Na pewno „Merkelgate", malownicze samookaleczenie popełnione tuż przed metą. W powszechnym mniemaniu wpisuje się to obraz „Kaczora", który w końcu nie wytrzyma i pokaże swoją prawdziwą twarz. Zostawmy na boku, czy Kaczyński naprawdę taki jest czy nie. To bardziej kwestia wiary niż możliwości rzetelnego zweryfikowania. Tej bowiem jesteśmy pozbawieni w sytuacji, gdy na wpadkę Kaczyńskiego czyhała większość mediów. Wpadki Kaczyńskiego (a także – co ciekawe – Grzegorza Napieralskiego) były eksponowane. Donaldowi Tuskowi więcej uchodziło. Podobnie Januszowi Palikotowi, na którego grzechy mainstreamowe media patrzyły przez palce.