okładce Annie Leibovitz wykonała zdjęcie artystki ze skórą męża przerzuconą przez ramię. W życie wciągał Patti ponownie Allen Ginsberg, zaś Bob Dylan wysłał Smith swój album z piosenkami, by wybrała jedną z nich do wspólnego występu.

Natychmiast zauważyłam potencjał tego utworu. Był dokładnie w moim kluczu, zmysłowy, niespokojny, bezpośredni. Przecież to hit, pomyślałam

Patti Smith o „Because The Night"

Patti wróciła do życia muzycznego, ale „Chleb aniołów” staje się w finale marszem żałobnym na cześć Allena Ginsberga, Williama Borroughsa, którzy zmarli w 1997 r. A także ojca Granta, recytującego córce od najmłodszych lat poemat „About Ben Adhem” brytyjskiego romantyka Leigha Hunta. Potem okazało się, że Grant nie był biologicznym ojcem artystki, lecz wujem matki, zaś wcześnie zmarły faktyczny ojciec Sidney, co pomogły ustalić badania DNA, okazał się aszkenazyjskim Żydem z rodziny, która z Rosji, przez Ukrainę wyemigrowała do Filadelfii. Jego wojenna historia amerykańskiego lotnika oraz syna matki grożącej wydziedziczeniem w przypadku ślubu, to osobny rozdział. Po ojczymie zmarła matka, która marzenie o karierze jazzowej wokalistki musiała porzucić dla pracy kelnerki, a także brat Todd.

Czytaj więcej

Bob Dylan rusza w trasę i na srebrny ekran

Matka od początku była rozdarta między rolą solidnej opiekunki (rodzina należała do wspólnoty Jehowych) i niespełnionej artystki, która sama ma wielką życiową tajemnicę. Gdy „Sezon w piekle” Rimbauda był już „gniewnym przewodnikiem” jej córki, kierując się intuicją kupiła jej w drogerii na przecenie za dolara płytę „Another Side of Bob Dylan”. W Dylanie Patti odkryła nowe wcielenie Rimbauda.

Patti Smith i debiut „Horses”

To wspomnienie czasów, gdy wchodząc w dorosłość, zaszła w ciążę, co skończyło się oddaniem pierwszego dziecka do adopcji. Todd skorzystał z ujawnienia „skandalu” i wyznał, że być może jest transwestystą, uwielbia ubierać się w kobiece stroje, czym sobie mógł zaszkodzić, lecz za najważniejsze uznał pomoc siostrze w trudnej chwili.

Patti Smith po trudnym dzieciństwie, pełnym przeprowadzek – jej życie zaczęło się w polskiej dzielnicy w Chicago, muzyczną karierę zaczęła z wielkim hukiem w połowie lat 70. Jej opiekunem stał się wielki Clive Davis (wydawca m.in. Joplin, Springsteena, Houston), założyciel Aristy, który dał Patti obietnicę niezależności artystycznej i nigdy jej nie złamał. Pozwolił jej pożegnać przy okazji debiutu pyszałkowego producenta The Doors Paula Rothchilda i wybrać Johna Cale’a z Velvet Underground, który na sesję w Studiu Electric Lady, założonym przez Jimiego Hendrixa, przyleciał do Nowego Jorku z Londynu. Razem nagrali z myślą o płycie „Horses” słynną nową wersję „Glorii” Vana Morrisona połączoną z wierszem Patti „Oath”.

Patti Smith, Artur Rimbaud i Bob Dylan

Smith już kilka lat wcześniej stała się osobą z nowojorskiej bohemy. Mieszkała vis-à-vis Toma Verlaine’a z Television, zaś Bob Dylan zaprosił ją do grona swoich przyjaciół, m.in. Joan Baez i Allen Ginsberg. Wszyscy, którzy oglądali dokument Martina Scorsese o Dylanie „Rolling Thunder Revue” pamiętają kadry z młodziutką wokalistką. W słynnej objazdowej rewii Smith nie wzięła udziału pomimo zaproszenia – Bob przepraszał, że ostatecznie jest zbyt wielu gości, ale jego błogosławieństwo po koncercie w The Bitter End w Village w czerwcu 1975 r. miało przełomowe znaczenie. Wszedł wtedy do garderoby Patti, rzucił swoją sakramentalną frazę „Są tu jacyś poeci?”, a chociaż Smith, nie wiadomo dlaczego i niezgodnie z prawdą, piskliwie odpowiedziała „Nienawidzę poezji”, Bob się zaśmiał, a zdjęcie, będące zapisem spotkania, ukazało się na okładce „The Village Voice” i stało się przepustką na Olimp.

Czytaj więcej

Springsteen w nowej piosence potępił „zbirów Trumpa" za Minneapolis. Mówi o taktyce gestapo

Była to zrozumiała pointa pięciotygodniowych koncertów w legendarnym dziś CBGB i wcześniej nagranego singla „Hey Joe/Piss Factory”. Patti dzieliła scenę z Television, którzy podupadły bar zmienili w świątynię muzyki niezależnej. Była już wtedy po związkach z dramatopisarzem Samem Shepardem i romansowała ze wspomnianym Allenem Lanierem, klawiszowcem Blue Öyster Cult, rozważana jako wokalistka tego zespołu.

Pierwszą zaś bramą sztuki, jaką przeszła Patti, było wejście do słynnego hotelu Chelsea. Smith zamieszkała tam jako początkująca poetka, artystka i performerka razem ze swoją pierwszą miłością, czyli Robertem Mapplethorpem, który tak jak ona i wielu ówczesnych buntowników, pochodził z konserwatywnej rodziny, lecz zmienił sutannę na strój hippisa. Jej zaś w Niedzielę Palmową 1968 r. podarował białą lnianą sukienkę z second handu, w której poczuła się jak bohaterka obrazu Delacroix „Wolność wiodąca lud na barykady”. Wciąż ją ma i wciąż czuje się, jakby na te barykady nas prowadziła.