Ksiądz ekshibicjonista na przystanku. Historia Jerzego M.

W końcu lat 70. ubiegłego wieku do Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej pod Krakowem dotarły informacje na temat kapłana, który niedaleko jednej z miejscowych szkół podstawowych obnażał się przed uczennicami.

Publikacja: 07.03.2023 09:00

Ksiądz ekshibicjonista na przystanku. Historia Jerzego M.

Foto: stock.adobe.com

W notatce urzędowej z 2 stycznia 1978 r. plutonowy T. Ślusarczyk referował przełożonym, że jego źródłem w tej sprawie jest OI, czyli Osoba Informująca. W tym czasie była to kategoria oznaczająca nieformalne kontakty z Milicją Obywatelską. To właśnie od takiej osoby (prawdopodobnie kobiety) Ślusarczyk otrzymał poufną informację, iż pod jedną z miejscowych szkół podstawowych grasuje samotny mężczyzna, który obnaża się przed uczennicami klasy 8. Dziewczynki zapamiętały numer rejestracyjny jego auta, a milicja szybko ustaliła właściciela. Okazał się nim ks. Jerzy M. (anonimizujemy jego nazwisko ze względu na żyjących krewnych).

Notatka jednak nie prowadziła do niczego konkretnego, żadnego śledztwa w sprawie też wówczas nie było. Dlaczego? Wyjaśniał to w jednym z zachowanych dokumentów funkcjonariusz milicji, który zauważał, iż „dalsze czynności nie potwierdziły z całą stanowczością, że osobą tą był w/w. W związku z powyższym odstąpiono od wszczęcia postępowania [wobec ks. Jerzego M.]”. W dokumentach z Archiwum IPN nie ma też informacji o tym, by o domniemaniu popełnienia przestępstwa wiedziała krakowska kuria i kardynał Karol Wojtyła.

Czytaj więcej

Wojtyła do księdza-pedofila: Każde przestępstwo winno być ukarane

Z kolei w zachowanej w IPN teczce Sprawy Operacyjnego Rozpracowania ks. Jerzego M. zachowały się szczątkowe informacje, które mogły doprowadzić do takiego śledztwa już kilka lat wcześniej. Księdza podejrzewano bowiem wówczas o odurzanie narkotykami nieletniej dziewczyny w Andrychowie, gdzie pracował on w l. 70. ubiegłego wieku. Prowadzone postępowanie nie doprowadziło jednak do postawienia księdzu zarzutów, bo – jak czytamy w jednym zachowanych dokumentów – „zebrane dotychczas informacje nie stanowią podstawy do wszczęcia dochodzenia”.

Warto przy tym dodać, że o sprawie informowano na bieżąco ówczesne szefostwo Samodzielnej Grupy „D” w Departamencie IV w Warszawie. Grupa „D” od roku 1973 zajmowała się działaniami dezintegracyjnymi wymierzonymi w Kościół katolicki oraz w środowiska opozycyjne.

Wszczęcie dochodzenia

Wiosną 1981 r. księdzem Jerzym M. zaczął się interesować Wydział IV KWMO w Krakowie. W obszernej notatce na temat kapłana czytamy m.in., że w l. 1963-1969 studiował w krakowskim Wyższym Seminarium Duchownym. Po wyświęceniu 30 marca 1969 r. przez kard. Wojtyłę, ks. M. pracował w kilku parafiach, m.in. Skawinie, Byczynie, Andrychowie i Krakowie. Samo zaś zainteresowanie Wydziału IV Służby Bezpieczeństwa księdzem M. związane było w tamtym czasie z kolejnymi skargami i podejrzeniami popełnienia przestępstw wobec nieletnich.

Na przełomie 1980 i 1981 r. – według zeznań dwóch nieletnich dziewczynek – ks. Jerzy M. zaproponował im podwiezienie do szkoły swoim samochodem. Wówczas, podczas jazdy, co najmniej dwa razy kapłan obnażył się przed nimi. O sprawie jedna z uczennic opowiedziała matce. Ta powiadomiła dyrektorkę szkoły, która z kolei zadzwoniła na milicję.

Czytaj więcej

IPN zajmie się pedofilią w Kościele. Zespół historyków ma zbadać archiwa m.in. pod kątem działań SB

7 kwietnia 1981 r. po analizie materiałów rozpoczęto wstępne dochodzenie. Na razie w formie tzw. rozpytań nieletnich, które miały miejsce na terenie podkrakowskiej szkoły, często w obecności krewnych poszkodowanych dzieci. W trakcie tych działań okazało się, że ofiar księdza ekshibicjonisty jest więcej a scenariusz działań sprawcy zawsze był taki sam. Podjeżdżał samochodem pod przystanek, na którym czekały dzieci. Zabierał stamtąd chętnych. W czasie drogi okazywało się – jak opisywała to milicjantowi jedna z dziewczynek – że „kierowca dziwnie na nią patrzy, zauważyła też, że kierował swój wzrok na swoje nogi. Gdy spojrzała na niego, stwierdziła, że rozporek u jego spodni jest rozpięty i szeroko rozsunięty i że ma wyjęte na wierzch genitalia”.

