Marzeniem prezydenta Donalda Trumpa jest otrzymanie Pokojowej Nagrody Nobla. Ale nie wesprze go w tym marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty: 2 lutego poinformował, że nie podpisze się pod wnioskiem, który w tej sprawie złożyli przewodniczący Izby Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych Mike Johnson oraz przewodniczący Knesetu Państwa Izrael Amir Ochanna. – Bo na niego (Nobla – od red.) nie zasługuje – uzasadnił swoją decyzję.
Trzy dni później Tom Rose, ambasador USA w Polsce, poinformował, że Amerykanie nie będą utrzymywać kontaktów z Włodzimierzem Czarzastym. Powodem miały być „oburzające i niesprowokowane obelgi pod adresem Donalda Trumpa”, które urosły do rangi „poważnej przeszkody w doskonałych relacjach z premierem Donaldem Tuskiem i jego rządem”.
Jednak na tym ambasador Rose się nie zatrzymał. 6 lutego wieczorem wywołał kryzys w relacjach polsko-amerykańskich, odpowiadając z prywatnego konta na platformie społecznościowej X studentowi z Białegostoku: „Czy powinniśmy zabrać (z Polski – red.) naszych żołnierzy i sprzęt? – zapytał wprost dyplomata. Następnego dnia wpis usunął, ale zdążył on zrobić międzynarodową karierę. W rozmowie z Jędrzejem Bieleckim dla „Rzeczpospolitej” podtrzymał stanowisko wobec Włodzimierza Czarzastego. Powiedział też, że „amerykańskie wojska rzecz jasna tu pozostaną. Chyba że Polska, z jakichś nieprawdopodobnie głupich powodów, miałaby zdecydować, że już ich nie chce”.
Czytaj więcej
Dla Stanów Zjednoczonych bardzo trudno byłoby zaakceptować po wyborach parlamentarnych rząd z udziałem Grzegorza Brauna - ostrzega Thomas Rose, amb...
Zaś sam Rose „zjednoczył” polską scenę polityczną – koalicja rządowa, a także Razem i Konfederacja były zgodne: Polska jest suwerennym państwem, a dyplomata naruszył tę zasadę. Jednak PiS i prezydent Karol Nawrocki stanęli murem nie za marszałkiem Sejmu, a za ambasadorem Stanów Zjednoczonych. Komu intuicja podpowiadała lepiej? Na zlecenie „Rzeczpospolitej” IBRiS zapytał Polaków, jak oceniają polsko-amerykańskie relacje oraz zachowanie Czarzastego i Rose'a (badanie zrealizowane zostało w dniach 11-12 lutego metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów – CATI; próba: 1000 osób).
Wyborcy większości partii negatywnie oceniają deklarację ambasadora Rose'a
Jak zerwanie przez ambasadora USA w Warszawie stosunków z marszałkiem polskiego Sejmu wpływa na wiarygodność Ameryki jako sojusznika Polski? Zdaniem 53,5 proc. badanych raczej lub zdecydowanie ją osłabia. Według 14,6 proc. zapytanych o zdanie Polaków raczej lub zdecydowanie je wzmacnia. Zdania nie ma 31,9 proc. respondentów.
44 proc. biorących udział w badaniu wyborców PiS uważa, że decyzja Rose'a w sprawie Czarzastego osłabia wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako sojusznika Polski. 29 proc. badanych w tej grupie jest przeciwnego zdania (a nie ma go 26 proc.). 70 proc. ankietowanych, którzy 15 października 2023 r. oddali głos na KO, jest przekonanych, że zerwanie stosunków z marszałkiem Sejmu przez ambasadora USA nie służy obrazowi sojusznika zza oceanu w oczach Polaków.
W każdej z pozostałych grup wyborców jest podobnie, np. 44 proc. popierających Konfederację uczestników badania krytycznie ocenia komunikat Rose'a, 12 proc. zaś pozytywnie (zdania nie ma – najwięcej w porównaniu do elektoratów pozostałych partii – 43 proc.).
Czy Włodzimierz Czarzasty, mówiąc, że Donald Trump nie zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla, obraził prezydenta USA? Według większości badanych (50,3 proc.) zdecydowanie lub raczej nie. Inaczej uważa 38,1 proc. zapytanych o zdanie Polaków (nie ma go 11,6 proc.). Większość respondentów jest przekonana o tym, że ambasador Stanów Zjednoczonych powinien wyjaśnić, jakie słowa marszałka Sejmu obraziły jego zdaniem prezydenta Trumpa (71,8 proc. – to suma odpowiedzi „zdecydowanie tak” i „raczej tak”; inaczej uważa 15,2 proc. uczestników badania, a opinii nie ma 13 proc.).
