Po ludzku można się cieszyć, że korespondent "Gazety Wyborczej" i działacz Związku Polaków na Białorusi nie trafi do kolonii karnej w towarzystwo kryminalistów, jak to się przytrafiło kontrkandydatowi Łukaszenki w grudniowych wyborach Andrejowi Sannikauowi. Zwłaszcza że chyba wszyscy byli przekonani, iż Poczobut dostanie wyrok bez zawieszenia i na wolność jeszcze długo nie wyjdzie.
Zawieszenie wyroku nie może przesłonić jego treści. Oburzającej i nie do przyjęcia. Poczobut został skazany na trzy lata więzienia za zniesławienie głowy państwa, czyli podkreślanie, że Łukaszenko włada niezgodnie z konstytucją. Wobec polityka, który jest prezydentem od 17 lat dzięki referendum i wyborom uważanym za fałszowane, nie jest to teza zaskakująca. Łukaszenko chwalił się zresztą fałszowaniem wyników wyborów (na swoją niekorzyść oczywiście, by nie wyszło, że wszyscy go kochają).