Większość dzieci nie rozumiała zachowania kierowcy. Ofiary nie wiedziały też, że sprawca jest księdzem. Bały się jednak mówić o tych zdarzeniach dorosłym. Przyczyną był wstyd. Stąd też informacje na temat ekshibicjonisty dotarły do organów ścigania prawie pół roku po pierwszej zapamiętanej przez ofiary podwózce. Już we wstępnej fazie dochodzenia ustalono personalia czwórki poszkodowanych dzieci w wieku od 11 do 14 lat. Były to trzy dziewczynki i jeden chłopiec. Wskazano też sprawcę.

Śledztwo nabiera tempa

Był nim ks. Jerzy M., który pracował w tym czasie w jednej z krakowskich parafii. Jego przełożonym był ks. kard. Franciszek Macharski. W dokumentach IPN nie zachowały się żadne materiały, które wskazywałyby na to, że krakowska kuria wiedziała o toczącym się postępowaniu. Jednak z informacji zawartych w oficjalnie wydawanych przez archidiecezję „Notificationes e Curia Metropolitana Cracoviensi” wynika, iż przełożeni księdza zwolnili go z obowiązków kapłańskich po otrzymaniu informacji o śledztwie. Milicja wszczęła je oficjalnie 27 kwietnia 1981 r. Przesłuchania świadków ruszyły 12 maja 1981 r.

Pewne jest to, że przesłuchiwani w sprawie ks. M. świadkowie poszerzyli dotychczasową, często szczątkową, wiedzę milicjantów. Mówili o modus operandi sprawcy, które było z jednej strony potwierdzeniem bezkarności podejrzewanego księdza, a z drugiej - realizowanego przez niego scenariusza postępowania wobec nieletnich ofiar. Przypominało polowanie. Oto życzliwy młody, wyglądający na 30-latka kierowca w ciemnych okularach, zatrzymuje się sam koło przystanku i z uśmiechem proponuje podwózkę przemarzniętym i zmęczonym dzieciom. Jak się okazuje nikt (przynajmniej za pierwszym razem) księdzu ekshibicjoniście nie odmówił.

W toczącym się śledztwie – poza przesłuchaniami poszkodowanych – zadbano też o obecność w czasie przesłuchań biegłych, którzy mieli ocenić wiarygodność nieletnich ofiar. Żadne zeznanie nie zostało podważone. Każdy z poszkodowanych rozpoznawał też na okazywanych zdjęciach potencjalnego sprawcę, dodając, iż gdyby zobaczył go na żywo, także potrafiłby go wskazać.

Podejrzany

20 maja 1981 r. ks. Jerzemu M. przedstawiono prokuratorskie zarzuty. Dotyczyły 7 ofiar, pięciu dziewczynek i dwojga chłopców w wieku od 9 do 14 lat.

Czytaj więcej

Wiedział Wojtyła, wiedziała SB. Ksiądz-pedofil latami krzywdził chłopców

Podczas przesłuchania ks. M. przyznał się do przedstawionych mu zarzutów.

„Zdaję sobie sprawę z tego – wyjaśniał – że mój popęd płciowy jest niewłaściwie ukierunkowany i że mam <odchyły od normy>. Zjawisko takie zaobserwowałem u siebie od ponad roku czasu. Stwierdziłem wówczas, że odczuwam potrzebę obnażania się i odczuwam wtedy satysfakcję erotyczną. Nad popędem tym chciałem zapanować. Nie rozmawiałem jednak na ten temat z nikim ani nie leczyłem się. Jeżeli odczuwałem pragnienie obnażania się, to wielokrotnie siłą woli starałem się zrezygnować z tego i udawało mi się to. Były jednak przypadki, że realizowałem swój zamiar i obnażałem się. Zdaje sobie sprawę z tego, że wyraźną przyjemność sprawiało mi obnażanie się w obecności dzieci”.

Ksiądz M. dosyć obszernie opisał popełnione przez siebie przestępstwa. Stwierdził też, że nie zauważył, by dzieci, których wcześniej nie znał, były zszokowane jego zachowaniem lub rezygnowały z podróży. Po powrocie do swojej krakowskiej parafii jako katecheta, także odczuwał przemożną potrzebę obnażania się przed uczniami. Jednak zawsze – jak sam zaznaczył podczas przesłuchania w prokuraturze - w porę się opanowywał.