Ambasador Tom Rose wziął udział w grze zaplanowanej przez Włodzimierza Czarzastego. PiS popełnił poważny błąd
Czy Polska powinna być bardziej asertywna (lub stanowcza) wobec USA? Takiej potrzeby nie widzi 21,4 proc. zapytanych o zdanie Polaków. Ale 61,5 proc. odpowiedziało twierdząco. Zdania nie ma 17,1 proc. uczestników badania.
Podzielili się wyborcy Karola Nawrockiego z pierwszej tury: 39 proc. badanych w tej grupie uważa, że Polska powinna być bardziej asertywna lub stanowcza w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i tyle samo niczego by w tym obszarze nie zmieniło (zdania nie ma 21 proc.). Ale więcej wyborców PiS (44 proc.) oczekuje zdecydowanego kursu wobec USA, niż opowiada się za obecnie przyjętym (33 proc.).
– Problem PiS jest szerszy: związani z partią politycy od dłuższego czasu nie potrafią niuansować stanowiska wobec prezydenta Stanów Zjednoczonych. Partia przyjęła hurraoptymistyczne założenie, że jego zwycięstwo wzmocni prawicę w Europie, w tym w Polsce, a nawet pomoże jej w odzyskaniu władzy. Podczas gdy praktyka drugiej kadencji Donalda Trumpa pokazuje, że mamy do czynienia – nie są to moje słowa, a amerykańskiego generała, który pozostaje anonimowy – z rozwydrzonym dzieckiem, które nie dostało zabawki, a jednocześnie jest najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Świat to widzi. I społeczeństwo polskie również. PiS wobec tego stał się zakładnikiem własnego entuzjazmu. To prawda, że zawsze był bliżej partii republikańskiej. Ale zabrakło decyzji, że należy zniuansować przekaz. Nie chodzi o zwrot przez rufę, ale przyjęcie bardziej umiarkowanego stanowiska. Nie robiąc tego, PiS popełnił poważny taktyczny błąd – wyjaśnia dr Maciej Onasz, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego. – Po drugiej stronie jest natomiast Włodzimierz Czarzasty, który rozpoznał emocje własnego elektoratu – wyborcy Nowej Lewicy są szczególnie krytyczni wobec Donalda Trumpa. W tym sensie działał cynicznie – bo taka jest polityka, a zarazem racjonalnie. Kiedy emocje opadną, powinien wysłać ambasadorowi Stanów Zjednoczonych bukiet kwiatów, dziękując, że tak ochoczo wziął udział w zaplanowanej przez niego grze.
Ale rozmówca „Rzeczpospolitej” podkreśla, że wnioski te są uprawnione na poziomie interesów partyjnych, podczas gdy z perspektywy państwa wygląda to inaczej. – Przed nami trzy lata kadencji Donalda Trumpa. Zgadzam się, stawianie granic jest zasadne, ponieważ nie jesteśmy kolonią, ale otwarte jest pytanie o styl, w którym zrobił to marszałek Sejmu. A inaczej: z bazą należy się zgodzić, ale nadbudowa była ryzykowna, a wręcz szkodliwa z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Czy Włodzimierz Czarzasty miał rację? Tak. Czy powinien wypowiadać się w ten sposób? Nie – konkluduje dr Onasz.
Polska powinna być bardziej asertywna lub stanowcza wobec Stanów Zjednoczonych zdaniem 52 proc. badanych, którzy w pierwszej turze wyborów prezydenckich oddali głos na lidera Konfederacji – Sławomira Mentzena i 59 proc. wyborców Grzegorza Brauna, stojącego na czele Konfederacji Korony Polskiej. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało 85 proc. wyborców Rafała Trzaskowskiego, 74 proc. wyborców Adriana Zandberga i 48 proc. Szymona Hołowni.
Z pozytywnym przyjęciem nie spotyka się też krytyka Grzegorza Brauna. Słowa Toma Rose'a, który mówi, że Ameryce trudno byłoby go zaakceptować w polskim rządzie, aż 51 proc. zapytanych o zdanie Polaków uważa za ingerencję w polską wewnętrzną politykę (opinię tę podziela 50 proc. wyborców PiS, 48 proc. KO, 63 proc. Lewicy i 72 proc. Konfederacji). 31,6 proc. respondentów zgadza się z tym, że jako sojusznik ma prawo tak mówić (z tym stanowiskiem utożsamia się 40 proc. wyborców PiS, 36 proc. KO, 25 proc. Lewicy i 15 proc. Konfederacji). 17,4 proc. badanych nie ma w tej sprawie zdania.
