Czytaj więcej
Wołodymyr Zełenski udał się do Stanów Zjednoczonych z pierwszą oficjalną wizytą międzynarodową od momentu wybuchu wojny na Ukrainie. Przed 21 grudn...
Gdy piszę ten tekst, prezydent Ukrainy jeszcze nie wylądował w Ameryce, nie padły żadne deklaracje, nic, co można by zacytować, podkreślając: to są te historyczne słowa.
Ale będą musiały takie paść. Dlatego Zełenski się zdecydował, by osobiście stanąć przed Kongresem i osobiście porozmawiać z Bidenem. Choć dotychczas wystarczały mu wystąpienia zdalne i łączność telefoniczna, nawet podczas najważniejszych spotkań międzynarodowych. Nie opuszczał Ukrainy, żeby pokazać rodakom, że jest z nimi zawsze, i żeby nie sugerować, że on w każdej chwili może wyjechać, zwłaszcza gdy innym Ukraińcom w wieku poborowym się tego zakazuje.
Czytaj więcej
Ryzyko osobistej podróży ukraińskiego prezydenta za Atlantyk się opłaciło. – Ameryka pozostanie u boku Ukraińców tak długo, aż Rosja nie zrezygnuje...
Zdecydował się, bo moment jest kluczowy dla wyniku tej wojny – zarówno jeżeli chodzi o postawę Zachodu, jak i możliwości Ukrainy do odbicia ziem okupowanych przez Rosję oraz obrony pozostałych terenów przed rosyjskimi rakietami.
Postawa Zachodu to, po pierwsze – i tak jest od początku tej wojny – odpowiedź na stały i główny postulat Ukraińców: „Broń, broń i jeszcze raz broń”. Po drugie, stosunek do Rosji, czy rozmawiać z obecną i jak traktować tę przyszłą, po wstrzymaniu ognia.
W sprawie broni: Ameryka, jako przywódca zjednoczonego Zachodu, wchodzi w nowy etap pomocy Ukrainie, ma dostarczyć patrioty, dotąd tabu i symbol niepotrzebnego drażnienia Moskwy. To wielki krok dowodzący, że troska o samopoczucie Kremla maleje.
Czytaj więcej
Rosyjska armia uaktywniła się na Białorusi przy granicy z Ukrainą. W Kijowie uspokajają, że Moskwa jeszcze nie ma tam sił zdolnych do ataku.
Jednak im dłużej Rosja będzie mordowała, niszczyła i wyganiała, stosując taktykę chłodu i głodu, tym trudniej będzie o utrzymywanie poparcia dla Ukrainy w społeczeństwach Zachodu, w tym Polski. Ono wciąż jest wysokie, ale sukcesywnie maleje, w niektórych krajach zbliża się do niebezpiecznej granicy – za którą mogą się pojawić niekorzystne decyzje polityków. Powoli maleje i w USA, zwłaszcza w elektoracie republikanów. To do polityków tej partii przede wszystkim musi się odwoływać Zełenski. Żeby do jego kraju popłynął wielki 45-miliardowy pakiet pomocy. I żeby Ameryka nie zatrzymała realizacji wykutego przez Bidena nowego podejścia do dalekich wojen: innego niż wysyłanie żołnierzy i inwestowanie w wątpliwe projekty. To w Afganistanie i Iraku kosztowało biliony, a nic nie dało. Za znacznie mniejsze pieniądze można obronić kraj, który będzie potem cenną częścią Zachodu.
Moment zamorskiej podróży Zełenskiego jest też wyjątkowy dlatego, że z Zachodu, zwłaszcza czołowych państw europejskich, napływają niepokojące sygnały. Gotowości do negocjacji z Rosją teraz i dogadywania się z nią w sprawach bezpieczeństwa w przyszłości.
Wielka mowa Zełenskiego to szansa uciszenia tych diabelskich podszeptów. I takiego nowego wsparcia przez Zachód Ukrainy, które pozwoli na tyle szybko pokonać rosyjskich najeźdźców, by już na poważnie one nie wróciły.