„Mimo, że – kontynuował wyjaśnienia przed prokuratorem ks. Jerzy M. – zdawałem sobie sprawę z tego, że zachowuję się niewłaściwie, a konkretnie mam niewłaściwe skłonności, nie myślałem o wystąpieniu ze stanu duchownego. Wydawało mi się, że poprzez pracę nad sobą będę w stanie zapanować nad swymi odruchami. Nie myślałem nigdy o tym, aby skorzystać z pomocy psychologa, psychiatry czy seksuologa. Myślałem, że uda mi się samemu <wyleczyć z tego>. Obecnie mam zamiar porozmawiać z moimi przełożonymi na ten temat, gdyż zdaję sobie sprawę z tego, że powinienem zrezygnować między innymi z zajęć katechetycznych z dziećmi”.

Czytaj więcej

Ks. Isakowicz-Zaleski: Karol Wojtyła wiedział o wielu przypadkach pedofilii

Z zachowanych dokumentów nie wynika, czy taka rozmowa się odbyła.

„Na konkretne pytanie odpowiadam – dodawał na koniec protokołu przesłuchania ks. M. – że płeć dzieci była mi obojętna. Wystarczał mi fakt, że są to małe dzieci”.

Przed procesem i po wyroku

Po przesłuchaniu księdza M. skierowano na badania psychiatryczne. Nie został jednak zatrzymany. Zablokowano mu tylko urzędowo paszport. Nie wiadomo też, co od 20 maja 1981 r. (pierwsze przesłuchanie księdza M. w charakterze podejrzanego) do końca lipca 1981 r., kiedy zaczął się proces, z podejrzanym kapłanem się działo. Jego teczka osobowa jest w Archiwum Kurii Archidiecezjalnej w Krakowie, ale wedle prawa będzie dostępna w 2045 r. Na fakt, że jego przełożeni o wszystkim wiedzieli, wskazuje też dodatkowo i to, że w sądzie reprezentował księdza ekshibicjonistę mec. Andrzej Rozmarynowicz, krakowski adwokat, współpracujący od lat z miejscową kurią.

Rozprawa prowadzona z wyłączeniem jawności zajęła sądowi jeden dzień. Zapadł wyrok: 1 rok pozbawienia wolności z 4-letnim okresem próbnym. Według naszych informacji ks. M. nigdy za kraty nie trafił. Nie składał też apelacji od tego wyroku. Na pewien czas został odsunięty od obowiązków duszpasterskich – zamieszkiwał na terenie parafii w okolicach Krakowa, ale bez konkretnych zadań. Potem w kilku parafiach był wikariuszem. Zmarł w połowie lat 90., w jednej z niewielkich parafii archidiecezji krakowskiej, gdzie ostatecznie został proboszczem. Do dziś wśród parafian żywa jest jego legenda kapłana i budowniczego miejscowego kościoła, bez reszty oddanego swojej owczarni.

Podczas pisania tekstu korzystaliśmy z materiałów ze śledztwa przeciwko ks. Jerzemu M. oraz teczki ze Sprawy Operacyjnego Rozpracowania, zachowanych w Archiwum IPN i wybranych numerów „Notificationes e Curia Metropolitana Cracoviensi”.

W notatce urzędowej z 2 stycznia 1978 r. plutonowy T. Ślusarczyk referował przełożonym, że jego źródłem w tej sprawie jest OI, czyli Osoba Informująca. W tym czasie była to kategoria oznaczająca nieformalne kontakty z Milicją Obywatelską. To właśnie od takiej osoby (prawdopodobnie kobiety) Ślusarczyk otrzymał poufną informację, iż pod jedną z miejscowych szkół podstawowych grasuje samotny mężczyzna, który obnaża się przed uczennicami klasy 8. Dziewczynki zapamiętały numer rejestracyjny jego auta, a milicja szybko ustaliła właściciela. Okazał się nim ks. Jerzy M. (anonimizujemy jego nazwisko ze względu na żyjących krewnych).

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Kościół
Tomasz Krzyżak: Watykan nie musi się spieszyć z wyznaczeniem następcy abp. Marka Jędraszewskiego
Kościół
Abp Marek Jędraszewski złożył rezygnację. Kuria: Zgodnie z prawem
Kościół
Biskupi wybrali nowego sekretarza generalnego
Kościół
Kardynał Nycz o usuwaniu krzyży z urzędów. „Są o wiele poważniejsze problemy”
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Kościół
Ofiary pedofilii w Kościele mówią „dość”. Żądają zawieszenia szefa polskiego Episkopatu
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą