Odwołanie dyrektora Instytutu Pileckiego profesora Krzysztofa Ruchniewicza to chyba najważniejszy efekt lipcowej rekonstrukcji rządu.
Jakie konsekwencje miało przekazanie ministerstwa kultury Marcie Cienkowskiej z Polski 2050?
Przy okazji rządowych roszad, będących następstwem przegranych wyborów prezydenckich przez Rafała Trzaskowskiego, Donald Tusk zdecydował się oddać Ministerstwo Kultury Polsce 2050. Ze stanowiskiem pożegnała się Hanna Wróblewska, która wcześniej zajęła urząd po Bartłomieju Sienkiewiczu. Misja tego pierwszego była krótka: miał – wszystkimi dostępnymi metodami – doprowadzić do odbicia Polskiego Radia i TVP z rąk pisowskich nominatów. Używał raczej topora niż skalpela, ale okazał się skuteczny. Po czym pojechał do Parlamentu Europejskiego.
Minister Marta Cienkowska nie uległa salonowym naciskom. I uznała, że Instytut Pileckiego powinien realizować ustawowe zadanie, jakim jest prowadzenie polityki historycznej. Polskiej polityki historycznej
Cienkowska, która wcześniej była wiceministrem kultury, jako minister pokazała, że ma zupełnie inną wrażliwość niż jej poprzednicy. Dlatego też, gdy doszło do awantury związanej z odwołaniem kierownictwa berlińskiej placówki Instytutu Pileckiego w atmosferze skandalu i podejrzeń o złamanie zasad ochrony sygnalistów, zareagowała. Choć chwilę to trwało.
Jak powinna wyglądać polska polityka historyczna?
Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej”, szefowa Instytutu Pileckiego w Berlinie Hanna Radziejowska zaalarmowała Ministerstwo Kultury, że prof. Krzysztof Ruchniewicz zaproponował cykl seminariów na temat badań proweniencyjnych dzieł sztuki, które znalazły się w Polsce po II wojnie światowej. Jak sam tłumaczył w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, takie badania pozwoliły na powrót do Wrocławia zagrabionych artefaktów należących przed wojną do tamtejszej Gminy Żydowskiej. Radziejowska uznała, że rozmowa na temat zwrotu Niemcom znajdujących się w polskich zasobach dzieł jest sprzeczna z interesem narodowym i zaalarmowała polską ambasadę w Berlinie i resort kultury. W odpowiedzi Ruchniewicz Radziejowską oraz jej zastępcę z placówki w Berlinie wyrzucił.