Czy zdaniem Polaków sojusz Polski ze Stanami Zjednoczonymi jest bezalternatywny?
Czy Polska ma alternatywę wobec sojuszu z USA? 40,7 proc. zapytanych o zdanie Polaków uważa, że nie (to suma odpowiedzi „raczej nie” – 31,6 proc. i „zdecydowanie nie” – 9,1 proc.). To o 13,5 punktu procentowego więcej, niż jest badanych zdecydowanie lub raczej przekonanych, że jest inna opcja (łącznie jest takich osób 27,2 proc.) Ale zdania nie ma 32 proc. respondentów.
Najwięcej przekonanych o bezalternatywności sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi jest wśród wyborców PiS (56 proc.) i Konfederacji (51 proc.). Najmniej zaś wśród tych zapytanych o zdanie Polaków, którzy 15 października 2023 r. głosowali na Koalicję Obywatelską (34 proc.) i Lewicę (27 proc.). W przypadku Trzeciej Drogi takich osób jest 41 proc.
19 proc. wyborców PiS oceniło, że zdecydowanie lub raczej są inne możliwości. Elektorat KO jest podzielony, bo przekonanych o istnieniu alternatywy jest w tej grupie o trzy punkty proc. mniej niż uważających, że takiej opcji raczej lub zdecydowanie nie ma. 43 proc. zapytanych o zdanie wyborców Lewicy uważa, że są inne opcje. Najmniej jest takich osób w elektoracie Konfederacji (18 proc.) i Trzeciej Drogi (22 proc.).
Ale więcej wyborców Karola Nawrockiego z pierwszej tury (38 proc.) niż Rafała Trzaskowskiego (21 proc.) uważa, że Polska ma alternatywę wobec sojuszu z USA. I to wyborcy Rafała Trzaskowskiego (49 proc.) częściej niż Karola Nawrockiego (33 proc.) odpowiadali, że raczej lub zdecydowanie takiej możliwości nie ma.
– Zachodzi generacyjna zmiana. Mieliśmy tendencję do pozytywnej oceny Amerykanów i polityki Stanów Zjednoczonych, nawet podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Nie występowały wówczas obawy, które pojawiły się teraz, a potęguje je poczucie zagrożenia. Polacy zadają więc sobie pytanie o trwałość sojuszu i wobec tego nasze bezpieczeństwo, zauważając, że pozycja Polski w myśleniu Donalda Trumpa nie jest tak wysoka, jak tego by chcieli, a jego polityka jest transakcyjna, nastawiona na doraźne korzyści w postaci chociażby Nagrody Nobla – mówi „Rzeczpospolitej” dr Mateusz M. Piotrowski, koordynator Programu Amerykańskiego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (PISM).
Czytaj więcej
Sytuacja w Wenezueli pokazuje utrwalanie się podziału na kilka sfer wpływów, w których mocarstwa mogą sobie robić, co chcą. Prawo międzynarodowe, z...
Czy w „czasach przedwojennych” Stany Zjednoczone z rozwiązania stają się częścią problemu? – Rozwiązanie wywołuje wiele pytań, np. o to, czy Stany Zjednoczone przyjdą nam z pomocą. Nie jest nowością, że amerykański prezydent szuka nieszablonowych sposobów na osiągnięcie porozumienia z Władimirem Putinem, ale w takim wydaniu tego jeszcze nie oglądaliśmy. Podobnie jak niczym nowym jest działanie wbrew przyjętym regułom, jak w Wenezueli, bo wcześniej miało to miejsce choćby na Bliskim Wschodzie. Ale różnica polega na tym, że Stany Zjednoczone oficjalnie zdjęły białe rękawiczki i nie chcą stać na straży wartości spajających świat transatlantycki – zostajemy z tym sami wraz z całą Europą, Kanadą i kilkoma sojusznikami w Azji, z którymi wzajemnie się zbliżyliśmy. Podczas gdy mocarstwa, w tym właśnie Stany, które można dziś wymienić obok Chin i Rosji, odpływają, tworząc nowy porządek i dyktując innym jego zasady – odpowiada ekspert.