Lis nie zostanie prezydentem, bo nie panuje nad sobą. Ma coś w rodzaju ticku nerwowego. Gdy się wkurzy na kogoś, to od razu musi go zbluzgać. Gdyby nad tym panował, bluzgał w zaciszu i w stosownym momencie, może miałby szansę uszczęśliwić nas swymi światłymi rządami. A tak pójdzie drogą Andrzeja Leppera. Huknie czasem coś ostrego, będzie szum, znajdzie garść wielbicieli. Jednak gaf będzie tyle, że reszta będzie wstydziła przyznać się do ich autora. Bo naród chce jednak choć odrobinę Wersalu, a Lis nie jest mu w stanie tego dać.