Armenia - Azerbejdżan: Jeden krok do nowej wojny

Przywódca Azerbejdżanu sugeruje, że siłą może przywrócić kontrolę w separatystycznej ormiańskiej enklawie.

Publikacja: 30.05.2023 03:00

Ilham Alijew

Ilham Alijew

Foto: AFP

Prezydent Ilham Alijew odwiedził w niedzielę graniczący z Armenią rejon laczyński, odzyskany przez azerbejdżańską armię po wygranej jesienią 2020 roku wojnie z Armenią. To przez niego prowadzi jedyna droga z Górskiego Karabachu do wspierającej od lat separatystów Armenii.

Droga została zablokowana jeszcze w grudniu przez Azerbejdżan, a niedawno azerbejdżańska armia postawiła na drodze punkt kontrolny i sprawdza wszystkich podróżnych. W Armenii od miesięcy mówią o blokadzie i narażeniu mieszkających tam Ormian (ponad 100 tys. ludzi) na katastrofę humanitarną, ale w Baku temu zaprzeczają i przekonują, że chodzi wyłącznie o przywrócenie integralności terytorialnej Azerbejdżanu, bo w świetle prawa międzynarodowego Górski Karabach jest częścią tego kraju.

– Wszyscy dobrze wiedzą, że dzisiaj mamy wszystkie możliwości, by przeprowadzić dowolną operację w tym regionie (chodzi o Górski Karabach – red.). Dlatego „parlament” powinien zostać rozwiązany, a osoba, która nazywa siebie „prezydentem”, powinna się poddać. Wszyscy „ministrowie”, „deputowani” i inni powinni ustąpić ze swoich stanowisk. Tylko wtedy mogą zostać potraktowani ulgowo i liczyć na jakąkolwiek amnestię – oznajmił Alijew podczas rozmowy z mieszkańcami odzyskanego regionu, który przez niemal trzy dekady należał do ormiańskich separatystów.

Czytaj więcej

Zachód godzi Kaukaz

W ostatnich latach Alijew udowodnił już, że jest w stanie użyć środków militarnych, by odzyskać utracone na początku lat 90. terytorium. Wysłanie wojsk do Stepanakertu nie będzie jednak proste, gdyż znajduje się tam w ramach misji pokojowej około 2 tys. rosyjskich żołnierzy, stacjonujących na mocy kończącego wojnę w 2020 roku porozumienia (podpisanego przez przywódców Azerbejdżanu, Rosji i Armenii).

– Formalnie Azerbejdżan nie jest w stanie ich stamtąd wyprosić, ponieważ zgodnie z porozumiem ich misja ma trwać pięć lat. Ale nie można wykluczyć, że w razie wkroczenia azerbejdżańskich sił Rosjanie mogą zachować neutralność – mówi „Rzeczpospolitej” Wojciech Wojtasiewicz, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ds. Kaukazu Południowego. Jak twierdzi, w razie rozpoczęcia takiej operacji militarnej przez Baku Zachód nie byłby w stanie ukarać za to władz Azerbejdżanu. – Unii Europejskiej, która zrezygnowała z surowców naturalnych Rosji, nie strać na rezygnację z tychże surowców z Azerbejdżanu – mówi ekspert. – Jego władze na razie straszą i próbują wywierać presję na Erywań. Zwłaszcza w kontekście trwających ormiańsko-azerbejdżańskich rozmów, które odbywały się już w Waszyngtonie, Brukseli, Moskwie, a za chwilę odbędą się w Kiszyniowie. Uważam więc, że są takie same szanse na rozwiązanie tego konfliktu zarówno na drodze pokojowej, jak i na drodze siłowej – dodaje.

Celem trwających obecnie przy pośrednictwie Moskwy i Zachodu negocjacji ormiańsko-azerbejdzańskich ma być podpisanie historycznego porozumienia, które zakończyłoby wieloletnią konfrontację. Ostatnio premier Armenii Nikol Paszynian kilkakrotnie deklarował, że jego kraj uznaje Górski Karabach za część Azerbejdżanu, ale nawoływał do bezpośredniego dialogu pomiędzy Baku a mieszkającymi w Stepanakercie Ormianami. Baku z kolei domaga się otwarcia połączenia poprzez południe Armenii do Nachiczewanu (cześć Azerbejdżanu). W ten sposób Alijew otrzymałby połączenie lądowe ze swoim najważniejszym gospodarczym i militarnym sojusznikiem – Turcją.

Prezydent Ilham Alijew odwiedził w niedzielę graniczący z Armenią rejon laczyński, odzyskany przez azerbejdżańską armię po wygranej jesienią 2020 roku wojnie z Armenią. To przez niego prowadzi jedyna droga z Górskiego Karabachu do wspierającej od lat separatystów Armenii.

Droga została zablokowana jeszcze w grudniu przez Azerbejdżan, a niedawno azerbejdżańska armia postawiła na drodze punkt kontrolny i sprawdza wszystkich podróżnych. W Armenii od miesięcy mówią o blokadzie i narażeniu mieszkających tam Ormian (ponad 100 tys. ludzi) na katastrofę humanitarną, ale w Baku temu zaprzeczają i przekonują, że chodzi wyłącznie o przywrócenie integralności terytorialnej Azerbejdżanu, bo w świetle prawa międzynarodowego Górski Karabach jest częścią tego kraju.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Rosyjska ofensywa ostatecznie utknęła. Eksperci jednak nie chcą uwierzyć, że to już jej koniec
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 815
Konflikty zbrojne
Jak duże jest rosyjskie zagrożenie? Niemieccy politycy przestrzegają, obywatele się nie boją
Konflikty zbrojne
Ukraina upamiętnia ofiary ludobójstwa na Tatarach krymskich
Konflikty zbrojne
Rosjanie po raz pierwszy skutecznie uderzyli w Starlinki. Ukraińska brygada "oślepiona"