Marka Ruttego na następcę Jensa Stoltenberga namaścił już Joe Biden – sugerują czołowe zachodnie media. Holender ma też poparcie Niemców, Brytyjczyków i Francuzów. Czyli najważniejsi – i z tej strony Atlantyku, i zwłaszcza z tamtej – dokonali już wyboru.
Czytaj więcej
W październiku skończy się, przedłużana dwukrotnie, kadencja Jensa Stoltenberga na stanowisku sekretarza generalnego NATO. "Politico" pisze, że Joe...
A miało być inaczej. NATO miało już dojrzeć do tego, by na jego czele stanął wreszcie ktoś z naszej, wschodniej flanki. Upłynęło już 25 lat, od kiedy pierwsze kraje z naszego regionu, w tym Polska, stały się członkami najważniejszego militarnego sojuszu na świecie. To długo jak na potwierdzenie, że jesteśmy równi tym z Zachodu. Najpierw byliśmy drugiej kategorii, gdy chodziło o wysyłanie na flankę wschodnią zachodnich żołnierzy i sprzętu. To wielka wojna zmieniła. Pozostaliśmy jednak członkami drugiej kategorii, gdy chodzi o kierowanie sojuszem.
Najważniejszy powód: kandydatura Holendra Marka Ruttego nie oburzy Rosji
Już od jakiegoś czasu sugerowano, że czas na pierwszą kobietę w roli sekretarza generalnego NATO. To też okazuje się nieistotne. Na dodatek kraj Ruttego nie spełnia jeszcze jednego nieoficjalnego warunku: nie wydaje 2 proc. PKB na obronę (w 2023 roku Holandia przeznaczyła na nią 1,7 proc.).
Rząd Ruttego ukrywał nawet przed holenderskim parlamentem szczegóły energetycznych negocjacji z Rosją w latach 2018 i 2020
Wygląda na to, że najważniejszym powodem postawienia na długoletniego premiera Holandii było to, że taka kandydatura nie oburzy Rosji. Rodak Ruttego, były szef holenderskiej dyplomacji i obecny wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, powiedział wprost: wybór polityka z kraju graniczącego z Rosją byłby problemem. Miał na myśli Kaję Kallas, szefową rządu Estonii. Przy okazji zapomniał, że Norwegia, z której pochodzi obecny długoletni szef NATO Jens Stoltenberg, też z Rosją graniczy.
Mark Rutte długo nie był politykiem antyrosyjskim
W grze była również szefowa KE Ursula von der Leyen, ponoć popierali ją nawet Amerykanie, ale – jak pisał niedawno niemiecki „Welt am Sonntag” – nie chciał tego zrobić jej rodak kanclerz Olaf Scholz. Dlatego że jest antyrosyjska. Kaja Kallas jest jeszcze bardziej, trafiła nawet na listę poszukiwanych przez rosyjskie MSW.
Czytaj więcej
"Politico" pisze, że w Brukseli krążą plotki, iż Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, może zostać nowym sekretarzem generalnym NATO,...
Rutte długo nie miał szans, by znaleźć się w gronie polityków antyrosyjskich. W 2011 roku świętował wraz prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem, kanclerz Niemiec Angelą Merkel i premierem Francji Francoisem Fillonem otwarcie Nord Stream 1 – zapewne zdjęcia z tego wydarzenia zostaną teraz przypomniane.
Pewnie niektórzy przypomną też sobie, że rząd Ruttego ukrywał nawet przed holenderskim parlamentem szczegóły energetycznych negocjacji z Rosją w latach 2018 i 2020. Nie byłoby może w takich negocjacjach w tamtych czasach, przed wielką wojną, nic dziwnego, gdyby nie to, że stosunki Hagi z Moskwą miały się zmienić po zestrzeleniu w 2014 roku przez Rosjan malezyjskiego samolotu ze 193 holenderskimi obywatelami na pokładzie.
Czytaj więcej
Straciliśmy czas na przełamywanie kolejnych barier, roztrząsanie, czy można Ukraińcom dać rakiety, czy mogą dostać patrioty, zachodnie czołgi, nowo...
Oczywiście, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Rutte się zmieniał. Ostatnio, gdy po przegraniu holenderskich wyborów zaczął poważnie zabiegać o nową pracę w NATO, nawet bardzo. Pod koniec grudnia jego rząd zapowiedział dostarczenie Ukraińcom 18 myśliwców F-16. To godna szacunku decyzja, przełamująca niechęć dawnego Zachodu do przekazywania Kijowowi nowoczesnej broni.
Mark Rutte nawet nie zabiegał o poparcie flanki wschodniej
Ale czy z tego powodu powinniśmy uznać, że Holender jest z założenia lepszy od środkowowschodnich Europejczyków? Nie tylko od Estonki. Był też kandydat z Łotwy – były premier, a ostatnio Rumunia wspominała o swoim prezydencie.
To wszystko pokazuje, że po wielu latach od przyjęcia do NATO państwa naszego regionu nadal nie są równe innym sojusznikom z tego powodu, że niegdyś były pod kontrolą Moskwy
Rutte nawet nie zabiegał o poparcie w naszym regionie dla swojej kandydatury, wiedział, że trzeba pukać do drzwi w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech i we Francji, po co się męczyć w Polsce czy innych krajach flanki wschodniej?
To wszystko pokazuje, że po wielu latach od przyjęcia do NATO państwa naszego regionu nadal nie są równe innym sojusznikom z tego powodu, że niegdyś były pod kontrolą Moskwy. Zagrożenie ze strony Rosji, przed którym one ostrzegały, nic nie zmieniło. Odwrotnie: gdy zagrożenie stało się brutalną rzeczywistością, wciąż jest argumentem przeciw krajom flanki wschodniej. Źle sobie wybrały sąsiadów.