Jak argumentuje "Polska", gdyby teczki Kaczyńskiego były dostępne w Internecie, już w kilka godzin po sobotniej konferencji Palikota każdy internauta mógłby ustalić, że sugestie lubelskiego skandalisty są manipulacją.
Rozumiem i szanuję emocjonalną reakcję na to, jak Palikot sypie lepkimi insynuacjami. Nie sprzeciwiam się jawności akt. Niech będą dostępne w sieci. Ale przestrzegam przed złudzeniem, że to wszystko załatwi. IPN powstał właśnie dlatego, aby stworzyć przydatną dla wszystkich metodologię badania materiałów Służby Bezpieczeństwa. Aby zatrudnieni w instytucie historycy potrafili rozpoznać niuanse i konteksty, jakich laik nie dostrzeże lub które może zrozumieć opacznie.