Reklama

Rozmowa z Sashą Waltz

Po warszawskiej premierze "Matsukaze" Sasha Waltz dokonuje dla "Rz" artystycznej samooceny

Aktualizacja: 02.06.2011 17:14 Publikacja: 01.06.2011 19:23

"Matsukaze"

"Matsukaze"

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Rz: Gdybym zapytał, kim pani jest, jaka byłaby najkrótsza charakterystyka?

Sasha Waltz:

Jestem Niemką i moimi nauczycielami w młodości byli uczniowie drezdeńskiej szkoły Mary Wigman. Potem ukształtował mnie głównie taniec amerykański. Mój styl to zatem mieszanka dawnego ekspresjonizmu i współczesnego tańca postmodernistycznego. Często też bywam porównywana do znakomitej rodaczki Piny Bausch, ale myślę, że nie ma między nami podobieństw.

Czytaj też - Japońska opowieść, europejski styl

Pani artyści muszą tańczyć, śpiewać i być aktorami jednocześnie, jak więc dobiera  pani tancerzy do swego zespołu?

Reklama
Reklama

Każdy spektakl wymaga odrębnego castingu. Przy "Matsukaze" wiedziałam, że nie skorzystam z tancerzy o mocnej budowie, a mam takich w zespole, wybiorę natomiast tych delikatnych. Ktoś, kto chce się ze mną związać, musi być otwarty na różne pomysły i techniki tańca, mieć osobowość i coś, co przykuwa moją uwagę. Wymagam też umiejętności niezwykłej koncentracji.

Jak określiłaby pani swój styl?

On nieustannie się tworzy. Przez wszystkie lata rozwijałam własną technikę tańca, ale nigdy nie uważałam, że stworzyłam zamknięty system, bo to oznaczałoby, że będę jedynie się powtarzać. Ciągle szukam nowych inspiracji i przesuwam granicę, do której chciałabym dojść.

Czy to przesuwanie granicy nie powoduje, że taniec traci tożsamość, staje się jednym z elementów sztuk wizualnych?

Taniec będzie istniał dopóty, dopóki jego tworzywem będzie ludzkie ciało. W "Matsukaze" znów przesunęłam granicę. Do tej pory pracowałam z tancerzami, którzy śpiewali, w tym spektaklu są śpiewacy, którzy także tańczą. Czy to znaczy, że uprawiam inną sztukę? Moim zdaniem nie, integracja jest jedynie znakiem naszych czasów.

Przełomowe momenty w pani karierze?

Reklama
Reklama

Pierwszy spektakl, który zrobiłam. Na pewno "Ciała", którymi rozpoczęłam działalność w berlińskim teatrze Schaubühne. Ważne też było moje pojawienie się w świecie opery. Teraz zaczynam tworzyć operę choreograficzną, połączenie śpiewu i tańca. Bardzo mnie ona pociąga.

Co będzie dalej?

Kolejne muzyczne przedsięwzięcie z kompozytorem Markiem André. Tym razem muzycy będą współkreować spektakl. W planach mam też "Orfeusza" Monteverdiego.

Może pani sobie wyobrazić, że wyreżyseruje konwencjonalną operę Mozarta, Verdiego, Pucciniego?

W widowisku, nad którym pracuję z Markiem, będą fragmenty z Mozarta. Może to mój pierwszy krok w tym kierunku. Czy podjęłabym się wyreżyserowania całej opery z epicką akcją? Może, zobaczymy.

Sasha Waltz

Reklama
Reklama

urodzona w 1963 r., taniec  i choreografię studiowała  w rodzinnym Karlsruhe, Amsterdamie i Londynie.   W 1993 r. założyła zespół  Sasha Waltz & Guests. Prowadziła słynną scenę Sophiensaele w Berline, współkierowała teatrem Schaubühne. W 2005 r. głośną inscenizacją "Dydony i Eneasza" zadebiutowała w operze, z którą związana jest coraz mocniej.

Rz: Gdybym zapytał, kim pani jest, jaka byłaby najkrótsza charakterystyka?

Sasha Waltz:

Pozostało jeszcze 97% artykułu
Reklama
plakat
Andrzej Pągowski: Trzeba być wielkim miłośnikiem filmu, żeby strzelić sobie tatuaż z plakatem do „Misia”
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Patronat Rzeczpospolitej
Warszawa Singera – święto kultury żydowskiej już za chwilę
Kultura
Kultura przełamuje stereotypy i buduje trwałe relacje
Kultura
Festiwal Warszawa Singera, czyli dlaczego Hollywood nie jest dzielnicą stolicy
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Kultura
Tajemniczy Pietras oszukał nowojorską Metropolitan na 15 mln dolarów
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama