Są w nim passusy miło brzmiące dla polskiego ucha, np. wyrazy wdzięczności za opiekę nad rosyjskimi cmentarzami wojskowymi, na których spoczywa ponad 600 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległych w naszym kraju. Jednocześnie pada też stwierdzenie, że pakt Ribbentrop-Mołotow jest co prawda godny potępienia, ale to polityka Wielkiej Brytanii i Francji doprowadziła do tego, że ZSRR nie mógł odrzucić propozycji Niemiec.
Utytułowany autor nie wspomina, że traktat Ribbentrop-Mołotow zawierał tajny zbójecki protokół gwarantujący zabór połowy Polski, państw bałtyckich, Finlandii i sporej części Rumunii. Tych łupów Kreml do czasu upadku komunizmu się nie wyrzekł. Premier Rosji gra na różnych fortepianach rewizjonizmu. Oto jakby w charakterze ukłonu dla nowej mody historycznej w Niemczech zadaje pytanie, czy pragenezą II wojny nie były "ładunki z opóźnionym zapłonem, jakie stworzył traktat wersalski". A to już powrót do jeszcze innej – wcześniejszej niż stalinowska – tradycji sowieckiej propagandy: tezy o zbójeckim Wersalu, który niesprawiedliwie obdarł Niemcy z Poznańskiego, korytarza gdańskiego i Górnego Śląska.