Drużynę hartowały problemy: nieudana zmiana pokoleniowa, wstydliwa porażka w rozgrywanych wiosną kwalifikacjach kolejnego mundialu czy ultimatum Ponitki, który oznajmił, że nigdy nie zagra w jednej drużynie z bratem. Wydawało się, że wysyłamy na EuroBasket zespół rozbity, po ósmej drużynie świata z 2019 roku zostały zgliszcza.

Droga pełna przeszkód doprowadziła do meczu monumentu: ćwierćfinałowego zwycięstwa nad broniącymi tytułu Słoweńcami. To spotkanie tak wydrenowało Polaków, że dwa dni później starcie z Francuzami było już widowiskiem jednostronnym. Został nam mecz o brąz z gospodarzami imprezy.

Czytaj więcej

EuroBasket. Polacy przegrali po walce

Niemcy, choć grali u siebie i mieli w składzie trzech zawodników z NBA, nie wyglądali na drużynę z innej galaktyki. Polakom brakowało jednak skuteczności: nie trafiali „trójek”, pudłowali z rzutów wolnych. Gospodarze prowadzili nawet 14 punktami, ale mecz w Berlinie potwierdził, że doczekaliśmy się drużyny niezłomnej, która nigdy nie składa broni.

Czytaj więcej

EuroBasket. Polacy przegrali po walce

Słabszy dzień przeżywał doskonały w poprzednich meczach Ponitka, więc ciężar gry wzięli na siebie inni: Michał Sokołowski czy Jakub Garbacz. Nasi koszykarze odrobili straty, ale decydujące fragmenty ostatniej kwarty należały już do rywali. Przegraliśmy 69:82.

Koszykarska dojrzałość

Polacy nie zdobyli medalu, ale znów zaistnieli w świadomości kibica. Kiedy szykowali się do półfinału, wyrazy wsparcia w mediach społecznościowych wysyłali im Robert Lewandowski i Bartosz Kurek. Okazji do zebrania punktów w blasku sukcesu nie zmarnowali politycy, minister sportu Kamil Bortniczuk osobiście ogłosił w Berlinie, że będziemy jednym z gospodarzy kolejnego EuroBasketu.

Koszykarze wygrali walkę o uwagę, a jedną z największych gwiazd turnieju został Ponitka.

Kapitan był wielki już w meczu otwarcia z Czechami, kiedy rzucił 26 punktów i miał dziewięć asyst. Taki początek pozwalał myśleć o awansie do kolejnej fazy, chociaż Polacy nie byli wśród faworytów.

Siłę reprezentacji ocenia się zazwyczaj po tym, jak wielu zawodników gra w NBA albo Eurolidze, a Polacy nie mieli nikogo, kto występowałby w tych rozgrywkach. Bogaci w gwiazdy byli za to rywale, naszym koszykarzom czoła stawiali Tomas Satoransky, Deni Avdija, Nikola Jokić czy Luka Doncić.

Polacy wznosili się jednak na wyżyny swoich możliwości, a może czasami nawet przekraczali samych siebie. Wielka w tym zasługa Ponitki, o którym już przed startem EuroBasketu trener Igor Milicić mówił, że dzięki kapitanowi reszta zawodników staje się lepsza.

Aleksander Balcerowski po zwycięstwie nad Słowenią opowiadał wzruszony, że bez Ponitki nie grałby tak dobrze. Od dawna był uważany za wielki talent z szansami na kontrakt w NBA, ale nie potrafił tego pokazać na parkiecie i tracił pewność siebie. To Ponitka miał go przekonać, że może być inaczej, a jeśli coś nie wychodzi, to trzeba zacisnąć zęby i pracować jeszcze ciężej.

Tak od lat postępuje najlepszy polski koszykarz i to zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dziś. Mówi się o zainteresowaniu najlepszych europejskich klubów, a nawet o tym, że jest już gotowy na występy w lidze NBA.

– Ponitka już wcześniej dużo rzeczy umiał, ale poprawił się w szczegółach: gra z piłką i gra bez piłki, rzuty z dystansu. Zawsze był dobrym obrońcą, teraz jest jeszcze lepszym, walczy o zbiórki. To są przesłanki, żeby sądzić, że on do NBA się nadaje – mówi „Rz” trener Mirosław Noculak.

Marzenie o NBA

Doświadczony szkoleniowiec widzi u Ponitki więcej atutów. – Najlepiej z Polaków rozwiązuje akcje dwójkowe z Balcerowskim, a we współczesnej koszykówce takich zagrań jest bardzo dużo. Ma jeszcze problemy z prowadzeniem piłki, gdy jest mocno naciskany. Wtedy musi grać tyłem do kosza, ale kiedy już się znajdzie na ósmym metrze, to świetnie wykorzystuje zasłony. Decyzyjność, czytanie gry to jest koszykarska dojrzałość – podkreśla.

Ponitka zawsze był tytanem pracy, który chce do perfekcji doszlifować każdy szczegół. Mówiło się, że słabo rzuca za 3 punkty, więc teraz nie drży mu ręka, nawet jeśli rywal jest blisko. Rzadko przytrafiają mu się kontuzje, bo dba o regenerację, a kiedyś w rozmowie z Polsatem Sport twierdził, że nawet drzemki w ciągu dnia ma starannie wyliczone.

Dba o dietę, skoro już kiedy grał w Stelmecie Zielona Góra, dyskutował z trenerem o tym, czy warto włączyć do posiłków masło.

Chociaż ma 29 lat, to wcale nie jest dla niego za późno na kontrakt w najlepszej lidze świata. Kluby zza oceanu coraz bardziej otwierają się na koszykarzy z Europy i draft przestał być jedyną drogą dostania się do NBA. Kapitan kadry próbował i tej ścieżki – występował nawet w Lidze Letniej w barwach Denver Nuggets, gdzie zrobił dobre wrażenie, lecz kontraktu nie dostał. Może dlatego, że rzucał mało punktów, ale takie były wskazówki trenerów.

Już jako junior miał opinię wielkiego talentu: brał udział w prestiżowym meczu Nike Hoops Summit, był wicemistrzem świata U-17.

Ostatnie miesiące nie były dla niego łatwe. Przed EuroBasketem nie podpisał umowy z żadnym klubem z Euroligi – wylądował ostatecznie we włoskim Pallacanestro Reggiana z trzymiesięczną umową – a na jaw wyszły jego sprawy rodzinne, czyli konflikt z rodzicami i bratem Marcelem.

Być może to napędziło go do jeszcze cięższej pracy, skoro po meczu ze Słowenią Ponitka powiedział, że hejt go nakręca. Złe emocje przekuł w sukces swój i reprezentacji, a już niedługo może zmienić klub na lepszy. Wszystko jeszcze przed nim.