W wielu parafiach wierni odkrywają, że księża też potrafią korzystać z nowych technologii. Dzięki temu nawet kolędę można zamówić przez portale społecznościowe czy wysyłając esemesa.

Ks. Paweł Gwiazda jest proboszczem Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Na jej terenie znajduje się jedno z najszybciej rozwijających się stołecznych osiedli – Miasteczko Wilanów.

– O planowanej wizycie duszpasterskiej informujemy, zostawiając kartki w skrzynkach pocztowych, i czekamy na informację zwrotną e-mailem bądź esemesem – opowiada.
Dodaje, że jego parafia cały czas się rozrasta. – Nikt nie wie, ile osób tu mieszka. Ostatnio pytał mnie o to sam burmistrz – mówi ks. Gwiazda.

W jego parafii wizyta duszpasterska trwa cały rok.
– Cały czas wprowadzają się nowi mieszkańcy i chcą, by pobłogosławić im mieszkanie, by razem się pomodlić – opowiada ks. Gwiazda.

Teren jest tak duży, że jeszcze nie zdarzyło mu się wrócić ponownie do tej samej rodziny. – Chyba że specjalnie nas zaproszą, my dopasujemy się do potrzeb naszych parafian – mówi proboszcz Świątyni Opatrzności.

Także e-mailem mogą zamawiać kolędę wierni z salezjańskiej parafii Świętej Rodziny w Pile. Salezjanie utworzyli nawet specjalny adres do tego celu. Jednak to nie wszystko. Parafia ma też swoje konto na Twitterze, gdzie na bieżąco informuje o tym, co się w niej dzieje.

Przez Twittera wierni mogą także umawiać się na kolędę. – Nie każdy może przyjąć księdza w wyznaczonym przez nas terminie, dlatego wyszliśmy naprzeciw tym ludziom i pozwoliliśmy, by sami wyznaczyli datę – tłumaczy ks. Zbigniew Hul. Z tej możliwości skorzystało ok. 200 rodzin.

Prof. Maria Libiszowska-Żółtkowska, socjolog religii z Uniwersytetu Warszawskiego, zauważa, że księża znają swoich wiernych, orientują się, czy korzystają z nowych technologii czy też nie. I próbują nawiązać kontakt z młodymi. – Podczas kolędy drzwi otwierają zwykle starsi ludzie, bo młodych nie ma albo nie chcą się tłumaczyć, z kim mieszkają. Ale w jakiś sposób trzeba nawiązać z nimi kontakt – mówi socjolog.

Socjolog zwraca uwagę jeszcze na jedną rzecz. – Gdyby wszystko było w Internecie, wierni mogliby poczuć się zwolnieni z niedzielnej mszy świętej i wysłuchania tego, co ma im do powiedzenia ksiądz z ambony, a przecież nie o to chodzi – uważa Maria Libiszowska-Żółtkowska.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Jej zdaniem może mieć to związek z tym, że większość parafii stawia na tradycyjny kontakt z wiernymi.
– Przed kolędą ministranci idą się dowiedzieć, czy dana rodzina nas przyjmie, czy też nie – opowiada ks. Antoni Skałba, proboszcz olsztyńskiej parafii Matki Bożej Saletyńskiej.

Przyznaje, że parafia ma swoją stronę internetową i adres e-mailowy. – Ale żaden z księży nie czyta e-maili – wyznaje ks. Skałba. – Nie czuliśmy takiej potrzeby. Podczas kolędy duchowni będą pytać wiernych, czy chcą kontaktować się z nimi przez Internet. – Wyciągniemy wnioski ze spotkań z wiernymi – zapewnia.

Także w parafii św. Klemensa Dworzaka we Wrocławiu ministranci chodzą przed kolędą po domach. I na razie nie będzie się to zmieniać.
– Trudno umawiać się z wiernymi przez np. Facebooka, skoro na tym portalu wielu ludzi ukrywa swoją tożsamość – tłumaczy proboszcz ks. Jacek Siepsiak.