Na
dłuższą metę nie ma już znaczenia motywacja, która stała za dwoma – a może było ich więcej – spotkaniami marszałka Sejmu z Jarosławem Kaczyńskim. Nie
jest ważne, co chciał ugrać Szymon Hołownia: czy było to tylko prężenie muskułów
wobec koalicyjnych partnerów, czy coś więcej.
Osobiście nie przekonuje mnie teza,
że brał pod uwagę rozbicie koalicji, stanięcie na czele rządu „technicznego” lub inny scenariusz bezpośredniej współpracy z PiS. Raczej nieudolnie postawił
się w roli pokerzysty, co umie z kamienną twarzą zagrać o wysoką stawkę. Możliwe
nawet, że chciał rozegrać Kaczyńskiego. Tyle że to jego rozegrano jak dziecko.
Nie docenił, z jak doświadczonymi graczami siada do stołu. Nie mam wątpliwości,
że reżyserem całej tej sytuacji, wliczając w to wypuszczenie informacji o
spotkaniu do mediów, był prezes PiS.