Nie jest dobre dla Polski, jeśli ambasador obcego państwa, nawet wielkiego mocarstwa, naszego przyjaciela, Stanów Zjednoczonych, dyscyplinuje polskiego marszałka Sejmu – stwierdził w wywiadzie dla Polsat News prezydent Karol Nawrocki. I była to chyba najostrzejsza wypowiedź pochodząca z ust obozu prezydencko-pisowskiego w tej sprawie. Wcześniej panowała w nim jednomyślność, że w sporze amerykańskiego ambasadora z marszałkiem Sejmu RP trzeba, stanąć przeciwko nielubianemu przez siebie marszałkowi.
Czytaj więcej
Gest ambasadora USA Toma Rose’a wielu – i słusznie – uznało za ingerencję w polską politykę i suwerenność. Jednak taktyka Włodzimierza Czarzastego...
Sondaż IBRiS: 61 proc. Polaków chce bardziej asertywnej postawy Polski wobec USA
Ale do obozu prawicowego dotarło, że Polacy wcale nie są zadowoleni z takiego stawiania sprawy. Dowodzi tego dobitnie sondaż IBRiS przeprowadzony na zlecenie „Rzeczpospolitej” odnośnie do sytuacji w jakiej znalazły się nasze relacje po wpisach ambasadora Thomasa Rose’a, a także jego późniejszym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Tak więc 53 proc. ankietowanych uważa, że zerwanie przez dyplomatę stosunków z marszałkiem Sejmu osłabia wizerunek Stanów Zjednoczonych jako wiarygodnego partnera (40,6 proc. jest przeciwnego zdania).
Z kolei 50,3 proc. uważa, że Czarzasty swoją wypowiedzią o tym, że Donald Trump nie zasłużył na Nagrodę Nobla nie obraził amerykańskiego przywódcy (przeciwnie uważa 38,1 proc.). Dlatego niemal 72 proc. ankietowanych chce, by ambasador Rose wyjaśnił, w jaki sposób słowa Czarzastego obrażają Trumpa. 61 proc. uważa, że Polska powinna być bardziej asertywna wobec USA. Jednocześnie 27 proc. badanych uważa, że Polska ma alternatywę wobec sojuszu z USA, zaś ponad 40 proc. uważa, że takiej alternatywy nie ma. Co trzeci ankietowany jednak w tej sprawie nie ma wyrobionego zdania.
Amerykanie próbują ugłaskać Europę, boją się utraty sympatii Polski
Ale nie miejmy złudzeń, że wyrażone w badaniu stanowisko Polaków to wyłącznie reakcja na tę konkretną sytuację. To raczej odzwierciedlenie nastroju, tego, co wisi w powietrzu. W ciągu ostatnich 12 miesięcy stabilność Zachodu została zachwiana. Nacisk na Danię w sprawie „odstąpienia” Grenlandii zachwiał zaufaniem nawet dotąd jednoznacznie proamerykańskiego społeczeństwa. A równocześnie Polacy są realistami. Nie chcą zrywać relacji ze Stanami. Zarówno zwykli Polacy, jak i polityczne elity zdają sobie sprawę z tego, że jeśli to tylko możliwe, powinniśmy utrzymywać sojusz z Amerykanami, bez względu na to, kto jest prezydentem tego kraju. Zresztą po stronie amerykańskiej widać refleksję. Marco Rubio podczas wystąpienia na konferencji w Monachium mówił o relacjach Europy i USA zupełnie innym tonem i językiem, niż wiceprezydent J.D. Vance rok temu. W nieoficjalnych rozmowach amerykańscy dyplomaci też martwią się tym, że jednoznaczna proamerykańskość Polaków zaczyna być już przeszłością.
Wbrew temu, co chcą nam wmówić niektórzy politycy z prawej strony, to nie jest żadne wypychanie Ameryki z Polski na polecenie Berlina czy Brukseli. Dziś los wojny na Ukrainie w coraz większym stopniu zależy od Europejczyków, którzy nie tylko zwiększają pomoc finansową, ale biorą na swoje barki również zakupy wojskowe dla walczącego Kijowa. Polska i liczne kraje naszego kontynentu wydają miliardy na modernizację sił zbrojnych, by zwiększać możliwości odstraszania Rosji, tym bardziej przydatne, gdyby USA wahały się, czy przyjść nam z pomocą. Liczmy na sojuszniczą lojalność Amerykanów, ale przygotowujmy się na wariant, w którym będziemy musieli sobie radzić bez niej. Nie skłócajmy się ze Stanami, ale też znajmy swoją wartość.
Czytaj więcej
Kochamy Stany Zjednoczone, ale nie lubimy prezydenta Donalda Trumpa? Cenimy sobie suwerenność i obawiamy się o miejsce, które w amerykańskiej polit...