Płytę rozpoczynają jednak nastrojowe frazy saksofonu barytonowego Tomasza Dudy, który chwilę potem razem z trębaczem Adamem Milwiwem-Baronem intonuje nostalgiczną melodię. Wielu twórców popowych pozazdrości grupie Pink Freud pomysłów na łatwo wpadające w ucho tematy, zaś rockmani mogą przy tej muzyce naładować swe wyczerpane akumulatory.
A jazzmani? Ci ortodoksyjni powiedzą, że to już nie jest jazz, choć racji nie mają. Pozostali powinni zarazić się od gdańskiej grupy odwagą w łamaniu schematów. Bo Pink Freud pod wodzą basisty Wojtka Mazolewskiego wyskoczył z ram jazzu i rzucił się w wir punkowego tańca pogo.
Koncert Pink Freud odbędzie się we wtorek, 29 maja, w warszawskim klubie
Tytułowy utwór „Horse & Power" to połączenie freejazzowego żywiołu dęciaków, funkowych pomruków basu, wściekłego rytmu perkusji Rafała Klimczuka, wrzasków Mazolewskiego i Milwiwa-Barona.
85 sekund czystej energii wstrząśnie ścianami i umysłami, wedrze się do serc, obudzi z muzycznej drzemki spowodowanej nijakością.
Pink Freud nie da się lubić. Pink Freud kocha się lub nienawidzi. Już pierwsze albumy zespołu: „Zawijasy" (2001 r.) i „Sorry Music Polska" spolaryzowały krytykę. Płynąc nowym nurtem yassu kompania Wojtka Mazolewskiego grała na nosach jazzowych muzealników. Stała się jedną z najpopularniejszych kapel zapraszanych do klubów i na festiwale. Improwizując prosto i żywiołowo nieustannie powiększa rzeszę fanów.
Album „Monster of Jazz" sprzed dwóch lat dorównał popularnością popowym tytułom. Przerwę Wojciech Mazolewski wykorzystał na koncerty i nagrania swego „klasycznego", jazzowego kwintetu. Teraz zaskoczył muzyką jeszcze bardziej dynamiczną, efektowną i totalnie bezkompromisową.
Pink Freud nie odcina się od klasyki jazzu, ale wybiera z niej dźwięki, które niosły nowe pomysły już 50 lat temu. Przykładem „Flying Dolphy" dedykowany saksofoniście Erikowi
Dolphy'emu z popisowymi partiami trąbki i saksofonu. Grupa daje chwile melodyjnych rozkoszy w utworze „G-Spot", który rozpędza się w finale do porywającego unisona instrumentów dętych.
Ta muzyka galopuje jak stado dzikich koni, ale chwilami zwalnia tempo, by rozpłynąć się w dobrotliwym uśmiechu. – Bawcie się z nami, jazz jest fajny – zdaje się mówić Wojtek Mazolewski. Album „Horse & Power" to zapas adrenaliny, który wystarczy na długie miesiące.