Reklama

Kanclerz Merkel: dla każdego coś miłego

Gdy cztery lata temu przed poprzednimi wyborami do Bundestagu Angela Merkel gościła na zjeździe ziomkostw, politycy CDU przekonywali naszych dyplomatów, że to czysta kalkulacja. Chadecja i SPD w wyborczym wyścigu szły wtedy łeb w łeb, więc – jak tłumaczono – pani Merkel nie mogła się narazić na zarzut, że nie zadbała o głos "wypędzonych".

Dziś, miesiąc przed kolejnymi wyborami do niemieckiego parlamentu, CDU przegania SPD w notowaniach różnicą aż 14 punktów procentowych. Wydawałoby się więc, że niemieccy chadecy nie muszą już drżeć o głosy ziomkostw. Jednak pani kanclerz karnie stawiła się na Dniu Stron Ojczystych.

W jej obecności szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach powtórzyła ulubione zarzuty – że pierwsze wypędzenia Niemców z Polski miały miejsce już po I wojnie, gdy z naszego kraju wygnano milion Niemców, czy że ślady planów wyrzucenia ludności niemieckiej z Czech sięgają XIX wieku. Zadeklarowała też, że po wyborach ona i sojusznicy wrócą do kwestii jej obecności w radzie "Widocznego znaku" mającego upamiętnić wojenne i powojenne wysiedlenia Niemców.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama